*
- Zayn! Śniadanie! – krzyknęła Ally,
ściągając z palnika patelnię. Przejechała po teflonie drewnianą szpatułką, po
czym odłożyła ją do zlewu.
- Dlaczego budzisz mnie z samego
rana! – odparł Zayn, unosząc poły białej pościeli, która była przyczyną nieładu
na jego głowie.
- Nie denerwuj mnie! Ugotowałam dla
ciebie jedzenie!
- W takim razie proszę to śniadanie
dostarczyć do łóżka. – Prychnęła pod nosem w odpowiedzi i złapawszy rączkę
naczynia, skierowała się w stronę sypialni. Rzuciwszy się na materac,
podsunęła chłopakowi pod nos patelnię.
- A gdzie pomidory do tej
jajecznicy? – oburzył się nieznacznie i już Ally miała przeprowadzić kontrę,
kiedy przerwało jej znaczące odchrząknięcie.
- Ja naprawdę przepraszam, że
zakłócam zabawę, ale czy mogliby państwo zachowywać się nieco ciszej i nie
przenosić bezcelowo sprzętów? – odezwała się kobieta o ciemnym kolorze skóry i
mimo tego, iż dawała im reprymendę, w jej głosie brzmiała nura rozbawienia.
Unieśli spojrzenia ku górze i ujrzeli dookoła kukające na nich pary oczu ukryte
między sklepowymi alejkami.
- Tak, jasne. Czy tak i tak spóźnimy
się zaraz do pracy – odparł ze śmiechem Zayn i wytaszczając się z łóżka
ustawionego na wystawie, złapał Ally za rękę, ciągnąc ją na kolejne stoisko.
Po zabawie lustrami, konstruowaniu
najjaśniejszego oświetlenia, składającego się z jak największej ilości lamp
oraz pseudo prysznicu, podczas której przepędzeni zostali przez nieco
mniej zdystansowanego pracownika zdecydowali się wreszcie na podjęcie
konkretnych zakupowych kroków.
W niebieskim wózku znalazło się
kilka poduszek, jeden koc, karnisze w zestawie z zasłonami, oraz nowe lustro do
łazienki. Dodatkowo na
paragonie widniała pozycja potwierdzająca zakup czterech krzeseł oraz właściwego łóżka. Meble te miały dotrzeć następnego dnia specjalnym
transportem, co obligowało Alleę do pozostania w Londynie jeszcze jeden dzień.
- Za to mogę sama zapłacić. Nie
wziąłeś moich pieniędzy na zaliczkę do mieszkania, więc na coś je muszę
przeznaczyć. I tylko mi nie mów, że by nie wystarczyło, bo chociaż tyle na
początek mogłeś odebrać. Oddam wszystko jak wrócimy do Bradford – oznajmiła Ally,
wyciągając z portfela kartę płatniczą. Pomalowane na czerwono paznokcie stukały
w śliską powierzchnię małego prostokącika, podczas gdy kasjerka zwinnymi
ruchami przystawiała kody kreskowe do czytnika.
- Ally, daj spokój.
- Nie – fuknęła, odwracając głowę, a
blond kosmyki włosów opadły na jej twarz. Parokrotnie dmuchnęła w nie, chcąc
przywrócić sobie czyste pole widzenia, jednak z marnym skutkiem. Złapała więc
niesforne pukle, zakładając je z hardym szarpnięciem za ucho i ze wszystkich
sił powstrzymywała się od uniesienia kącików ust, widząc rozbawiony wyraz
twarzy Zayna.
Wiedział, że nie jest zła i tylko
się zgrywa. Taką miała naturę. Nie chciała pozwolić sobie pomóc, bo nie lubiła
litości. Poza tym, gdyby raz się ugięła, mogłaby się do tego przyzwyczaić, a przecież ludzie tak łato zawodzili. Z dnia na dzień pragnęła pozyskać siły potrzebne do dalszej egzystencji,
a w jej mniemaniu, każda pomoc, rujnująca jej misterny plan, odwodziła ją od
obranego celu. Mimo to, bardzo lubił w niej to samozaparcie. Wiedział, że może
na nią liczyć. A co najważniejsze, wiedział, że nieważne jak źle by było, jakaś
cząstka niej samej zawsze będzie próbowała walczyć.
- W sumie co ty na to, żeby zostać
dzisiaj w mieście? Jest późno i nim dotrzemy na miejsce, będzie solidnie po
północy. Jutro ma być transport mebli, więc trzeba będzie znowu tutaj wracać –
zaproponował chłopak, pchając już obładowany wózek w stronę zaparkowanego
samochodu. – Pojedziemy do McDonald’s, kupimy kolację i ochrzcimy twoją nową
sypialnię.
Wizja spokojnego wieczoru była
niezwykle kusząca, a prawdę powiedziawszy, Ally nie chciała pierwszej nocy
spędzać sama w obcym miejscu. Już wcześniej chciała prosić Malika, by został z
nią, kiedy wprowadzić się już na dobre, a przyspieszenie tych wydarzeń
(dodatkowo bez prośby) było dobrym powodem, by zostać.
- Czemu nie. Tak rzeczywiście będzie
lepiej. I śpię od ściany, żeby nie było – zaznaczyła szybko, ładując na tylne
siedzenie reklamówki.
- Jak sobie Śpiąca Królewna życzy –
odparł, zatrzaskując drzwiczki bagażnika i już po chwili byli w drodze do
najbliższego jadłodajni.
Zawinięte w papierową torbę
zamówienia roznosiły po klatce schodowej przyjemny zapach, pobudzając ich
żołądki do jeszcze głośniejszych arii operowych, których nawet wściekły waleń
mógłby się powstydzić. Ally znalazłszy w torebce klucze, usiłowała poradzić
sobie z nowym zamkiem, słysząc na schodach sapanie Zayna wynoszącego pozostałe
zakupy. W momencie, kiedy wydawało jej się, że drzwi wreszcie zostały otwarte,
z piętra znajdującego się najwyżej wychyliła się owalna twarz dziewczyny,
której duże, migdałowe oczy wpatrywały się w Alleę z ciekawością.
- O mamo! To wy musicie być
nowymi lokatorami! Ale czadowo, że wreszcie się was doczekałam. Sears strasznie
zrzędził, że nie może nikogo znaleźć, bo jak na Londyn to dość odludna
dzielnica, ale jeszcze bardziej się burzył jak przychodzili chętni. I proszę,
wreszcie was mam! I jesteście mniej więcej w moim wieku, co jest jeszcze
bardziej czaderskie. – Dziewczyna wypluwała z siebie słowa z prędkością
karabinu maszynowego, zarażając napotkaną dwójkę optymizmem. I wyjątkowo szybko
dała po sobie poznać, że ma wielką słabość do rodziny wyrazów wywodzącej się
od słowa „czad”.
- Ogólnie, gdzie moje maniery?!
Jestem Summer – pisnęła podekscytowana, szybko podbiegając do Ally i ściskając
ją nad wyraz energicznie. To samo chciała zrobić z Zaynem, jednak wielkie
lustro ją powstrzymało. Przeciągła więc dłoń pod kartonem, ściskając palce
chłopaka.
I rzeczywiście Summer była żywym
latem. Podkreślała to nie tylko aparycja, ale również charakter, choć długie,
miodowe włosy, karnacja jakby prosto ze słonecznej plaży oraz jasnobrązowe oczy przywoływały na myśl pełne wolności miesiące. Policzki dziewczyny
były delikatnie przyprószone paroma piegami, a nawet najmniejszy ruch twarzy
powodował uwydatnienie się jednego dołeczka w lewym policzku. Charakter szedł
jednak w parze z wyglądem, gdyż zaledwie po paru minutach znajomości, Summer
wydawał się być niesamowicie energiczną i pozytywną osobą. Troszkę szalona,
jednak od razu zjednało jej to akceptację panny Bray.
- Miło cię poznać. Jestem Ally, a to
jest Zayn – przedstawiła ich niebieskooka, a zza kartonu wydobył się cichy pomruk.
- I, gwoli ścisłości, to ona jest
twoją nową sąsiadką, nie ja – mruknął chłopak i choć panna Cole była
niesamowicie pozytywna, jej wszędobylstwo troszeczkę go przytłaczało i to już
po tak krótkim czasie.
- Czekaj, czekaj. Czy ty nie jesteś
jednym z tych chłoptasiów z tego zespołu, czekaj no… One Direction? Moja
kuzynka ma na nich fazę.
- Jestem – odparł spokojnie chłopak,
usiłując zabrzmieć jak najbardziej obojętnie. Fakt faktem, bycie członkiem
najpopularniejszego boybandu dzisiejszych czasów sprawiało problem przy
kontaktach z nowymi ludźmi. Dużo z nich patrzyło przez pryzmat sławy. Albo się
odcinali, albo żerowali na sukcesie, albo widzieli takim jakim chcieli, aby
był, a nie takim jakim był w rzeczywistości.
- Czadowo. – Wzruszyła ramionami,
jakby to była najbardziej oczywista odpowiedź. I tylko od ścian klatki
schodowej odbiło się powietrze wstrzymywane przez Ally w płucach.
- Jesteście razem? – rzuciła kolejne
pytanie, a Zayn poczuł się jak w jakimś słabym programie opierającym się na
zasadzie „100 pytań do”. Mimo to oboje z Alleą równocześnie zaprzeczyli,
co przyprawiło Summer o wybuch śmiechu. Skwitowała to kolejnym „czadowo” i
jakby nigdy nic, zaczęła opowiadać o mieszkańcach kamienicy.
Okazało się, że niższe kondygnacje również
są zamieszkiwane. Na samym dole urzędował emerytowany nauczyciel historii wraz
ze swoją żoną. Oboje lubili grać w golfa i często wychodzili na różnego rodzaju
eventy. Nie lubili siedzieć w miejscu, jednak kiedy ktoś poprosił ich o
przysługę, rzadko kiedy odmawiali. Panna Cole mieszkała tak naprawdę na drugim
piętrze i to od dobrych czterech lat, kiedy zapragnęła uwolnić się z rodzinnego
gniazdka. Była jedynaczką i rodzice rozpieszczali ją nad wyraz, jednak nie
sprawiali problemów, kiedy zechciała się wyprowadzić. Byli dumni, że ich jedyne
dziecko się usamodzielnia, a dodatkowo świadomość, że dzielą ich zaledwie trzy
kilometry uspokajała rodzicielskie serca. Na samej górze mieszkał podobno
mężczyzna po trzydziestce. Pracował w jakiejś międzynarodowej korporacji i
często był w rozjazdach. Świętem było spotkanie go w mieszkaniu, dlatego też
poddasze było niemal nietknięte.
- A teraz jesteś ty, Ally. Zobaczysz, że
będziemy się tutaj czadowo bawić – pisnęła uradowana.
- W to nie wątpię, ale wiesz, Summer,
musimy cię chyba przeprosić na chwilę obecną, bo to lustro jest trochę ciężkie, a
dodatkowo jesteśmy cały dzień na nogach. Otwórz te drzwi, All. – Brunet położył
wyjątkowy nacisk na ostatnie słowa.
- Jasne, jasne. Widzimy się już niedługo.
Wyśpijcie się! – Machnęła na pożegnanie, a już po chwili było słychać trzask
zamykanych drzwi.
Chłopak wypuścił powietrze ze świstem i z
wielkim pośpiechem wniósł rzeczy do mieszkania.
- Nie wątpię, że będziecie się tutaj c z a
d o w o bawić – naśladował Summer Zayn, kiedy ułożył się już na miękkim
materacu z nowo zakupioną poduszką pod głową.
- Nie przedrzeźniaj jej. Była bardzo miła. I pożyczyła
nam ręczniki, żebyśmy mogli się umyć jak ludzie – broniła nowej znajomej Ally,
jednocześnie przecierając umyte włosy frotowym ręcznikiem.
- Nie mówię, że jest zła. Tylko czasami jej jazgot powoduje ból głowy – zaśmiał się, jednak w momencie spoważniał,
widząc mordercze spojrzenie przyjaciółki.
Przeszła przez sypialnię, zarzucając
ręcznik na uchylone drzwi, po czym skierowała się w stronę posłania. Chłód
szczypał bose stopy, a po odkrytych nogach skakały cienie rzucane przez rękę
bruneta, co chwila przysłaniającą światło znalezionej w szafie lampki.
Odwinęła koc, wsuwając się na miejsce tuż
obok Zayna. Odsunął ramię, zachęcając ją, by przysunęła się bliżej. Ciężko im było
bowiem pomieścić się we dwójką na małej powierzchni.
- Poza tym – zaczął, kiedy nakrywała ich
ciała materiałem – przyda ci się ktoś tak. W sensie, że ktoś pozytywny, przy
kim nie możesz myśleć tak dużo. I kto nie jest facetem, tak jak Dan – sapnął z
niechęcią, za co został ukarany lekkim szczypnięciem w klatkę piersiową.
Ułożyła głowę na jego przedramieniu, twarz wtulając
w zagłębienie szyi. Dziewczęce ciało zwinęło się w kulkę, mocniej przylegając
do ciepłej skóry przyjaciela, pachnącej resztkami wody kolońskiej i bezpieczeństwem.
- Póki co, to ja potrzebuję tutaj ciebie –
wymamrotała sennym głosem. Odchylił się na moment, by zgasić światło, a
powracając do poprzedniej pozycji, przerzucił drugą rękę przez jej talię.
Odetchnął głęboko, omiatając swoim oddechem jej czoło. Nie odpowiedział. W
ułamku sekundy, oboje już spali.
How we gonna breathe?
How we gonna be together?
Just keeping the
peace between the sheets.
a/n: Wszystkiego dobrego dla wszystkich Pań! Przede wszystkim dużo radości i codziennej siły. Mało trosk i spełnienia najskrytszych marzeń! I własnego Zayna u boku (tylko, żeby nie był dupkiem, tak jak zdarza się to temu u góry). Ściskam! xx
I.
*
https://www.wattpad.com/story/44479199-wake-me-up-%E2%80%A2-z-m
@hemminzg
#WakeMeUpFF
https://www.wattpad.com/story/44479199-wake-me-up-%E2%80%A2-z-m
@hemminzg
#WakeMeUpFF

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz