piątek, 9 października 2015

• 4. You just call out my name.


Beżowy materiał sukienki zatańczył wokół zgrabnych nóg, gdy fala powietrza przetoczyła się dookoła jej sylwetki. Delikatna faktura podkreślała karnację dziewczyny, jednocześnie idealnie przylegając do jej ciała. Pofalowane włosy kaskadami opadały na okryte koronką ramiona, rozprowadzając dookoła subtelny zapach perfum. Poprawiła zawieszoną na ramieniu torebkę, po czym opuściła blaszaną puszkę. Formalne wyjścia nigdy nie należały do jej ulubionych, mimo że zawsze nieświadomie się w nich odnajdywała.
            
- Uśmiechnij się szerzej. Przecież cię nie zjedzą – poradziła cicho idąca obok Lou. Wziąwszy głęboki oddech, Allea wyprostowała się, dodając sobie jeszcze kilka centymetrów. Postanowiła odsunąć od siebie wszelkie obawy. Stylistka miała rację. Kto jak kto, ale członkowie zespołu z pewnością jej nie pogryzą.
            
- No – cmokną wymownie Harry, szturchając w bok Liama.
            
- Zayn. – Blondyn zaczepnie zwrócił się do przyjaciela, który w odpowiedzi posłał mu karcące pojrzenie.
            
- Możecie przestać? Czuję co najmniej dziwnie i jak wytrzymam w tym cały wieczór, możecie mi stawiać pomnik – odparła niebieskooka, chwytając za poły sukienki, ściągając ją jednocześnie w dół.
            
- Nie żeby coś, Al, ale dziewczyny zazwyczaj w sukienkach chodzą – zaśmiał się Louis, co spowodowało u blondynki przewrócenie oczami. – Poza tym, wyglądasz w niej świetnie i …
            
- Nie traćmy już więcej czasu. Od obiadu nic nie jadłem – przerwał automatycznie Zayn, urywając tym samym całą dyskusję. Zgromadzeni wymienili zdziwione spojrzenia, bo parę chwil wcześniej to właśnie brunet był osobą posiadającą nadmiar czasu.
            
Droga do sali, w której miał odbyć się bankiet minęła płynnie i spokojnie. Problem pojawił się w momencie, kiedy samochód zaparkował przed wejściem głównym. Dookoła znajdowali się bowiem reporterzy, fotografowie, a także przypadkowi fani, którym udało się uzyskać szczegółowe informacje dotyczące wydarzenia. Zgromadzony tłum uniemożliwiał normalne otworzenie drzwi, a ruszenie pojazdem również stało się nie lada wyczynem.
            
- No super – burkną Hary wglądając przez szybę. – Utknęliśmy.
            
Wrzaski z zewnątrz zaczynały się nasilać. Flesze nie dawały spokoju, a karoseria samochodu cały czas przyjmowała ciosy jakimi były uderzenia i obijania. Chłopaki spojrzeli po sobie. Wiedzieli jak skończy się cała ta sytuacja, ponieważ nie był to ich pierwszy raz. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na kulącą się w samym rogu Ally, która z sercem w gardle próbowała uspokoić drżące ciało. To była dla niej nowość. Taki szum nie był częścią jej życia, a przyzwyczajenie się do niego również nie należało do najprostszych.
            
- Zaraz przyślą dodatkowych ochroniarzy. Trzeba będzie się przeciskać – poinformował kierowca. Niall potarł swoje czoło i jako osoba siedząca najbliżej wyjścia, przygotował się do kolejnej walki o przetrwanie.
            
Dwoje barczystych ochroniarzy w chwilę później stanęło przy pojeździe i uprzednio dając znak, otworzyło drzwi. Dopiero wtedy trauma całej tej sytuacji uderzyła w nią z największą siłą. Samochód w małym stopniu wyciszał krzyki oraz błyski lamp. To, co rozgrywało się za nim było koszmarem, o jakim nawet nie śniła. Tego nie można już było nazwać ludźmi. Była to ogromna masa mieląca swoje ofiary.
            
- Gotowa? – zapytał Zayn, ściskając jej dłoń. Podniosła na niego przerażone spojrzenie i zupełnie nie kontrolując swoich ruchów, niemo skinęła głową.
            
Siłą została wyciągnięta za zewnątrz. Błyski fleszy zupełnie ją oślepiały. Z każdej strony była szturchana i popychana. Coś wrzeszczało jej w głowie, rozrywając włókna ciała.

Traciła oddech.

Dusiła się.

Strach przejął nad nią kontrolę, owijając jej świadomość grubym sznurem.
            
- Zayn, nie zostawiaj mnie – wychrypiała. Nie liczyła na odpowiedź. Sądziła, że w następnej sekundzie upadnie i zostanie zdeptana przez jazgoczący tłum.
            
- Złap moją rękę i nie puszczaj – rozkazał, a jego silne palce oplotły całą jej dłoń. Kurczowo wbiła paznokcie w jego nadgarstek, piersią przywierając do jego ciała. Przeprowadził ją przez ten koszmar, torując im drogę do bezpiecznego budynku.
            
Czuł palpitacje jej serca. Był świadomy strachu. Nie mógł tego zakończyć.
*
            
- To było coś – skwitował Louis, poprawiając marynarkę, gdy znaleźli się już w środku.
            
- Współczuję tym, których to jeszcze czeka – odparł Liam, zerkając przez zasłonięte kotarą okno.
            
Wszyscy byli w głębokim szoku. Ramiona bolały ich od przepychania się, misterne fryzury zostały zburzone, a idealnie wyprasowane marynarki pomięły się pod pływem szarpaniny. Nikt jednak szczególnie nie ucierpiał. No, może jedynie włosy Harolda.
            
- Wszystko w porządku? – zapytał Zayn, kucając przed zgarbioną Ally. Nie odezwała się od czasu wyjścia z pułapki. Cały czas jej ciało drżało, a ona otulała się ramionami, usiłując doprowadzić się do porządku.
            
- Yhm – pokiwała twierdząco głową, uśmiechając się fałszywie. On jednak wiedział prawdę. Ta sytuacja stanowiła dla niej próg nie do przeskoczenia.
            
- Nie musisz kłamać.
            
Zagryzła wargę, zerkając w bok, by pozbyć się nagromadzonych pod powiekami łez.
            
- Muszę się jeszcze do tego przyzwyczaić – wyjaśniła, biorąc głęboki oddech. Potrząsną głową w geście zrozumienia, lustrując jeszcze przez chwilę jej twarz.

Od tego chciał ją uchronić. Nie udało mu się.

- Wiem, Al. Wiem.
*
            
Bogato zdobione wnętrze przytłaczało swoją awangardą, a przechadzający się dookoła ludzie ubrani w idealnie skrojone garnitury, tudzież suknie potęgowali wrażenie, że wszystko dookoła stanowi tylko muzealne eksponaty bez ani tlącego się cienia duszy.
            
Kołysząc niemal pusty już kieliszek szampana, przechadzała się po przestronnej sali, uśmiechając się do osób, których uwagę zwróciła. Nie przyglądały się jej jednak szczególnie długo, prawie od razu wracając do swoich rozmówców. Wspinała się co chwila na palcach, by wśród tłumu odszukać czarną czuprynę.
            
Porwany przez ważne osobistości, zostawił ją samą sobie, znikając niemal na cały wieczór. Dlatego teraz błądziła pośród obcych ludzi, ubrana zupełnie odmiennie do własnego stylu, z sercem wciśniętym w przełyk i tylko kolejne łyki szampana uspokajały rozedrgane komórki ciała.
            
- Czyżbyś się zgubiła? – zapytał nieznany jej mężczyzna, z na którego nieomal wpadła, zaabsorbowana szukaniem Zayna.
            
- Właściwie to szukam kolegi – odparła, posyłając szatynowi niepewny uśmiech, by po chwili wyjrzeć zza jego ramienia z jeszcze większym zdenerwowaniem.
            
- Dość długo ci to idzie, muszę przyznać – zażartował, rozluźniając atmosferę między nimi.
            
Spojrzała na niego, teraz znacznie uważnie lustrując smukłą twarz, opadające na czoło, karmelowe kosmyki i lśniące w blasku żyrandoli zielonkawe tęczówki. Chłopak obudził w niej pozytywne emocje. Wystarczyło kilka wymienionych zdań, by Ally z ręką na sercu mogła stwierdzić, że go polubiła.
            
- Właściwie to jestem Marcus. Jestem asystentem redaktora w dziale pop i rock w Bilboardzie.
            
Po tych słowach jej sympatia jeszcze bardziej wzrosła, a czy tak i tak wysoka już sylwetka otrzymała jeszcze parę centymetrów w jej oczach.
            
- W Bilboardzie, o raju! Ja wybieram się na studia dziennikarskie i w najśmielszych snach bym o takim prestiżu nie marzyła.
            
- E, nie ma o czym mówić. Nie możesz się poddawać. Musisz im cały czas bredzić, nie możesz odpuścić. Wtedy zauważą, że ci zależy i od tego momentu masz już drogę otwartą – wyjaśnił, uśmiechając się ciepło. – Nadal nie poznałem twojego imienia.
            
- Jestem…
            
- Ally?! – krzyknął Malik, przedzierając się przez stojącą na jego drodze grupkę.
            
- Och, Zayn. Miło cię znowu widzieć – przywitał się zielonooki, podając chłopakowi rękę, którą ten niechętnie ujął. Blondynka zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc tego gestu, jednak postanowiła się nie mieszać. – Właśnie rozmawialiśmy o….
            
- Ona ma już towarzystwo, Marcus – wycedził brunet przez zaciśnięte zęby, oplatając talię dziewczyny ręką. Rozmówca ułożył usta w wąską linijkę, jeszcze chwilę mierząc się z Malikiem spojrzeniem, jednak po chwili uległ i odwróciwszy się, wmieszał się w tłum, uprzednio kiwając kieliszkiem w stronę blondynki.
            
- Zayn?
            
- Ten facet to palant. Jest niesamowicie fałszywy i miesza się tam, gdzie nie trzeba – westchnął głęboko, pocierając wolną dłonią kark. Jej spojrzenie było jednak nieustępliwe i w dalszym ciągu taksowało go na wskroś.
            
- Nie wierzysz mi? – burzył się.
            
- To nie to – założyła ręce na piersi.
            
- Słuchaj, to że…
            
- Dobra, dobra. Tłumaczyć się będziesz komuś innemu – zaśmiała się, przechodząc obok niego. Patrzył jeszcze przez chwilę na jej oddalającą się postać, by po chwili pokiwać głową i dołączyć do niej.

            
Reszta wieczoru upłynęła już wyjątkowo spokojnie. Mimo że nie było go często u jej boku, Ally nie miała czasu by się tym zamartwiać. Jej myśli pochłaniało zachowanie przyjaciela i jego dziwne wyczucie czasu co do sytuacji, w jakiej się pojawił. I tylko czasami łapała się na tym, że szuka go w tłumie, podczas gdy miejsce obok niej pozostawało puste. 



a/n: Dobry wieczór! Rozdział przejściowy i dość krótki, ale mam nadzieję, że się spodoba. Nakreślamy jeszcze bardziej postać Ally. Ogromnie, ogromnie, ogromnie dziękuję za te wszystkie gwiazdki, bo przechodzą one moje najśmielsze oczekiwania. Ale zachęcam również do wypróbowania opcji "zostaw komentarz", która jest całkiem przyjemna. :)
Ściskam i do napisania!

#WakeMeUpFF

@hemminzg


            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz