*
Zasłonięte grubą firanką okno wpuszczało do pomieszczenia chłodne, nocne powietrze. Dwie lampki ustawione na
etażerkach okryte były żółtym abażurem i rozświetlał ciemność ukrytą w czterech
ścianach. Zasłane łóżko kusiło stosem ubranych poduszek i śnieżnobiałą
pościelę, a dookoła roznosiła się delikatna woń jaśminu wymieszana z resztkami
damskich perfum.
Ally wciągnęła na chude nogi krótkie
spodenki, które miały służyć jej jako piżama, po czym podeszła do umywalki, by
nałożyć na szczoteczkę odrobinę pasty. Jasne włosy związane były w ciasnego
koka, jednak nieliczne kosmyki zdołały uwolnić się od gumki i teraz swobodne
okalały zmęczoną twarz.
Tuż po tym, jak szczoteczka
wylądowała w jej buzi, rozległo się spokojne pukanie do drzwi, a zaraz po tym w
pokoju znalazł się ubrany w dresy Zayn. Nie przypominał już tego eleganckiego
chłopaka sprzed dwóch godzin ubranego w idealnie skrojony garnitur, z
ustawionymi do góry włosami. Teraz wyglądał normalnie. Jego rysy twarzy
złagodniały, a sylwetka rozluźniła się, z przyjemnością mając kontakt ze
zwyczajnym podkoszulkiem. Wydawał się być radośniejszy. I zdecydowanie bardziej
przypominał tego jej Zayna, który nie
był wystawiony na pożarcie mediom oraz wielkim szychom.
- Jutro powinno być już spokojniej.
Możemy iść na spacer, albo pozwiedzać miasto – poinformował zadowolony. Skinęła tylko głową, wypluwając pianę.
- Zmęczona jesteś, co? – Bardziej stwierdził, niż zapytał,
gdy biodrem oparła się o futrynę drzwi, wycierając dłonie do ręcznika.
Rzeczywiście jej powieki wydawały się być sine, a policzki lekko zapadnięte.
- To przez strefy czasowe. I to
wyjście też zrobiło swoje – odparła. – Ale jutro mi to wynagrodzisz, nie myśl,
że się wywiniesz.
Prychnął pod nosem w odpowiedzi.
- Rany, już myślałem, że stamtąd nie
wyjdziemy.
- Cierp ciało jak żeś chciało. –
Odwróciła się, by ponownie wejść do łazienki. Rozpuściła włosy, palcami
przeczesując pojedyncze kosmyki, by w jakikolwiek sposób doprowadzić je do
względnie normalnego stanu.
- Nie było aż tak źle – stwierdził
zaraz, rzucając się na jej łóżko. Zaplótł dłonie pod głowę i przechyliwszy
głowę w bok, obserwował poczynania niebieskookiej. – A tobie jak się podobało?
Wzruszyła ramionami, po czym
zgarnęła z wieszaka luźną koszulkę.
- Czy ja wiem… - zawahała się,
odwracając się plecami i chwyciwszy między palce poły materiału ściągnęła górną
część ubrania. Długie włosy zakołysały na jej nagich plecach, subtelnie
łaskocząc delikatną skórę. – Było… normalnie. Ale nie pytaj mnie o to, bo to
zdecydowanie nie jest dla mnie – dokończyła, przeciągając przez głowę piżamę.
Uśmiechnął się pod nosem, jednak nie
mogła tego zauważyć. Rzeczywiście, ten świat nie był jej. Był spełnieniem jego marzeń i to on miał go w swoim posiadaniu.
Wdrapała się na posłanie, nogi
przykrywając puszystą kołdrą. Chłodny materiał otulił jej śnięte ciało, a
piżmowy zapach drobinkami osiadł na jej skórze.
- A teraz z łaski swojej pozwól, że
to odeśpię.
- Jasne, jasne. Śpiąca Królewna
wraca do gry – rzucił, kierując się do drzwi.
- Ani razu z niej nie wypadła –
fuknęła, zakładając dłonie na piersi. Wyglądała niemal komicznie; drobna na
środku wielkiego łóżka z toną pościeli, podczas gdy na jej twarzy widniała mina
obronna, której tylko maltańczyk by pozazdrościł.
- Idź spać.
- Dobranoc – pożegnała się, kładąc
głowę na poduszce, by w ułamku sekundy się z niej podnieść i dorzucić jeszcze głośne: " i zgaś światło"
*
Zbiegła po wyłożonych płytkami
schodach i w chwilę później znalazła się w przestronnej kuchni wypełnionej po
brzegi członkami ekipy zespołu. W powietrzu unosił się zapach świeżego pieczywa
i parzonej kawy, przez co jej żołądek postanowił przypomnieć o swoim istnieniu.
- Ally! Gdzieś ty się podziewała
tyle czasu? – Damski głos dobiegł do jej uszu, przez co automatycznie odwróciła
się w jego stronę.
W jej stronę szła siwa kobieta,
której włosy upięte były w dużego koka. Mimo swojego wyglądu miała już prawie
sześćdziesiąt lat, jednak energia jaką tryskała była godna pozazdroszczenia
przez niejednego nastolatka. Pani Watters była kucharką ekipy, która od samego
początku podróżowała z nimi po świecie. Nie przeszkadzał jej wiek, ani też
różnica jaką wywoływał między nią, a większą częścią składu. Robiła swoje,
czerpiąc z tego niesamowitą radość. Traktowała zespół jak własne wnuki, przyrządzając
najlepsze omlety na słodko na całym świecie.
Charlotte miała długie włosy, które
zazwyczaj pozostawały upięte. Jej oczy mieniły się karmelowym brązem, racząc
niemal wszystkich ciepłym spojrzeniem. Tylko zmarszczki na czole i żylaste
dłonie mogły zdradzać, że kobieta ta jest starszą osobą.
Od pierwszej chwili szczególnie
polubiła Alleę, troszcząc się o nią szczególnie. Często w trakcie prób,
rozmawiały na tyłach areny zajadając przygotowane przez panią Watters desery,
dzieląc się własnymi przemyśleniami. Dziewczyna nie odczuwała różnicy wieku.
Przez tyle lat brązowooka najzwyczajniej nie dała jej możliwości, by ją poczuć.
- Pewnie cię trzymał w pokoju –
zażartowała kobieta, ściskając młode ciałko.
- A nawet nie – odparła ze śmiechem.
– Nie było jakoś czasu, żeby tutaj przyjechać.
- Ja mu zaraz dam, że nie było
czasu. Na jego miejscu zaraz bym cię do walizki zapakowała!
- Nie chciał mnie tu. – Cmoknęła
aktorsko, w efekcie czego Charlotte poklepała ją groźnie po ręce.
- Idź lepiej jedz, bo zaraz znikniesz,
a nie mów mi tutaj takich rzeczy – zaśmiała się siwowłosa, kręcąc z pobłażaniem
głową. – Później będziemy rozmawiać, bo pewnie dużo się podziało przez ten
czas.
- Ten skurczybyk mi nawet nie
powiedział, że przyjeżdżasz – rzuciła na odchodne z oburzeniem, czemu
towarzyszył ostentacyjny wyrzut dłoni w powietrze.
Ally zasiadała do stołu w wesołym
humorze, ponownie zadając sobie pytanie, jakim cudem jedna kobieta potrafi
krótką wymianą zdań do takiego stopnia poprawić humor.
- Uszanowanko, All. Gdzie masz Zayna
– rzucił na powitanie Harry, przeżuwając swoją bułkę.
Niebieskooka wzruszyła jedynie
ramionami, wściubiając widelec w pachnącą jajecznicę.
- Pewnie śpi – odparła. Nie musiała
jednak czekać długo, by w pomieszczeniu zjawił się zaspany brunet, z mozołem
przecierający oczy. Opadł ciężko na krzesło, kładąc twarz na stole.
- Śpiąca księżniczka raczyła się
obudzić – rzucił Liam. W odpowiedzi Zayn uniósł głowę i burknął coś o tym, że
to nie jego działka, co z kolei nie mogło obejść się bez echa jeżeli chodzi o
Ally. Gryząc kromkę chleba, zmarszczyła nos, przedrzeźniając chłopaka.
Nastroje przy stoliku dopisywały i
prawdopodobnie utrzymywałyby się jeszcze dłużej, gdyby nie wiadomość, która
dotarła wraz z wysoką kobietą w okularach.
- Smacznego życzę. Dzisiejsze plany
uległy zmianie popołudniu macie wywiad.
- Przecież miał być dzień wolny –
zaprotestował Niall, jednak na niewiele się to zdało.
- Stacja chciała to przyspieszyć, bo
w innym terminie nie mieli do dyspozycji składu – wyjaśniła kobieta, a po
chwili już jej nie było.
Ally spuściła wzrok na swoje
śniadanie, czując ukłucie zawodu między żebrami. Znowu coś im wypadło. Z każdym
dniem zaczynała wierzyć w to, że najzwyczajniej nie jest im dane spędzić ze
sobą więcej czasu, tak jak robili to kiedyś. Brakowało jej tego.
- Lipa, chłopaki. Pora się zbierać –
odezwał się Lou, wstając od stołu. Gąbczasta jajecznica z mozołem przeszła
przez jej gardło, sprawiając wrażenie połykanej smoły. Została sama, nadal grzebiąc
w posiłku, a ponieważ nie miało to większego sensu, odsunęła od siebie talerz.
Apetyt ulotnił się wraz z poczuciem ekscytacji.
Nawet się nie odezwał. Nie
wytłumaczył. Nie przeprosił. Szurając odsunął krzesło i wyszedł nie zważając na
nikogo, ani też na nic.
Cały dzień spędziła w swoim
hotelowym pokoju, usiłując w jakikolwiek sposób pozbyć się lgnącej do niej
nudy. Czytała książkę, przeglądała zdjęcia, obserwowała jak szary tłum
przemierza ulice Nowego Jorku. Bała się wyjść sama na spotkanie z tak potężną
metropolią. Przytłaczał ją zgiełk, hałas i nawał ludzi. Wiedziała jakby się to
skończyło.
Czekała uparcie, wędrując z fotelu
na łóżko, z łóżka na parapet, z parapetu na ziemię, z ziemi ponownie na łóżko. To
miał być tylko krótki wywiad, który ciągnął się już prawie połowę wieczoru. Ze
wszystkich sił starała się odrzucić od siebie rozczarowanie i smutek. Przecież tego
wymagała jego praca. Nie mogła czuć się przez to odrzucona, a mimo to taka myśl
kołatała jej w podświadomości.
Wreszcie nieświadomie zasnęła,
kładąc głowę na materiale poduszki. Jasne włosy rozlały się po pościeli, a
zgięte ciało dalekie było od poczucia komfortu. Malinowe usta wdychały
powietrze, w którym brak było jego obecności, mimo że dołożyła wszelkich
starań, by zmniejszyć przestrzeń między nimi.
Wrócił dopiero około godziny
dwudziestej drugiej. Otworzywszy cicho drzwi zastał jej ciało kurczące się pod
dotykiem zimna. Miał wyrzuty sumienia, że ich plany zostały pokrzyżowane,
jednak uważał to za coś normalnego. Cały czas takie rzeczy miały miejsce. Zapominał
jednak, że to nie jest jej świat.
Zapominał, że ona jest tutaj dla niego.
Opuszką palca przejechał po bladym
policzku, odgarniając zabłąkany kosmyk włosów i narzuciwszy na jej ramiona koc,
wyszedł z pomieszczenia.
*
Zapach świeżo mielonej kawy roznosił się po
małej kawiarence. Promienie południowego słońca osiadały na ich wyciągniętych
dłoniach, przyjemnie ogrzewając spragnioną ciepła skórę. Stojące przed nimi
filiżanki były do połowy wypełnione letnim już cappuccino, jednak nie zwracali
na to uwagi, w pełni pochłonięci rozmową.
- Jak egzaminy? – zapytał wreszcie,
upijając łyk napoju. Westchnęła głęboko w odpowiedzi.
- Nie mów mi nawet. Są za miesiąc, a ja już
po nocach nie mogę spać. Nie powinno być aż tak źle, ale zawsze jakieś ryzyko
jest – bąknęła.
- Rozniósłbym je, gdybym to ja je pisał.
- Zayn… - spojrzała na niego zmrużonymi
oczami. – Rzuciłeś szkołę prawie cztery lata temu. Czego ty oczekujesz?
Widział na jej twarzy niepewność i
zdenerwowanie. Nawet najgłupszymi docinkami nie potrafiła tego zamaskować. Znał
ją za dobrze, żeby coś takiego pominąć i dobrze pamiętał ich wspólne wieczory
nad książkami, kiedy to jej reakcja była identyczna. Niektóre rzeczy się jednak
nie zmieniają.
- Hej – złapał ją za rękę. – Przecież sobie
poradzisz. Zakuwałaś tyle czasu, więc nie opowiadaj mi, że nic nie umiesz –
zaśmiał się. Spoglądał na nią jeszcze przez chwilę, a ona z każdym ułamkiem
sekundy czuła się pewniej. Spokój wpełzł pod jej skórę, pod postacią jego słów.
I w ten dziwny i niezrozumiały dla siebie sposób ponownie sprawił, że spokojnie
odetchnęła.
- O mój boże! Zayn! – pisnął ktoś za oknem
kawiarni. Odwróciwszy się dostrzegli nastoletnią dziewczynę w towarzystwie
dwóch koleżanek. Z niedowierzaniem wpatrywały się w siedzącego przy stoliku
chłopaka, a ich oczy prawie wypadały z orbit.
Nabrał głośno powietrze w płuca.
- Wyjdź do nich, a ja zapłacę –
poinformowała, kiwając w stronę wyjścia.
Ten pomysł nie należał jednak do
najlepszych. Odwróciwszy się od kasy, dziewczyna zobaczyła już grupkę fanów
otaczających jej przyjaciela. Jego ciemna czupryna migała jej czasami między
lasem dłoni, jednak nie potrafiła jej jasno zlokalizować. Przycupnęła więc na
jednym z ustawionych na zewnątrz krzesełek, czekając aż grupa się rozejdzie. Po
upływie kilkudziesięciu minut, tłum nadal rósł, a Ally miała wrażenie, że już dawno
wciągnął gdzieś Zayna.
Spojrzała z rezygnacją na tę sytuację i
poprawiwszy pasek torebki na ramieniu, ruszyła w stronę hotelu. Nie mogła
zobaczyć ukradkowego spojrzenia chłopaka, który chciał krzyknąć, aby poczekała.
Nawet tego nie udało mu się zrobić.
Żal palił każdą komórkę ciała, a słone łzy
zdążyły już rzewnie spłynąć po porcelanowych policzkach. Z desperacją wrzucała
ubrania do walizki, czując jak z każdym zapakowanym odzieniem oddala się od
niego. Ale czy przez ten cały czas chociaż przez chwilę była blisko niego? To już
przecież nie było to samo. Nie było chłopaka, który wysłuchałby wszystkiego.
Nie było tej osoby, która tuliłaby ją podczas bezsennych nocy. To nie był ten
sam człowiek, który wyjeżdżał tutaj po raz pierwszy kilka lat temu. A mówił
przecież, że jej potrzebuje.
Był dla wszystkich. Dla niej zaczynało go brakować.
- Co ty robisz? – zapytał, stając
niespodziewanie w drzwiach. Otarła wierzchem dłoni powieki, po czym zapięła
walizkę.
- Wyjeżdżam.
- Nie. Ally, nie możesz – wybełkotał,
zaciskając wargi.
- Mówiłam ci przecież, że mam zaraz
egzaminy. Nie mogę już dłużej zostać. Czas mnie nagli.
Wiedział, że kłamie. Użyła byle jakiej
wymówki, by tylko wyrwać się z tego świata, do którego nie pasowała. I zdawał
sobie również sprawę, że poległ na całej linii. Nie sprawił, że mogłaby czuć
się tu lepiej. Nie było go przy niej. Zawsze było coś innego. Ale przecież to jego Ally, która nigdy nie gniewa się
długo. Na niego nawet, nigdy.
- Ale lot…
- Sprawdziłam – przerwała mu. – Za dwie
godziny. – Wysunęła rączkę walizki i zgarnąwszy leżący na łóżku sweter, wyszła
z pokoju. Szedł za nią krok w krok, jednak kiedy przyszło mu nacisnąć przycisk windy, nie zrobił tego. Nie odezwali się
ani słowem. Milczenie przytłaczało ich z każdą chwilą. Niewypowiedziane słowa
wisiałby w powietrzu.
Nie chciał żeby wyjeżdżała. Nie mogła go
zostawić w tym pustym mieście, kiedy sam nie wiedział gdzie tak naprawdę zmierza.
Ludzie byli obcy. Występy monotonne. Brakowało mu czegoś. Jego płomyk energii
gasł. Ona była powietrzem podtrzymującym go. Teraz miało go braknąć.
W głównym lobby zdążył ją złapać za rękę.
Odwróciła się po chwili, spoglądając na niego dużymi oczami pełnymi żalu.
Nienawidził, gdy się tak czuła.
- Wiesz, że nie musisz jechać – szepnął niemal
rozpaczliwie. Wyciągnęła dłoń, dotykając pokrytego zarostem policzka, po czym
pokiwała lekko głową.
Zniknęła we wnętrzu czekającej przed
hotelem taksówki, zabierając ze sobą całe powietrze, którym oddychał. Znów
zaczęły się samotne noce i ziejące chłodem dni. Wielka pustka rozlała się po
jego wnętrzu, a włókna ciała rozpaczliwie chciały aby Ona wróciła.
And maybe it was peace at last.
Who knows?
a/n: Dzień dobry! Prawdopodobnie zagapiłam się z dodaniem rozdziału. Prawdopodobnie mam pomysł na kolejną krótką historię. Prawdopodobnie padnę bardzo szybko, jeśli ta jesień się nie skończy. Prawdopodobnie szlag mnie trafi z maturą. Prawdopodobnie powinnam wziąć do ręki vademecum, zamiast czytać kolejną książkę. I prawdopodobnie znowu włączyła mi się zakładka "święta", co jest równoznaczne ze świątecznymi płytami i filmami. To była taka delikatna dygresja skierowana do samej siebie, bo prawdopodobieństwo na mnie czeka. Weekendowe party! Was zostawiam z rozdziałem i dawajcie znać, co myślicie. Ściskam i miłego popołudnia/wieczoru (kij wie jak to nazwać, bo już za oknem szaro). Do napisania!
@hemminzg

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz