piątek, 14 sierpnia 2015

• 1. And your eyes looking like coming home.


*
Świeciło ogromne słońce, gdy pewnego lipcowego dnia po świeżo przystrzyżonym trawniku przemknęły chłopięce stopy przyodziane w kolorowe trampki. Pokonanie dystansu jakim był niewielki ogródek, a następnie przeprawienie się przez dziurę między płotami zajęło mu zaledwie kilkanaście sekund. Będąc już prawie u celu, posłużył się niewielką gumową piłeczką, której miejsce zawsze było między krzakami ognistej róży, by wycelować w ramę okienną zawieszoną na drugim piętrze domu. Zabawka z cichym brzdękiem uderzyła o metalowe obicie, a po chwili z pomieszczenia wychyliła się dziewczęca głowa z jaśniutkimi jak łany zboża włosami.

- Ally, chodź już! Zaraz występ! – krzyknął chłopczyk z dziarską miną. Jego przyjaciółka nie zawahała się ani chwili. Szybko przerzuciła nogi na okno, zeskakując na dach chroniący werandę, po czym zsuwając po gałęzi rozłożystego dębu znalazła się na ziemi.

To było już tradycją. Od zawsze pokonywali taką samą trasę, gdy mieli ochotę się spotkać. Nieliczne były wypadki, kiedy używaliby drzwi, jak na typowych ludzi przystało. Wyjątek stanowiła zima, gdy rodzice zabraniali eskapad związanych ze skokami z dachu, ze względu na jeszcze większe prawdopodobieństwo zrobienia sobie krzywdy.

Dzieciaki czym prędzej zabrały się do pracy. Zaplecione w długie warkocze włosy podrygiwały za każdym razem, gdy dziewczynka mocowała się z udekorowaniem prowizorycznej sceny ustawionej w jej ogródku, a chłopięce dłonie rozmazywały jeszcze bardziej brudne od czekolady policzki, gdy tylko ocierały twarz po ustawieniu w rząd kolejnego krzesła.

Po piętnastu minutach wszystko było gotowe. Na skrzynce służącej jako podium stały dwie pianki do golenia – mikrofony, a obok nich wyświechtany już zeszyt z długopisem. Przyjaciele oczekując na przybyłych gości, jakimi były ich rodziny, usiłowali ostatecznie przygotować się do swojego debiutu.

- Zain, ja się chyba boję – wyjąkała Ally, a jej krystalicznie błękitne oczy podwoiły swoje rozmiary. Brunecik poprawił swoje ogrodniczki, podchodząc do zerkającej w stronę publiki blondynki.

- Nie bój się. Twoja bajka im się spodoba. Mówię ci! Jak dla mnie jest bardzo fajna. Zobaczysz, jeszcze kiedyś będziesz pisała książki, a ja będę śpiewał i będą o nas pisały gazety. Kupimy sobie ogromną willę z basenem i będziemy jedli ciastka na śniadanie, obiad i kolację. Tylko nie możesz się bać, dobrze?

Rumiana twarzyczka rozpromieniła się, a szeroki uśmiech odkrył brak dwóch jedynek.

- Obiecujesz, że zrobimy to razem?

- Obiecuję!

To samo jasne słońce zagościło na niebie dziesięć lat później, kiedy już dość przewlekłe ciało Zayna zakopane było pod połami pościeli, nie śniąc nawet o postawieniu jakiegokolwiek kroku poza łóżkiem. Głowa ukryta pod grubą poduszką teoretycznie unikała promieni słońca, przedzierających się przez szpary żaluzji, lecz praktycznie przytłumiało nawoływania mamy, usiłującej obudzić syna od dobrej godziny. Nie pomagała krzyki, groźby, wszelakie formy perswazji, a nawet ciągnięcie za kończyny. Nastolatek pozostawał niewzruszony, nadal dryfując po krainie Morfeusza.

Wszystko zmieniło się w ułamku sekundy, gdy potraktowane kopniakiem drzwi z hukiem uderzyły o ścianę, a do sypialni wtargnęła średniego wzrostu dziewczyna ze spiętymi w kucyka włosami. Jej postura wydawała się być znacznie drobniejsza przez za dużą bluzę – efekt młodzieńczego buntu i pragnienia przemiany w rodowitego skejta. Nie krępując się, z rozpędu wskoczyła na łóżko, gniotąc przy tym rękę, a może i plecy przyjaciela.

- Ruszaj te swoje butwiejące zwłoki i do śpiewania! – krzyknęła tuż przy uchu Zayna, który chcąc nie chcą pożegnał się z objęciami snu.

- Ale, Al… - Jego zachrypły głos próbował przebić się przez jazgot przyjaciółki, jednak nie dał rady.

- Ty mnie nawet nie denerwuj! – fuknęła na niego, przyjmując ten wymowny wyraz twarzy, któremu brązowooki nigdy nie mógł się przeciwstawić. Z cichym westchnięciem zrzucił z siebie ciało dziewczyny, po czym ze spuszczoną głową podreptał do łazienki.

Zayn w życiu by się nie spodziewał, że po tak obfitym w wydarzenia poranku i paru próbach zwątpienia będzie stał w kolejce, oczekując na swoje przesłuchanie, a w jego dłoni będzie znajdował się wyjątkowo ciężki mikrofon.

- A co jeśli stanę na scenie i nie będę w stanie nic z siebie wydusić? – Wydukał swoją kolejną obawę, z przerażeniem spoglądając na zaciekawioną wszystkim dookoła przyjaciółkę.

- No teraz to wymyśliłeś – parsknęła w momencie śmiechem. – Przecież to jest niewykonalne. Trajkoczesz cały czas jak katarynka!

- A co jeśli? – nie dawał za wygraną. Stres jaki odczuwał był bowiem zupełnie mu nieznany. I owszem, Ally miała rację, co do jego gadulstwa. Celowo nie wzięła jednak poprawki że zachowuje się tak tylko przy niej, ewentualnie wśród rodziny. Teraz miał stanąć przed tysiącem ludzi na arenie, czwórką jawnych jurorów i milionami ludzi przed telewizorami. To go przerastało.

- Wtedy wyjdę na scenę i udam, że mam atak padaczki, żebyś mnie uratował. Pokochają cię! – zażartowała, zeskakując z wcześniej zajmowanego pudła. Podeszła do Zayna, obejmując jego talię dłońmi, po czym przywarła do jego ciała.

- Przecież dasz radę. Jesteś naprawdę dobry i ja w ciebie wierzę. Jak nie uda się tym razem, będziemy próbowali jeszcze milion innych, aż wreszcie zobaczą, że masz talent – odparła już całkiem poważnie, spoglądając na niego z dołu. Nawet w tym wieku sięgała mu ledwo ramion.

Brązowooki odetchną z ulgą, co mogła czuć sama Allea. Momentalnie uśmiechnęła się na ten znak, po czym odrywając się od przyjaciela, popchała go w stronę sceny.

- A teraz pokaż im na co cię stać!

Nie musiała czekać długo, by jej słowa stały się rzeczywistością, po sekundowej konsternacji wywołanej głosem chłopaka, tłum uległ czarowi i pod wpływem tej magii zaczął krzyczeć i bić brawo. Jedni stwierdzili by, że to urok wokalisty. Sam Zayn był zdania, że to najzwyczajniej piękno muzyki. Dzięki temu poczuł się znacznie swobodniej na scenie, a jego gardło nie było zapchane ogromną gulą. Bawił się dźwiękami, tak jak robić to kilkanaście lat wcześniej razem z Ally.

Gdy zszedł za kulisy euforia ogarnęła całe jego ciało. Nie potrafił racjonalnie myśleć, a jego dłonie nadal cię trzęsły. W objęcia porwała go mama, a zaraz potem dołączyła do niej Doniya. Allea stała z boku przyglądając się ze łzami w oczach tej scenie. Była szczęśliwa, że jej przyjaciel dokonał czegoś takiego. Jednocześnie podziwiała jego odwagę, gdyż sama od zawsze miała problem z zawalczeniem o to, co chciałaby osiągnąć. Bała się tłumów, bała pokazać się z jakiejkolwiek strony, nawet tej najlepszej.

Wyplątawszy się z objęć rodziny, Zayn w momencie zlokalizował nieśmiało stojącą przyjaciółkę, a wielki uśmiech zajął niemal całą jego twarz. Szybkim krokiem podszedł do niej, zakleszczając drobne ciałko w silnym uścisku. Nawet nie zauważył kiedy kręcili się dookoła, a ich głośne śmiech roznosiły się na wszystkie strony. Jej wsparcie zawsze wiele dla niego znaczyło. Pchało go do przodu, pozwalało oddychać. Po chwili postawił ją na ziemi, lustrując z uwagą całą jej twarz. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę jak ważna dla niego była. Kiedy się nachylił, jego usta spoczęły kilka milimetrów od jej. Zareagowała bowiem szybki przechyleniem głowy, gdy zorientowała się, co chłopak ma zamiar zrobić. Nie chciała psuć ich relacji, bała się. Sądziła, że to wszystko dzieje się pod wpływem euforii. Nie przyjął tego do siebie. Kiedy spojrzała w jego oczy zauważyła jedynie czyste szczęście, tę zaraźliwa iskrę. On dostrzegł coś więcej. Prócz mieniącego się błękitu zobaczył niesamowitą dumę i wiarę, której nie spotkał jeszcze u nikogo innego. Widział przede wszystkim spokój i ciepło, których nie chciał stracić, a do których tęsknił już kilka lat później, gdy w środku nocy łapał za telefon.
*
Głośne brzęczenie uderzyło o ściany niewielkiego pokoju na poddaszu, swoją intensywnością drażniąc komórki ciała. Z sennego letargu wybudziła się w momencie. Dłuższą chwilę sprawiło jej natomiast znalezienie telefonu wśród połów ciepłej pościeli. Ekran jarzył się jaskrawym światłem, gdy pochwyciła aparat w rozgrzane dłonie. Spod przymrużonych powiek dostrzegła zdjęcie uśmiechającego się bruneta i nieświadomie wstrzymała powietrze.

Mimo późnej pory – a w zasadzie wczesnej, jak się okazało gdy spojrzała na zegar pokazujący 03.32 – jej umysł zaczął pracować na najwyższych obrotach. Nie dzwoniłby przecież o tej porze z błahego powodu. Nie wtedy, kiedy był w trasie, a jego kalendarz wypełniony był po brzegi, odbierając jakąkolwiek chwilę na wykonanie głupiego telefonu. Coś musiało się stać.

Przesunęła opuszką po ekranie, zamglonym spojrzeniem dostrzegając, że udało jej się odebrać połączenie.

- Zayn? – zapytała zaspanym głosem, mocniej przyciskając policzek do poduszki. Czuła się wtedy bezpieczniej.

Po drugiej stronie powitała ją cisza. Dopiero gdy mocniej wytężyła słuch, pozbywając się osiadłych na jej ciele pyłków snu, zdołała usłyszeć jego urywane oddechy. Wtedy całkowicie się wybudziła, czując jak serce w jej piersi z każdą chwilą zaczyna coraz bardziej panikować. Nie odważyła się ponownie odezwać, a on nadal milczał. Bał się czegoś powiedzieć? Nie wiedział jak to zrobić? Może pomylił numery? Albo najzwyczajniej był zbyt zdenerwowany, by mówić cokolwiek.

Ona tylko czekała, przykładając chude palce do ust i przymykając powieki. Łudziła się, że jej to pomoże. Wiedziała, że powie, jak będzie gotowy. Naciskanie w jego przypadku nigdy nie było dobrym pomysłem. Zamykał się wtedy jeszcze bardziej. A ona chciała tylko dowiedzieć się, że nie ma z nim aż tak źle. Że to tylko chwilowa słabość. Że wszystko jest w porządku. Nie mogłaby znieść myśli, że jest z nim inaczej.

- Potrzebuję cię, Al – wychrypiał głosem przesączonym żalem, a ona poczuła jak coś w jej wnętrzu pęka. Było to jeszcze gorsze niż ta ciążąca na linii cisza. – Przyjedź do mnie, proszę.

*
a/n: Chciałam ogromnie podziękować za tak pozytywny odbiór prologu. Matko, przyprawiliście mnie o szczękościsk i łzy. Ogromne dziękuję w Waszą stronę! Jeszcze w sierpniu powinna pojawić się dwójka. Ale póki co, zostawiam Was z pierwszym rozdziałem, a sama lecę eksplorować piękną Viennę. Trzymajcie się (czy jak przy aktualnej Saharze za oknem powiem ciepło, to mnie zlinczujecie?)
#WakeMeUpFF - śmiało! :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz