wtorek, 8 marca 2016

• 11. We didn't get tonight, we don't have tomorrow.

*
            
- Zayn! Śniadanie! – krzyknęła Ally, ściągając z palnika patelnię. Przejechała po teflonie drewnianą szpatułką, po czym odłożyła ją do zlewu.
            
- Dlaczego budzisz mnie z samego rana! – odparł Zayn, unosząc poły białej pościeli, która była przyczyną nieładu na jego głowie.
           
- Nie denerwuj mnie! Ugotowałam dla ciebie jedzenie!
            
- W takim razie proszę to śniadanie dostarczyć do łóżka. – Prychnęła pod nosem w odpowiedzi i złapawszy rączkę naczynia, skierowała się w stronę sypialni. Rzuciwszy się na materac, podsunęła chłopakowi pod nos patelnię.
            
- A gdzie pomidory do tej jajecznicy? – oburzył się nieznacznie i już Ally miała przeprowadzić kontrę, kiedy przerwało jej znaczące odchrząknięcie.
            
- Ja naprawdę przepraszam, że zakłócam zabawę, ale czy mogliby państwo zachowywać się nieco ciszej i nie przenosić bezcelowo sprzętów? – odezwała się kobieta o ciemnym kolorze skóry i mimo tego, iż dawała im reprymendę, w jej głosie brzmiała nura rozbawienia. Unieśli spojrzenia ku górze i ujrzeli dookoła kukające na nich pary oczu ukryte między sklepowymi alejkami.
            
- Tak, jasne. Czy tak i tak spóźnimy się zaraz do pracy – odparł ze śmiechem Zayn i wytaszczając się z łóżka ustawionego na wystawie, złapał Ally za rękę, ciągnąc ją na kolejne stoisko.
            
Po zabawie lustrami, konstruowaniu najjaśniejszego oświetlenia, składającego się z jak największej ilości lamp oraz pseudo prysznicu, podczas której przepędzeni zostali przez nieco mniej zdystansowanego pracownika zdecydowali się wreszcie na podjęcie konkretnych zakupowych kroków.
            
W niebieskim wózku znalazło się kilka poduszek, jeden koc, karnisze w zestawie z zasłonami, oraz nowe lustro do łazienki. Dodatkowo na paragonie widniała pozycja potwierdzająca zakup czterech krzeseł oraz właściwego łóżka. Meble te miały dotrzeć następnego dnia specjalnym transportem, co obligowało Alleę do pozostania w Londynie jeszcze jeden dzień.
            
- Za to mogę sama zapłacić. Nie wziąłeś moich pieniędzy na zaliczkę do mieszkania, więc na coś je muszę przeznaczyć. I tylko mi nie mów, że by nie wystarczyło, bo chociaż tyle na początek mogłeś odebrać. Oddam wszystko jak wrócimy do Bradford – oznajmiła Ally, wyciągając z portfela kartę płatniczą. Pomalowane na czerwono paznokcie stukały w śliską powierzchnię małego prostokącika, podczas gdy kasjerka zwinnymi ruchami przystawiała kody kreskowe do czytnika.
            
- Ally, daj spokój.
            
- Nie – fuknęła, odwracając głowę, a blond kosmyki włosów opadły na jej twarz. Parokrotnie dmuchnęła w nie, chcąc przywrócić sobie czyste pole widzenia, jednak z marnym skutkiem. Złapała więc niesforne pukle, zakładając je z hardym szarpnięciem za ucho i ze wszystkich sił powstrzymywała się od uniesienia kącików ust, widząc rozbawiony wyraz twarzy Zayna.
            
Wiedział, że nie jest zła i tylko się zgrywa. Taką miała naturę. Nie chciała pozwolić sobie pomóc, bo nie lubiła litości. Poza tym, gdyby raz się ugięła, mogłaby się do tego przyzwyczaić, a przecież ludzie tak łato zawodzili. Z dnia na dzień pragnęła pozyskać siły potrzebne do dalszej egzystencji, a w jej mniemaniu, każda pomoc, rujnująca jej misterny plan, odwodziła ją od obranego celu. Mimo to, bardzo lubił w niej to samozaparcie. Wiedział, że może na nią liczyć. A co najważniejsze, wiedział, że nieważne jak źle by było, jakaś cząstka niej samej zawsze będzie próbowała walczyć.
            
- W sumie co ty na to, żeby zostać dzisiaj w mieście? Jest późno i nim dotrzemy na miejsce, będzie solidnie po północy. Jutro ma być transport mebli, więc trzeba będzie znowu tutaj wracać – zaproponował chłopak, pchając już obładowany wózek w stronę zaparkowanego samochodu. – Pojedziemy do McDonald’s, kupimy kolację i ochrzcimy twoją nową sypialnię.
            
Wizja spokojnego wieczoru była niezwykle kusząca, a prawdę powiedziawszy, Ally nie chciała pierwszej nocy spędzać sama w obcym miejscu. Już wcześniej chciała prosić Malika, by został z nią, kiedy wprowadzić się już na dobre, a przyspieszenie tych wydarzeń (dodatkowo bez prośby) było dobrym powodem, by zostać.
            
- Czemu nie. Tak rzeczywiście będzie lepiej. I śpię od ściany, żeby nie było – zaznaczyła szybko, ładując na tylne siedzenie reklamówki.
            
- Jak sobie Śpiąca Królewna życzy – odparł, zatrzaskując drzwiczki bagażnika i już po chwili byli w drodze do najbliższego jadłodajni.
            
Zawinięte w papierową torbę zamówienia roznosiły po klatce schodowej przyjemny zapach, pobudzając ich żołądki do jeszcze głośniejszych arii operowych, których nawet wściekły waleń mógłby się powstydzić. Ally znalazłszy w torebce klucze, usiłowała poradzić sobie z nowym zamkiem, słysząc na schodach sapanie Zayna wynoszącego pozostałe zakupy. W momencie, kiedy wydawało jej się, że drzwi wreszcie zostały otwarte, z piętra znajdującego się najwyżej wychyliła się owalna twarz dziewczyny, której duże, migdałowe oczy wpatrywały się w Alleę z ciekawością.
            
- O mamo! To wy musicie być nowymi lokatorami! Ale czadowo, że wreszcie się was doczekałam. Sears strasznie zrzędził, że nie może nikogo znaleźć, bo jak na Londyn to dość odludna dzielnica, ale jeszcze bardziej się burzył jak przychodzili chętni. I proszę, wreszcie was mam! I jesteście mniej więcej w moim wieku, co jest jeszcze bardziej czaderskie. – Dziewczyna wypluwała z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, zarażając napotkaną dwójkę optymizmem. I wyjątkowo szybko dała po sobie poznać, że ma wielką słabość do rodziny wyrazów wywodzącej się od słowa „czad”.
            
- Ogólnie, gdzie moje maniery?! Jestem Summer – pisnęła podekscytowana, szybko podbiegając do Ally i ściskając ją nad wyraz energicznie. To samo chciała zrobić z Zaynem, jednak wielkie lustro ją powstrzymało. Przeciągła więc dłoń pod kartonem, ściskając palce chłopaka.
            
I rzeczywiście Summer była żywym latem. Podkreślała to nie tylko aparycja, ale również charakter, choć długie, miodowe włosy, karnacja jakby prosto ze słonecznej plaży oraz jasnobrązowe oczy przywoływały na myśl pełne wolności miesiące. Policzki dziewczyny były delikatnie przyprószone paroma piegami, a nawet najmniejszy ruch twarzy powodował uwydatnienie się jednego dołeczka w lewym policzku. Charakter szedł jednak w parze z wyglądem, gdyż zaledwie po paru minutach znajomości, Summer wydawał się być niesamowicie energiczną i pozytywną osobą. Troszkę szalona, jednak od razu zjednało jej to akceptację panny Bray.
            
- Miło cię poznać. Jestem Ally, a to jest Zayn – przedstawiła ich niebieskooka, a zza kartonu wydobył się cichy pomruk.
            
- I, gwoli ścisłości, to ona jest twoją nową sąsiadką, nie ja – mruknął chłopak i choć panna Cole była niesamowicie pozytywna, jej wszędobylstwo troszeczkę go przytłaczało i to już po tak krótkim czasie.
            
- Czekaj, czekaj. Czy ty nie jesteś jednym z tych chłoptasiów z tego zespołu, czekaj no… One Direction? Moja kuzynka ma na nich fazę.
            
- Jestem – odparł spokojnie chłopak, usiłując zabrzmieć jak najbardziej obojętnie. Fakt faktem, bycie członkiem najpopularniejszego boybandu dzisiejszych czasów sprawiało problem przy kontaktach z nowymi ludźmi. Dużo z nich patrzyło przez pryzmat sławy. Albo się odcinali, albo żerowali na sukcesie, albo widzieli takim jakim chcieli, aby był, a nie takim jakim był w rzeczywistości.
            
- Czadowo. – Wzruszyła ramionami, jakby to była najbardziej oczywista odpowiedź. I tylko od ścian klatki schodowej odbiło się powietrze wstrzymywane przez Ally w płucach.
            
- Jesteście razem? – rzuciła kolejne pytanie, a Zayn poczuł się jak w jakimś słabym programie opierającym się na zasadzie „100 pytań do”. Mimo to oboje z Alleą równocześnie zaprzeczyli, co przyprawiło Summer o wybuch śmiechu. Skwitowała to kolejnym „czadowo” i jakby nigdy nic, zaczęła opowiadać o mieszkańcach kamienicy.

Okazało się, że niższe kondygnacje również są zamieszkiwane. Na samym dole urzędował emerytowany nauczyciel historii wraz ze swoją żoną. Oboje lubili grać w golfa i często wychodzili na różnego rodzaju eventy. Nie lubili siedzieć w miejscu, jednak kiedy ktoś poprosił ich o przysługę, rzadko kiedy odmawiali. Panna Cole mieszkała tak naprawdę na drugim piętrze i to od dobrych czterech lat, kiedy zapragnęła uwolnić się z rodzinnego gniazdka. Była jedynaczką i rodzice rozpieszczali ją nad wyraz, jednak nie sprawiali problemów, kiedy zechciała się wyprowadzić. Byli dumni, że ich jedyne dziecko się usamodzielnia, a dodatkowo świadomość, że dzielą ich zaledwie trzy kilometry uspokajała rodzicielskie serca. Na samej górze mieszkał podobno mężczyzna po trzydziestce. Pracował w jakiejś międzynarodowej korporacji i często był w rozjazdach. Świętem było spotkanie go w mieszkaniu, dlatego też poddasze było niemal nietknięte.

- A teraz jesteś ty, Ally. Zobaczysz, że będziemy się tutaj czadowo bawić – pisnęła uradowana.

- W to nie wątpię, ale wiesz, Summer, musimy cię chyba przeprosić na chwilę obecną, bo to lustro jest trochę ciężkie, a dodatkowo jesteśmy cały dzień na nogach. Otwórz te drzwi, All. – Brunet położył wyjątkowy nacisk na ostatnie słowa.

- Jasne, jasne. Widzimy się już niedługo. Wyśpijcie się! – Machnęła na pożegnanie, a już po chwili było słychać trzask zamykanych drzwi.

Chłopak wypuścił powietrze ze świstem i z wielkim pośpiechem wniósł rzeczy do mieszkania.

- Nie wątpię, że będziecie się tutaj c z a d o w o bawić – naśladował Summer Zayn, kiedy ułożył się już na miękkim materacu z nowo zakupioną poduszką pod głową.

- Nie przedrzeźniaj jej. Była bardzo miła. I pożyczyła nam ręczniki, żebyśmy mogli się umyć jak ludzie – broniła nowej znajomej Ally, jednocześnie przecierając umyte włosy frotowym ręcznikiem.

- Nie mówię, że jest zła. Tylko czasami jej jazgot powoduje ból głowy – zaśmiał się, jednak w momencie spoważniał, widząc mordercze spojrzenie przyjaciółki.

Przeszła przez sypialnię, zarzucając ręcznik na uchylone drzwi, po czym skierowała się w stronę posłania. Chłód szczypał bose stopy, a po odkrytych nogach skakały cienie rzucane przez rękę bruneta, co chwila przysłaniającą światło znalezionej w szafie lampki.

Odwinęła koc, wsuwając się na miejsce tuż obok Zayna. Odsunął ramię, zachęcając ją, by przysunęła się bliżej. Ciężko im było bowiem pomieścić się we dwójką na małej powierzchni.

- Poza tym – zaczął, kiedy nakrywała ich ciała materiałem – przyda ci się ktoś tak. W sensie, że ktoś pozytywny, przy kim nie możesz myśleć tak dużo. I kto nie jest facetem, tak jak Dan – sapnął z niechęcią, za co został ukarany lekkim szczypnięciem w klatkę piersiową.

Ułożyła głowę na jego przedramieniu, twarz wtulając w zagłębienie szyi. Dziewczęce ciało zwinęło się w kulkę, mocniej przylegając do ciepłej skóry przyjaciela, pachnącej resztkami wody kolońskiej i bezpieczeństwem.

- Póki co, to ja potrzebuję tutaj ciebie – wymamrotała sennym głosem. Odchylił się na moment, by zgasić światło, a powracając do poprzedniej pozycji, przerzucił drugą rękę przez jej talię. Odetchnął głęboko, omiatając swoim oddechem jej czoło. Nie odpowiedział. W ułamku sekundy, oboje już spali.

How we gonna breathe? How we gonna be together?

Just keeping the peace between the sheets.





a/n: Wszystkiego dobrego dla wszystkich Pań! Przede wszystkim dużo radości i codziennej siły. Mało trosk i spełnienia najskrytszych marzeń! I własnego Zayna u boku (tylko, żeby nie był dupkiem, tak jak zdarza się to temu u góry). Ściskam! xx
I.
*

https://www.wattpad.com/story/44479199-wake-me-up-%E2%80%A2-z-m

@hemminzg

#WakeMeUpFF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz