*
Mleczna
poświata księżyca sączyła się przez szpary między roletami, swoim blaskiem zalewając większą część pokoju na
poddaszu. Nocne światło osiadło na zapełnionym notesami biurku oraz zarzuconym
ubraniami fotelu, by ostatecznie zatrzymać się na zaścielonym łóżku i
rozświetlić pogrążoną we śnie twarz dziewczyny. Sen spowił najdalsze zakamarki
jej umysł, kołysząc ciało w swoich ramionach i cicho wyśpiewując kojącą
kołysankę wraz z iskrzącymi się na niebie gwiazdami i szeptem ciszy. Jasne kosmyki
włosów wylegiwały się na owleczonej kwiecistą poszwą poduszce, której jaśminowy
zapach unosił się w cząsteczkach powietrza. Skóra, choć chłodna, wtulała się w
ciepłą kołdrę, zagrabiając wszelkie pyłki bezpieczeństwa tylko dla siebie.
Ally spała tej nocy niczym suseł, po
raz pierwszy odkąd On wyjechał. Pierwszy tydzień po tym jak opuścił Anglię
wiązał się z ciągłymi rozmowami przez telefon. Nie mogła zmrużyć oka, cały czas
usiłując pogodzić się z tą pustką, która wgryzła się w miejsce po Nim. Kolejne kilka
dni opierały się na szukaniu go w połach pościeli i między jabłoniami rosnącymi
w sadzie, aż wreszcie nadszedł ten upragniony czas spokoju, kiedy w pełni
świadoma jego nieobecności wychodziła z domu i nie rozglądała się dookoła, czy
przez przypadek na nią nie czeka. Wszystko wróciło do normalności. Do tej
toczącej się codzienności, pozbawionej jednego promyka światła. Zostały jednie
liczne smsy i zniekształcone przez słuchawkę telefonu rozmowy.
Cichy pomruk wydostał się z
zaciśniętego gardła, kiedy ukryty pod poduszką telefon wydał z siebie wyjątkowo
drażniący – pewnie dlatego, że w środku nocy- sygnał wiadomości. Dziewczyna
zacisnęła mocniej powieki, obracając się na drugi bok. Nie była świadoma co
dzieje się dookoła. Może to tylko się jej wydawało? A nawet jeśli wiadomość
rzeczywiście przyszła, co z tego? Czy cokolwiek lub ktokolwiek miał prawo
budzić ją w samym środku ciemnej nocy?
Jednak ani przyciśnięta do uszu
poduszka, ani coraz głośniejsze warknięcia, ani nawet zmarszczone czoło nie
pomogło, gdyż sygnał powtórzył się parokrotnie. Zasnutymi snem oczami spojrzała
na oślepiający wyświetlacz. Jej oczom ukazało się kilka wiadomości od Zayna, co
prawdę powiedziawszy, w żadnym stopniu jej nie zdziwiło.
Od: Zayn 2.28AM
COŚ
ZNALAZŁEM…
Od: Zayn 2.28AM
I TO NIE JEST MÓJ T-SHIRT. TO ZDECYDOWANIE NIE JEST MÓJ
T-SHIRT.
Od: Zayn 2.29AM
TO JEST STANIK! O MÓJ BOŻE! I ON JEST OGROMNY!
Od: Zayn 2.29AM
ALE JA NIC NIE PAMIĘTAM. OGROMNY STANIK JEST W MOIM
PLECAKU, A JA NIC NIE PAMIĘTAM. O CO CHODZI?
Uniosła brwi ku górze, kiedy treść
smsa wydawała się jej niezrozumiała. Po kilkukrotnym przeczytaniu zaśmiała się,
zakrywając usta dłonią, by nie obudzić reszty domowników. Nie musiała zadawać
jakichkolwiek pytań. Nie potrzebowała wiadomości od kogokolwiek, gdyż dobrze
wiedziała jaka sytuacja miała miejsce. Jednak kolejna pozycja w skrzynce
odbiorczej położyła ją na łopatki. I tym razem nie pomogły palce zduszające
gromki śmiech, ani też materiał pościeli. Jej radosny głos rozniósł się po
całym domu, odbijając się echem od pustych ścian. Nie była świadoma, że po jej
policzku potoczyło się kilka szczęśliwych łez, gdyż była zaabsorbowana treścią
wiadomości.
Od: Zayn 2.31AM
Ooo. Harry mówi, że to jednak pokrowiec na śpiwór. Mój błąd. Przepraszam.
Od: Zayn 2.31AM
Ooo. Harry mówi, że to jednak pokrowiec na śpiwór. Mój błąd. Przepraszam.
Gdy
już była w stanie normalnie funkcjonować wystukała na klawiaturze parę słów,
jednak po chwili je skasowała. Pokręciła głową, zastanawiając się nad istotą
humoru tej sytuacji, parskając przy tym pod nosem. Ostatecznie ponownie wpisała
w puste okienko wcześniej usunięte wyrazy i kliknęła wyślij.
Do: Zayn 2.32
Idź
do domu, Zayn. Jesteś pijany.
~*~
Rytmiczny stukot butów o chodnik
roznosił się echem pośród ustalonych w rzędzie ceglanych ścian jednej z
londyńskich uliczek. Delikatny podmuch wiatru poruszał materiałem siatek,
powodując ich cichutki szelest. Dwa cienie przemierzały kolejne przecznice;
jeden szczupły i średniego wzrostu, drugi natomiast odrobinę szerszy w talii,
praktycznie równy swojemu towarzyszowi.
Allea zaciskała mocno dłonie na
wypełnionych po brzegi torbach, pomagając tym samym pani Watters w dostarczeniu
zakupów do celu. Kobieta bowiem postanowiła
ugotować dania spoza zaplanowanego wcześniej menu, jak stwierdziła, w
przypływie weny kucharskiej, a że pomysł ten był bardzo spontaniczny, w kuchni
brakowało składników. Ally zaraz zaoferowała swoją pomoc, jako że czekając na
Zayna nie miała zbyt wielu zajęć do wyboru. Poza tym bardzo stęskniła się za
Charlotte, dlatego postanowiła wykorzystać każdą chwilę na rozmowę ze
staruszką.
Droga mijała im bardzo sprawnie,
ponieważ kucharka zadawała pytania, na których odpowiedź trzeba było poświęcić
trochę więcej czasu. Dla blondynki był to również dobry pretekst, by zatrzymać
swoje biegające myśli oraz nie martwić się tym, że jej przyjaciel w dalszym
ciągu ma bardzo dużo pracy i nawet na jej krótki przyjazd nie wygospodaruje trochę
wolnego czasu.
- Papiery mam przygotowane.
Pozostało mi tylko ich złożenie. Później jeszcze kwestia przeprowadzki i prawdę
powiedziawszy, tego chyba najbardziej się boję, ale mam nadzieję, że jakoś to
poleci. Rany, jestem niesamowicie zadowolona, a zarazem umieram ze strachu.
Jest to możliwe? – zapytała, spoglądając na kobietę i uchylając jej tylne drzwi
prowadzące do budynku.
- Oczywiście, że tak. Nowe rzeczy
dają nam nadzieję na coś lepszego, ale są dla nas nieznane, więc budzą lęk. To
ludzkie – zaśmiała się, a jej piwne oczy zamigotały nostalgią. Spojrzała na
uśmiechającą się niebieskooką, która z radością opowiadała dalej. Skończyła
wraz z odstawieniem na blat zakupów i to właśnie był moment, kiedy Charlotte
pozwoliła sobie na chwilę powrotu do przeszłości.
- Przypominasz mi moją wnuczkę.
Tatia zachowywała się bardzo podobnie – stwierdziła, opierając się o blat stołu
i obserwując jak dziewczyna rozpakowuje ogromne torby. Kątek oka panna Bray
widziała jak rysy twarz kobiety jeszcze bardziej łagodnieją, jakby jej duch
odlatywał gdzieś daleko, w miejsce bardzo zapomniane. Nic jednak tak bardzo jej
nie zdziwiło jak wzrok pani Watters, który w ułamku sekundy stał się bardzo
smutny, z niewielkimi iskierkami radości i ciepła.
- Na studia szła w podskokach. Było
to dla niej spełnienie marzeń. Odkąd była malutką dziewczynką, chciała iść na
medycynę. Biegała po domu w białej koszuli mojego męża, z zabawkowym
stetoskopem i małą łyżką jako termometr. Jako leki podawała kieliszki wody i
Skitlessy, a wszystkie książki jakie były w mieszkaniu zapisywała wskazówkami
co do leczenia czy też receptami. Zawsze szła pod prąd i chociaż jej było
ciężko, nie poddawała się – zamyśliła się przez chwilę, by zaraz powrócić do
opowiadania. – Wszędzie było jej pełno. Dosłownie! Dzieliła się ze mną
wszystkim, a żeby lepiej nam się rozmawiało, robiła herbatę i wrzucała do niej
zasuszone maliny, które trzymałam nad chlebakiem.
Ally słuchała bardzo uważnie, co jakiś czas
spoglądając na pogrążoną w zadumie siwowłosą. Choć nie znała Tatii, wspomnienia
przywołane przez kucharkę budziły ciepło w jej wnętrzu.
- Miałyście bardzo podobne włosy. Tylko ona
swoje obcięła do praktycznie do brody, za co dziadek chciał ją udusić, bo tak
bardzo się mu podobała w długich warkoczach. I oczy. Jej też były tak duże jak
twoje. Tylko kolor się nie zgadza. Tatia miała oczy ciemne, nawet bardzo.
Niekiedy patrząc w nie, nie mogłam dostrzec swojego odbicia.
- I jak się jej teraz powodzi? Jak sobie
radzi na medycynie? Musi pani za nią bardzo tęsknić, pewnie mieszka daleko –
zapytała All, wkładając do lodówki pomidory. Kobieta przeciągle westchnęła,
zaplatając swoje pomarszczone palce i tylko rubinowy pierścionek zaręczynowy
błysnął na jej palcu.
- Masz rację. Tatia jest daleko. Nawet
bardzo. Co do medycyny, wiesz, kochana, tak jakby zawiodła ją. Niezależnie jak
wielkie nadzieje by w niej pokładała. – W odpowiedzi dziewczyna zmarszczyła
brwi.
- Zrezygnowała?
- Umarła.
W pomieszczeniu zapadła cisza, a niebieskie
tęczówki pokryły się warstwą niedowierzania, cicho prosząc, by uszy się
pomyliły. Charlotte zamrugała kilkakrotnie, przełykając wielką gulę i ze słabym
uśmiechem kontynuowała, chociaż już w tej części opowieści jej głos łamał się
co kilka słów.
- Dopadł ją rak. Zawsze chciała go zwalczać
u innych ludzi, podczas gdy to on wyeliminował nią samą. W przeciągu sześciu
miesięcy, straciłam ją. Był to okres kiedy to wszystko do mnie nie docierało,
kiedy próbowałam się oswoić z tą myślą. Ona wtedy najzwyczajniej umierała, nie
czekając na nic – tutaj głos ostatecznie się załamał, a z gardła popłynął
tłumiony szloch. Ręce dziewczyny zadrżały, szybko oplatając długą szyję.
- Tak bardzo mi ją przypominasz. Niemal na
każdym kroku.
Ally nawet nie zwróciła uwagi, kiedy do
pomieszczenia wszedł Zayn, który w milczeniu stał z boku, nie wiedząc dokładnie
o co chodziło w zaistniałej sytuacji. Zacisnął mocniej usta, gdy starsza
kobieta pociągnęła głośno nosem, opuszkami palców strzepując rzewne łzy ze
swoich polików. Przywołała na twarz swój radosny uśmiech, a spomiędzy jej ust
wypłynęło długie westchnienie.
- Wiesz co? Zrobię ci naleśniki. Tak, to
bardzo dobry pomysł. I to jeszcze z bananami! Tak, tak właśnie zrobię –
zakomunikowała, machając dłonią, tym samym przeganiając łzy. Ze wszystkich sił
usiłowała wziąć się w garść i zatuszować wrażenie, jakoby była wątłą, starszą
babcią. Obejrzała się jeszcze przez plecy, ocierając nos i zaraz zniknęła na
zapleczu, skąd słychać było przesuwanie szafek, prawdopodobnie w celu
znalezienia składników.
- All? – zapytał niepewnie Zayn, podchodząc
do osłupiałej dziewczyny. Wyczuł dreszcz przebiegający po jej ciele, przez co
szybko potarł jej ramiona. – Chodź na chwilę, dobrze?
- Ja nie chciałam – wymamrotała.
Wiedział. I doskonale zdawał sobie
sprawę jak bardzo będzie to wydarzenie przeżywać. Dlatego też chciał odciągnąć
ją jak najdalej. Mimo szoku i otępienia, w jej głowie natomiast pojawiła się
jedna, bardzo pokrzepiając myśl. Skoro ona sama tak bardzo przypomina Tatię, to
może jednak dobrze się złożyło, że przebywa tak blisko pani Watters. W ten
sposób część jej zmarłej wnuczki byłaby obok niej, tylko w innym wcieleniu.
The minute you’re gone I feel so
alone.
~*~
Ogromne drzwi otworzyły się z
przeraźliwym skrzypnięciem, umożliwiając Ally zlustrowanie przestronnego pomieszczenia,
kryjącego się za ustępującą płachtą. Wszędzie ustawione były stojaki oraz
statywy. Kąty hali wyścielone były białym materiałem, spływającym dodatkowo na
ziemię. Wąż kabli wił się od, wydawać by się mogło, centrum zarządzania, jakim
była wysepka stolików i komputerów, ulokowana na samym środku wielkiej
przestrzeni. Bez trudu wyłapywało się pociąganie spustu migawki oraz
charakterystyczny klik. Wzrok natomiast raziły silne reflektory, a także
błyskające się flesze.
W całym tym rozgardiaszu krzątała
się spora grupa ludzi. Jak nie fotografów, to stylistów, a jak nie stylistów to
ludzi nadzorujących całe to przedsięwzięcie, jakim była większa sesja zdjęciowa
dla czołowego magazynu muzycznego. Blondynka była tam tylko w asyście, co by
nie spędzać kolejnego dnia w czeluściach hotelowego pokoju. Zayn chciał jej
pokazać kolejny fragment jego rzeczywistości, jednak głównym jego zamiarem było
wykorzystanie w pełni wspólnego czasu, który niestety ostatnimi czasy coraz
bardziej się kurczył.
Niestety kiedy tylko Allea znalazła
się w pomieszczeniu, przykuła wzrok chwilowo bezrobotnych stylistek,
zasiadającym w wydzielonej dla nich sekcji. Dziewczyna początkowo zdawała się
nie zauważać świdrującego spojrzenia wysokich i bardzo dobrze wyglądających
dziewczyn, rozglądając się po sali w poszukiwaniu jakiegokolwiek znajomego.
Cały zespół niestety tańczył tak, jak mu zagrał fotograf, wymyślający
różnorakie pozy, miny czy też scenerie. I właśnie wtedy gardzące spojrzenie
zaczęło dotkliwie drapać skórę niebieskookiej, zmuszając ją tym samym do
odwrócenia się w stronę czterech kobiet. Nie było to dobre posunięcie, gdyż
Ally momentalnie spięła barki, czując jak jej znikoma pewność siebie z
trzaskiem rozpryskuje się o podłogę. Aby pozbyć się natarczywego wzroku,
skierowała się w stronę jednej z wolnych ścian, o którą ostatecznie się oparła,
z całej siły zagryzając wargi. W takich momentach żałowała, że nie potrafiła
chociaż raz zdobyć się na odwagę, by odwzajemnić krzywe spojrzenie, czy też
rzucić jakiś zgryźliwy komentarz. To wszystko nie pasowało jednak do jej
natury, pozostawiając ją bez większej ochrony w świecie łakomych hien i
fałszywych osobowości.
Ally nie należała do brzydkich
kobiet, a jej wyczucie stylu stało na nader przyzwoitym poziomie. Stylistki
zatem nie miały podstaw, by traktować ją w taki, a nie inny sposób. Ona jednak
o tym nie wiedziała i ze skrępowaniem oraz nieśmiałością, pociągała za mankiety
swoich rękawów, by w jakikolwiek sposób odwrócić swoją uwagę. Nie zauważyła
nawet kiedy w trakcie zdjęć zrobiono przerwę, a zespół począć rozchodzić się na
chwilową pauzę.
- All? Czy ktoś widział Ally? No
przecież dam sobie rękę uciąć, że jeszcze przed chwilą tu była. – Męski głos
roznosił się po pomieszczeniu, przebijając się przez harmider pracy. – All! No
gdzie ty je…. Ally! Wreszcie – sapną zadowolony, stając na wprost niej. Tym
samym wtargnął na linię ognia między kobietami. I chociaż przysłonił blondynce
widok na stylistki, mogła ona dostrzec kilka ukradkowych spojrzeń, wyrażających
pewnego rodzaju zdziwienie i zażenowanie.
- Coś się stało? – zapytał, spoglądając
w ocean błękitu. Nie odpowiedziała. Wzruszyła jedynie ramionami, przybierając
na twarz jeden z tych kamuflujących uśmiechów. Jednak Zayn szybko zorientował
się o co tak naprawdę chodzi i w momencie, gdy spojrzał za siebie, ujrzał
cztery kobiety z niepocieszonym wyrazem twarzy, które szybko spuszczały wzrok,
aby tylko nie wyszło na jaw z jaką ciekawością przyglądały się stojącej przed
nimi parze.
Nie lubił, kiedy ktoś z góry
traktował Ally. A tym bardziej nie lubił świadomości, że każdy taki występek
bez najmniejszego problemu i z niesamowitą precyzją powala tak potrzebną jej
pewność siebie. Przez to była słaba, a tego za wszelką cenę chciał uniknąć.
Westchnął głęboko, aż jego barki
uniosły się ku górze, po czym spojrzał na nią z czułością wymalowaną w kawowych
tęczówkach.
- Chodź ze mną. – Po tych słowach
chwycił ją za rękę, splatając ich palce, by zaraz przeprowadzić ją przez całą
salę, wzbudzając tym samym jeszcze większą zazdrość wybałuszających oczy
dziewczyn.
It
feels like the world has skipped a heartbeat when you laying here so close to
me.
*
- Będziesz dzisiaj na arenie? –
zapytał chłopak, przeciągając przez głowę koszulkę, co stanowiło ostatni
element jego przygotowań do wyjścia na scenę.
- Raczej nie. Posiedzę tutaj. Mam
dziwne przeczucia i aż mnie z tego głowa rozbolała – zaśmiała się łagodnie,
podchodząc do niego.
- Nie zaczynaj znowu z tymi
przeczuciami, bo zazwyczaj ma to fatalne skutki.
- Przesadzasz. A teraz leć na scenę
– odparła, dłońmi instruując go, by się odwrócił. Szybko potraktowała jego
tyłek siarczystym kopniakiem szczęścia i już po chwili wypchała go za drzwi
garderoby. Odwrócił się jeszcze w jej stronę, kręcąc z pobłażaniem głową, gdyż
na myśl przyszły mu te czasy, kiedy właśnie taka forma życzenia powodzenia była
u nich na początku dziennym.
Półtorej godziny spędziła na
masowaniu skroni, co w jakikolwiek sposób miało pomóc jej w pozbyciu się
natrętnego bólu. Niestety z marnym skutkiem. Kiedy koncert dobiegł końca, Zayn
zastał ją leżącą na kanapie, z dociśniętymi do twarzy dłońmi. Na ten widok
odrzucił na stolik butelkę wody i ostrożnie podnosząc jej ramiona, wsunął się
na miejsce przy oparciu, kładąc jej
głowę na swoich kolanach. Palcami przeczesał jasne kosmyki włosów.
- Jak twoja migrena?
W odpowiedzi jęknęła jedynie
przeciągle, uchylając palce, by przez nie spojrzeć w jego oczy.
- Upierdliwa jak zawsze. Ale jak z
tobą? Lepiej się czujesz? – zapytała, podnosząc się do siadu. Ostatnie dwa dni
były bowiem dla chłopaka specyficznie ciężkie. Znowu wpadł w dziwny rodzaj
apatii, który blokował wszystkie jego czynności. Tylko w jej obecności dziwny
smog melancholii odchodził w niepamięć, a w jego wnętrzu budziło się stare „ja”.
- Tak. W zasadzie nie ma źle –
uśmiechnął się, odgarniając pukiel jej włosów za ucho.
Nagle z czeluści torby zaczęły
dochodzić wibracje, przez co Ally zmuszona była do sięgnięcia po nią. Mozolnie
wyciągnęła rękę, ciągnąć torbę za ucho. Zmarszczyła brwi, gdy tylko na
wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Dana. Mimo dudnienia w głowie, szybko wstała
na równe nogi, odbierając połączenie.
I z każdą kolejną chwilą tępy ból
miażdżący jej czaszkę oddalał się, ustępując miejsca trwodze. Na karku poczuła
gorąc, a przed oczami stanęły jej najgorsze kadry. Pociągnęła nerwowo za włosy,
uważnie słuchając przyjaciela. Nie zwracała teraz uwagi na baczne spojrzenie
Zayna, ani również Harry’ego, który zajęty był szukaniem swojej torby. Liczyły
się tylko wiadomości płynące do niej przez słuchawkę telefonu.
Zagryzając mocno wargi, zakończyła
połączenia i nieobecnym wzrokiem przesunęła po pomieszczeniu w poszukiwaniu
torebki. I chociaż miała ją praktycznie pod nogami, zlokalizowanie jej zajęło
jej trochę czasu.
- Co chciał? – zapytał Zayn,
tuszując jednocześnie swoją niechęć do Daniela.
To nie wyglądało tak, że oboje
skakali sobie do gardeł, czy też wymyślali o sobie niestworzone historie. Tak
naprawdę nawet wzajemnie się nie znali. Spotkali się jedynie parę razy, a
ogólny wgląd na wzajemne postaci dawały opowieści Ally. Tak naprawdę Zayn był
wdzięczny Danowi za opiekę nad nią, kiedy nie było go blisko, a że taka
sytuacja utrzymywała się przez większą część roku, inne tłumaczenia są w tym
wypadku zbędne. Głęboko jednak czuł ukłucie zazdrości i swoisty smutek,
ponieważ to szatyn był teraz bliżej blondynki, niemal na tym samym miejscu, co
brunet jeszcze przed kilkoma laty. I mimo ogólnej świadomości, że przyjaźń z
dzieciństwa jest nie do zastąpienia i dla Allei nie będzie już ważniejszej
osoby jak Zayn, chłopak słyszał szept zagrożenia. Dan natomiast zdawał sobie
sprawę, że chłopak jest kimś więcej dla niebieskookiej. Widział jak się przy
nim zachowuje, w jaki sposób o nim opowiada i jak sama myśl o Maliku wpływa na
jej samopoczucie. Bolał go jednak sposób, w jaki była traktowana. I chociaż
wiedział, że poniekąd Zayn robi to nieświadomie, nie mógł znieść, że to właśnie
on stawia siebie i swoje słabości ponad tym, co czuła Ally. Ostatecznie panowie
wzajemnie się tolerowali, bo wiedzieli, że pod wieloma aspektami są na siebie
skazani.
- Mama Dana jest w szpitalu –
oznajmiła głucho. – Muszę wracać.
Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Niby dlaczego?
- Żartujesz sobie, prawda? Został
sam z rodzeństwem. Ktoś musi odwiedzać Crystal – rzuciła z frustracją, łapiąc za
telefon, by zamówić taksówkę i mimo sprzeciwu Zayna, uszyła w stronę wyjścia.
- All, nie jedź. Wiesz, że Cię potrzebuję.
Podniosła na niego puste spojrzenie
i choć duża jej część czuła się przy nim bezpiecznie, wizja przyjaciela w
potrzebie była asem, niwelującym wszystkie argumenty.
- Przepraszam. Na chwilę obecną on mnie potrzebuje bardziej –
warknęła z frustracją.
Don't leave me, please. It sounds
like it's the anthem to our lifes.
a/n: Doooobry wieczór, Słoneczka! Jak Wam mijają święta? Mam nadzieję, że dużo się uśmiechacie i czujecie przyjemne ciepło. Potrzeba go.
Mój laptop odmówił posłuszeństwa, co wiąże się z utrudnionym dostępem do internetu. Mam nadzieję, że wróci ze wszystkimi plikami, a póki co ratuję się wersjami roboczymi zapisanymi na bloggerze. Jeśli chodzi o Let Me, wszystko zależy od naprawy, a mam nadzieję, że zakończy się sukcesem.
Rozdział prawie nic nie wnoszący, ale są święta, więc troszkę można odpuścić. Na dobrą sprawę jest ostatnim w tym roku, więc przydałoby się zrobić małe podsumowanie. Cóż, nie ukrywam, że jakiś etap w mojej zabawie z piórem zakończył się razem z publikacją epilogu do Silent Prayer. Wyciągnęłam również z szuflady Wake Me Up i Wasz odzew mnie totalnie zaskoczył, co jest dla mnie ogromnym powodem do szczęścia. Narodziło się kilka pomysłów na krótkie historie i mam nadzieję, że nie wezmą w łeb przez tego laptopa. Mimo wszystko, jestem zadowolona.
A na nowy rok życzę Wam dużo szczęścia, bo każdy definiuje je na swój sposób. Sami wiecie co musi się wydarzyć, żebyście czuli się spokojni i spełnieni, więc tego właśnie Wam życzę. Zdrowia, bo jest najważniejsze. I siły każdego dnia. A Tym, co dzielą ze mną maturalną niedolę, wytrwałości i zaparcia w te ostatnie miesiące nauki. Damy radę.
I byle do przodu.
Coś długa ta notatka wyszła, więc wypadałoby ją już kończyć. Chociaż znający życie, po publikacji zdam sobie sprawę, że czegoś nie przekazałam.
Miłego wieczoru oraz radości z ostatnich godzin świętowania. I wybawcie się w Sylwestra!
Do napisania!
x
I.
@hemminzg
#WakeMeUpFF

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz