Czasami
myślę, że jesteś blisko mnie. To jak przyjemny sen osiadły puchową kołdrą na
zmęczonych powiekach. Słyszę twój oddech, czuję twój dotyk. Nasze myśli są
splątane, jak palce, gdy trzymasz mnie za rękę. Wpatrujesz się we mnie z
radością wymalowaną w czekoladowych oczach, jednocześnie traktując mnie subtelnym
uśmiechem zrozumienia. Jesteśmy razem, ot tak po prostu. Nie oczekujesz nic w
zamian, bo wiesz, że daję z siebie tyle ile mogę. To jak wsadzenie dwóch dusz
do jednego ciała – tacy jesteśmy. Od siebie i dla siebie, bo nikt cię tak
dobrze jak ja i nikt nie może mnie uleczyć z taką precyzją jak ty.
A później okazuje się, że wcale
nie jesteś dla mnie. Nie jesteś nawet ze mną. Beztroskość i bezpieczeństwo
odchodzi, przegoniona lodowatym oddechem samotności. Nie ma łagodnego zapachu i
delikatnych muśnięć. Przychodzi codzienność, pozbawiona ciebie. Jakby wiosna na
dobre zniknęła, a na jej miejscu zadomowiła się jesień. Jesień smutku, łez i rozczarowań.
Przestrzeń między nami rośnie.
Staję się słaba przez to, co kiedyś nas łączyło. I nagle dzielą nas miliony
spojrzeń i jeszcze więcej słów. Kilometry wypełniają to, co zostało odkryte, bo
przecież na świecie nie ma pustych miejsc. To sprzeczne z naturą. Ta toksyczna
łuna sączy się do mojej krwi z ołowianą precyzją wyniszczając moją nadzieję. Ta
krucha miłość mieszkająca między nami nie przetrwa. Nie przetrwamy my – zawsze osobno,
nigdy razem. Dlatego obudź się z tego koszmaru. Otwórz oczy i zobacz, jak
bardzo mnie niszczysz. Zdmuchnę kurz z twoich powiek, a wtedy ty złapiesz moją
dłoń i zabierzesz mnie tam, gdzie nie będzie już smutku. Tam, gdzie między
splątanymi palcami i dwoma ramionami jesteś dla mnie w taki sam sposób, w jaki
ja jestem dla ciebie.
*
a/n: Zaczynamy! #WakeMeUpFF i do napisania w sierpniu!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz