sobota, 7 listopada 2015

• 5. For you I have so many words but I forget where we were.

*
Zasłonięte grubą firanką okno wpuszczało do pomieszczenia chłodne, nocne powietrze. Dwie lampki ustawione na etażerkach okryte były żółtym abażurem i rozświetlał ciemność ukrytą w czterech ścianach. Zasłane łóżko kusiło stosem ubranych poduszek i śnieżnobiałą pościelę, a dookoła roznosiła się delikatna woń jaśminu wymieszana z resztkami damskich perfum.

Ally wciągnęła na chude nogi krótkie spodenki, które miały służyć jej jako piżama, po czym podeszła do umywalki, by nałożyć na szczoteczkę odrobinę pasty. Jasne włosy związane były w ciasnego koka, jednak nieliczne kosmyki zdołały uwolnić się od gumki i teraz swobodne okalały zmęczoną twarz.

Tuż po tym, jak szczoteczka wylądowała w jej buzi, rozległo się spokojne pukanie do drzwi, a zaraz po tym w pokoju znalazł się ubrany w dresy Zayn. Nie przypominał już tego eleganckiego chłopaka sprzed dwóch godzin ubranego w idealnie skrojony garnitur, z ustawionymi do góry włosami. Teraz wyglądał normalnie. Jego rysy twarzy złagodniały, a sylwetka rozluźniła się, z przyjemnością mając kontakt ze zwyczajnym podkoszulkiem. Wydawał się być radośniejszy. I zdecydowanie bardziej przypominał tego jej Zayna, który nie był wystawiony na pożarcie mediom oraz wielkim szychom.

- Jutro powinno być już spokojniej. Możemy iść na spacer, albo pozwiedzać miasto – poinformował zadowolony. Skinęła tylko głową, wypluwając pianę.

- Zmęczona jesteś, co? – Bardziej stwierdził, niż zapytał, gdy biodrem oparła się o futrynę drzwi, wycierając dłonie do ręcznika. Rzeczywiście jej powieki wydawały się być sine, a policzki lekko zapadnięte.

- To przez strefy czasowe. I to wyjście też zrobiło swoje – odparła. – Ale jutro mi to wynagrodzisz, nie myśl, że się wywiniesz.

Prychnął pod nosem w odpowiedzi.

- Rany, już myślałem, że stamtąd nie wyjdziemy.

- Cierp ciało jak żeś chciało. – Odwróciła się, by ponownie wejść do łazienki. Rozpuściła włosy, palcami przeczesując pojedyncze kosmyki, by w jakikolwiek sposób doprowadzić je do względnie normalnego stanu.

- Nie było aż tak źle – stwierdził zaraz, rzucając się na jej łóżko. Zaplótł dłonie pod głowę i przechyliwszy głowę w bok, obserwował poczynania niebieskookiej. – A tobie jak się podobało?

Wzruszyła ramionami, po czym zgarnęła z wieszaka luźną koszulkę.

- Czy ja wiem… - zawahała się, odwracając się plecami i chwyciwszy między palce poły materiału ściągnęła górną część ubrania. Długie włosy zakołysały na jej nagich plecach, subtelnie łaskocząc delikatną skórę. – Było… normalnie. Ale nie pytaj mnie o to, bo to zdecydowanie nie jest dla mnie – dokończyła, przeciągając przez głowę piżamę.

Uśmiechnął się pod nosem, jednak nie mogła tego zauważyć. Rzeczywiście, ten świat nie był jej. Był spełnieniem jego marzeń i to on miał go w swoim posiadaniu.

Wdrapała się na posłanie, nogi przykrywając puszystą kołdrą. Chłodny materiał otulił jej śnięte ciało, a piżmowy zapach drobinkami osiadł na jej skórze.

- A teraz z łaski swojej pozwól, że to odeśpię.

- Jasne, jasne. Śpiąca Królewna wraca do gry – rzucił, kierując się do drzwi.

- Ani razu z niej nie wypadła – fuknęła, zakładając dłonie na piersi. Wyglądała niemal komicznie; drobna na środku wielkiego łóżka z toną pościeli, podczas gdy na jej twarzy widniała mina obronna, której tylko maltańczyk by pozazdrościł.

- Idź spać.

- Dobranoc – pożegnała się, kładąc głowę na poduszce, by w ułamku sekundy się z niej podnieść i dorzucić jeszcze głośne: " i zgaś światło"
*

Zbiegła po wyłożonych płytkami schodach i w chwilę później znalazła się w przestronnej kuchni wypełnionej po brzegi członkami ekipy zespołu. W powietrzu unosił się zapach świeżego pieczywa i parzonej kawy, przez co jej żołądek postanowił przypomnieć o swoim istnieniu.

- Ally! Gdzieś ty się podziewała tyle czasu? – Damski głos dobiegł do jej uszu, przez co automatycznie odwróciła się w jego stronę.

W jej stronę szła siwa kobieta, której włosy upięte były w dużego koka. Mimo swojego wyglądu miała już prawie sześćdziesiąt lat, jednak energia jaką tryskała była godna pozazdroszczenia przez niejednego nastolatka. Pani Watters była kucharką ekipy, która od samego początku podróżowała z nimi po świecie. Nie przeszkadzał jej wiek, ani też różnica jaką wywoływał między nią, a większą częścią składu. Robiła swoje, czerpiąc z tego niesamowitą radość. Traktowała zespół jak własne wnuki, przyrządzając najlepsze omlety na słodko na całym świecie.

Charlotte miała długie włosy, które zazwyczaj pozostawały upięte. Jej oczy mieniły się karmelowym brązem, racząc niemal wszystkich ciepłym spojrzeniem. Tylko zmarszczki na czole i żylaste dłonie mogły zdradzać, że kobieta ta jest starszą osobą.

Od pierwszej chwili szczególnie polubiła Alleę, troszcząc się o nią szczególnie. Często w trakcie prób, rozmawiały na tyłach areny zajadając przygotowane przez panią Watters desery, dzieląc się własnymi przemyśleniami. Dziewczyna nie odczuwała różnicy wieku. Przez tyle lat brązowooka najzwyczajniej nie dała jej możliwości, by ją poczuć.

- Pewnie cię trzymał w pokoju – zażartowała kobieta, ściskając młode ciałko.

- A nawet nie – odparła ze śmiechem. – Nie było jakoś czasu, żeby tutaj przyjechać.

- Ja mu zaraz dam, że nie było czasu. Na jego miejscu zaraz bym cię do walizki zapakowała!

- Nie chciał mnie tu. – Cmoknęła aktorsko, w efekcie czego Charlotte poklepała ją groźnie po ręce.

- Idź lepiej jedz, bo zaraz znikniesz, a nie mów mi tutaj takich rzeczy – zaśmiała się siwowłosa, kręcąc z pobłażaniem głową. – Później będziemy rozmawiać, bo pewnie dużo się podziało przez ten czas.

- Ten skurczybyk mi nawet nie powiedział, że przyjeżdżasz – rzuciła na odchodne z oburzeniem, czemu towarzyszył ostentacyjny wyrzut dłoni w powietrze.

Ally zasiadała do stołu w wesołym humorze, ponownie zadając sobie pytanie, jakim cudem jedna kobieta potrafi krótką wymianą zdań do takiego stopnia poprawić humor.

- Uszanowanko, All. Gdzie masz Zayna – rzucił na powitanie Harry, przeżuwając swoją bułkę.

Niebieskooka wzruszyła jedynie ramionami, wściubiając widelec w pachnącą jajecznicę.

- Pewnie śpi – odparła. Nie musiała jednak czekać długo, by w pomieszczeniu zjawił się zaspany brunet, z mozołem przecierający oczy. Opadł ciężko na krzesło, kładąc twarz na stole.

- Śpiąca księżniczka raczyła się obudzić – rzucił Liam. W odpowiedzi Zayn uniósł głowę i burknął coś o tym, że to nie jego działka, co z kolei nie mogło obejść się bez echa jeżeli chodzi o Ally. Gryząc kromkę chleba, zmarszczyła nos, przedrzeźniając chłopaka.

Nastroje przy stoliku dopisywały i prawdopodobnie utrzymywałyby się jeszcze dłużej, gdyby nie wiadomość, która dotarła wraz z wysoką kobietą w okularach.

- Smacznego życzę. Dzisiejsze plany uległy zmianie popołudniu macie wywiad.

- Przecież miał być dzień wolny – zaprotestował Niall, jednak na niewiele się to zdało.

- Stacja chciała to przyspieszyć, bo w innym terminie nie mieli do dyspozycji składu – wyjaśniła kobieta, a po chwili już jej nie było.

Ally spuściła wzrok na swoje śniadanie, czując ukłucie zawodu między żebrami. Znowu coś im wypadło. Z każdym dniem zaczynała wierzyć w to, że najzwyczajniej nie jest im dane spędzić ze sobą więcej czasu, tak jak robili to kiedyś. Brakowało jej tego.

- Lipa, chłopaki. Pora się zbierać – odezwał się Lou, wstając od stołu. Gąbczasta jajecznica z mozołem przeszła przez jej gardło, sprawiając wrażenie połykanej smoły. Została sama, nadal grzebiąc w posiłku, a ponieważ nie miało to większego sensu, odsunęła od siebie talerz. Apetyt ulotnił się wraz z poczuciem ekscytacji.

Nawet się nie odezwał. Nie wytłumaczył. Nie przeprosił. Szurając odsunął krzesło i wyszedł nie zważając na nikogo, ani też na nic.

Cały dzień spędziła w swoim hotelowym pokoju, usiłując w jakikolwiek sposób pozbyć się lgnącej do niej nudy. Czytała książkę, przeglądała zdjęcia, obserwowała jak szary tłum przemierza ulice Nowego Jorku. Bała się wyjść sama na spotkanie z tak potężną metropolią. Przytłaczał ją zgiełk, hałas i nawał ludzi. Wiedziała jakby się to skończyło.

Czekała uparcie, wędrując z fotelu na łóżko, z łóżka na parapet, z parapetu na ziemię, z ziemi ponownie na łóżko. To miał być tylko krótki wywiad, który ciągnął się już prawie połowę wieczoru. Ze wszystkich sił starała się odrzucić od siebie rozczarowanie i smutek. Przecież tego wymagała jego praca. Nie mogła czuć się przez to odrzucona, a mimo to taka myśl kołatała jej w podświadomości.

Wreszcie nieświadomie zasnęła, kładąc głowę na materiale poduszki. Jasne włosy rozlały się po pościeli, a zgięte ciało dalekie było od poczucia komfortu. Malinowe usta wdychały powietrze, w którym brak było jego obecności, mimo że dołożyła wszelkich starań, by zmniejszyć przestrzeń między nimi.

Wrócił dopiero około godziny dwudziestej drugiej. Otworzywszy cicho drzwi zastał jej ciało kurczące się pod dotykiem zimna. Miał wyrzuty sumienia, że ich plany zostały pokrzyżowane, jednak uważał to za coś normalnego. Cały czas takie rzeczy miały miejsce. Zapominał jednak, że to nie jest jej świat. Zapominał, że ona jest tutaj dla niego.

Opuszką palca przejechał po bladym policzku, odgarniając zabłąkany kosmyk włosów i narzuciwszy na jej ramiona koc, wyszedł z pomieszczenia.
*

Zapach świeżo mielonej kawy roznosił się po małej kawiarence. Promienie południowego słońca osiadały na ich wyciągniętych dłoniach, przyjemnie ogrzewając spragnioną ciepła skórę. Stojące przed nimi filiżanki były do połowy wypełnione letnim już cappuccino, jednak nie zwracali na to uwagi, w pełni pochłonięci rozmową.

- Jak egzaminy? – zapytał wreszcie, upijając łyk napoju. Westchnęła głęboko w odpowiedzi.

- Nie mów mi nawet. Są za miesiąc, a ja już po nocach nie mogę spać. Nie powinno być aż tak źle, ale zawsze jakieś ryzyko jest – bąknęła.

- Rozniósłbym je, gdybym to ja je pisał.

- Zayn… - spojrzała na niego zmrużonymi oczami. – Rzuciłeś szkołę prawie cztery lata temu. Czego ty oczekujesz?

Widział na jej twarzy niepewność i zdenerwowanie. Nawet najgłupszymi docinkami nie potrafiła tego zamaskować. Znał ją za dobrze, żeby coś takiego pominąć i dobrze pamiętał ich wspólne wieczory nad książkami, kiedy to jej reakcja była identyczna. Niektóre rzeczy się jednak nie zmieniają.

- Hej – złapał ją za rękę. – Przecież sobie poradzisz. Zakuwałaś tyle czasu, więc nie opowiadaj mi, że nic nie umiesz – zaśmiał się. Spoglądał na nią jeszcze przez chwilę, a ona z każdym ułamkiem sekundy czuła się pewniej. Spokój wpełzł pod jej skórę, pod postacią jego słów. I w ten dziwny i niezrozumiały dla siebie sposób ponownie sprawił, że spokojnie odetchnęła.

- O mój boże! Zayn! – pisnął ktoś za oknem kawiarni. Odwróciwszy się dostrzegli nastoletnią dziewczynę w towarzystwie dwóch koleżanek. Z niedowierzaniem wpatrywały się w siedzącego przy stoliku chłopaka, a ich oczy prawie wypadały z orbit.

Nabrał głośno powietrze w płuca.

- Wyjdź do nich, a ja zapłacę – poinformowała, kiwając w stronę wyjścia.

Ten pomysł nie należał jednak do najlepszych. Odwróciwszy się od kasy, dziewczyna zobaczyła już grupkę fanów otaczających jej przyjaciela. Jego ciemna czupryna migała jej czasami między lasem dłoni, jednak nie potrafiła jej jasno zlokalizować. Przycupnęła więc na jednym z ustawionych na zewnątrz krzesełek, czekając aż grupa się rozejdzie. Po upływie kilkudziesięciu minut, tłum nadal rósł, a Ally miała wrażenie, że już dawno wciągnął gdzieś Zayna.

Spojrzała z rezygnacją na tę sytuację i poprawiwszy pasek torebki na ramieniu, ruszyła w stronę hotelu. Nie mogła zobaczyć ukradkowego spojrzenia chłopaka, który chciał krzyknąć, aby poczekała. Nawet tego nie udało mu się zrobić.

Żal palił każdą komórkę ciała, a słone łzy zdążyły już rzewnie spłynąć po porcelanowych policzkach. Z desperacją wrzucała ubrania do walizki, czując jak z każdym zapakowanym odzieniem oddala się od niego. Ale czy przez ten cały czas chociaż przez chwilę była blisko niego? To już przecież nie było to samo. Nie było chłopaka, który wysłuchałby wszystkiego. Nie było tej osoby, która tuliłaby ją podczas bezsennych nocy. To nie był ten sam człowiek, który wyjeżdżał tutaj po raz pierwszy kilka lat temu. A mówił przecież, że jej potrzebuje.

Był dla wszystkich. Dla niej zaczynało go brakować.

- Co ty robisz? – zapytał, stając niespodziewanie w drzwiach. Otarła wierzchem dłoni powieki, po czym zapięła walizkę.

- Wyjeżdżam.

- Nie. Ally, nie możesz – wybełkotał, zaciskając wargi.

- Mówiłam ci przecież, że mam zaraz egzaminy. Nie mogę już dłużej zostać. Czas mnie nagli.

Wiedział, że kłamie. Użyła byle jakiej wymówki, by tylko wyrwać się z tego świata, do którego nie pasowała. I zdawał sobie również sprawę, że poległ na całej linii. Nie sprawił, że mogłaby czuć się tu lepiej. Nie było go przy niej. Zawsze było coś innego. Ale przecież to jego Ally, która nigdy nie gniewa się długo. Na niego nawet, nigdy.

- Ale lot…

- Sprawdziłam – przerwała mu. – Za dwie godziny. – Wysunęła rączkę walizki i zgarnąwszy leżący na łóżku sweter, wyszła z pokoju. Szedł za nią krok w krok, jednak kiedy przyszło mu nacisnąć przycisk windy, nie zrobił tego. Nie odezwali się ani słowem. Milczenie przytłaczało ich z każdą chwilą. Niewypowiedziane słowa wisiałby w powietrzu.

Nie chciał żeby wyjeżdżała. Nie mogła go zostawić w tym pustym mieście, kiedy sam nie wiedział gdzie tak naprawdę zmierza. Ludzie byli obcy. Występy monotonne. Brakowało mu czegoś. Jego płomyk energii gasł. Ona była powietrzem podtrzymującym go. Teraz miało go braknąć.

W głównym lobby zdążył ją złapać za rękę. Odwróciła się po chwili, spoglądając na niego dużymi oczami pełnymi żalu. Nienawidził, gdy się tak czuła.

- Wiesz, że nie musisz jechać – szepnął niemal rozpaczliwie. Wyciągnęła dłoń, dotykając pokrytego zarostem policzka, po czym pokiwała lekko głową.

Zniknęła we wnętrzu czekającej przed hotelem taksówki, zabierając ze sobą całe powietrze, którym oddychał. Znów zaczęły się samotne noce i ziejące chłodem dni. Wielka pustka rozlała się po jego wnętrzu, a włókna ciała rozpaczliwie chciały aby Ona wróciła.


And maybe it was peace at last. Who knows?



a/n: Dzień dobry!  Prawdopodobnie zagapiłam się z dodaniem rozdziału. Prawdopodobnie mam pomysł na kolejną krótką historię. Prawdopodobnie padnę bardzo szybko, jeśli ta jesień się nie skończy. Prawdopodobnie szlag mnie trafi z maturą. Prawdopodobnie powinnam wziąć do ręki vademecum, zamiast czytać kolejną książkę. I prawdopodobnie znowu włączyła mi się zakładka "święta", co jest równoznaczne ze świątecznymi płytami i filmami. To była taka delikatna dygresja skierowana do samej siebie, bo prawdopodobieństwo na mnie czeka. Weekendowe party! Was zostawiam z rozdziałem i dawajcie znać, co myślicie. Ściskam i miłego popołudnia/wieczoru (kij wie jak to nazwać, bo już za oknem szaro). Do napisania!

@hemminzg


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz