czwartek, 31 marca 2016

• 12. Zostań, poukładaj mi sny. Jeden z nich na pewno to my.

Dla człowieka, który ze smutkiem przedstawionym poniżej nie ma nic wspólnego. Bo jego najzwyczajniej smutek się nie ima. Zawsze uśmiechnięty, zabawny, pozytywny. Takich ludzi ten świat potrzebuje. Takich, którzy nie traktują wszystkiego poważnie i mają do siebie dystans. Ta osoba niemal wnosiła mnie na odpust na samym szczycie góry. Słuchała ze mną One Direction, mimo że nie przepada za taką muzyką. Zafundowała jedną z najbardziej komicznych sytuacji w moim życiu, myląc stanik z pokrowcem na śpiwór, waląc przy tym jedną z komór namiotu. Spędziła ze mną Sylwestra, kiedy myślałam, że będę wtedy sama. Oświadczała się urwanym otwarciem puszkowanego piwa. Aaaa, i "odkupiła mnie" za miskę fasolki z ogniska podczas ostatniego biwaku. To wszystko tworzy ją niepowtarzalną i nie pozwala się nie uśmiechnąć podczas takich wspomnień.
Dla Króla Juliana, bo jest tylko jeden! ; )

*

Kolejne dni mijały w zastraszający tempie, koncentrując się wokół przeprowadzki panny Bray. Ciągłe kursy między Bradford a Londynem obładowanym samochodem były wyjątkowo wyczerpujące, jednak zarówno Allea jak i Zayn nie mogli narzekać na ich pesymistyczny charakter. W nowym mieszkaniu zaroiło się od sterty kartonów z poukładanymi rzeczami, a także od mebli, skrzętnie ukrytych pod foliowymi płachtami, których szelest wypełniał pomieszczenia przy nawet najmniejszym ruchu powietrza.
Wszystko zmieniało się z dnia na dzień, klarując nową i zupełnie obcą sytuację dla nich obojga. Ally mniej bała się zostawać sama między czterema ścianami. Stopniowo przełamywała twardą nić łączącą ją nierozerwalnie z rodzinnym domem. Uczyła się na nowo funkcjonować bez jego obecności, której nie mogła przywrócić nawet zmiana adresu.
Mieszkanie zmieniało się z dnia na dzień, niczym nie przypominając zakupionego obiektu.
Łazienka została wyszorowana. Ubite lustro ustąpiło miejsca nowej, owalnej tafli. Na akrylu wanny spoczęło kilka świeczek, a podłogę nakrył puchowy dywan. Mały stojak przyozdobił się dwoma ręcznikami, aby nie prosić już o nie rozgadanej Summer.
W kuchni również zaszły zmiany. Przede wszystkim lodówka nie świeciła już pustkami, a blaty szafek zostały solidnie potraktowane drucikiem, ścierającym zaschnięte plamy. Stół doczekał się nowego kompletu krzeseł, a tuż nad nim zawisło kilka zdjęć, które Ally wygrzebała z czeluści albumu.
Do salonu zawitał telewizor, którego Nialler chciał usilnie się pozbyć. Kanapa została dotransportowana prosto z Bradford i idealnie współgrała z wyczyszczonym stolikiem kawowym. Półka na książki została odświeżona, a jej poszczególne sektory powoli wypełniały się ulubionymi pozycjami panny Bray. Umyte okna zostały zasłonięte białymi firankami, a kątach pomieszczenia zostały rozstawione kwiatki doniczkowe. Dopełnieniem wystroju był frędzlowaty dywan o odcieniu burgundu, który zajmował niemal całą wolną powierzchnię wypastowanych paneli.
Ally była jednak najbardziej dumna z wykończenia swojej sypialni. Długo musiała prosić Zayna, by wybrał się z nią do sklepu z artykułami remontowymi. Ostatecznie jednak chłopak uległ namowom i przytaszczył do mieszkania dwulitrowe wiadro farby w odcieniu jasnego palisadru, które w zupełności wystarczyło na pokrycie obdartych ścian. Dodatkową ozdobą były rozsiane po całym suficie fluorescencyjne gwiazdki, mające dla Ally symboliczną wartość.
Stary materac został zastąpiony łóżkiem z białą ramą mogącym przy większym staraniu pomieścić dwoje ludzi. Posłanie uzupełniała beżowa pościel i kilka poduszek. Obok spoczęła mała szafka nocna z paroma książkami, zaplątanymi słuchawkami oraz lampką okalaną żółtawym abażurem. Kolejną ścianę zapełniła szafa. Z okna lały się firany, tulone przez delikatny materiał sięgających ziemi frędzlowanych kotar. Biurko będące już od samego początku w mieszkaniu postanowiła wypolerować tak, że obecnie świeciło orzechowym blaskiem. Miejsce na nim zdążyły już zająć laptop, kilka książek, notatnik oraz garść długopisów. Dookoła jeszcze zostały poprzyklejane różne zdjęcia, a całości dopełniała jasna łuna światła sącząca się ze starej żarówki.
- Przygotuj te kartony na jedenastą. Przyjdę po nie jeszcze przed wyjazdem – poinformował Zayn, chowając do tylnej kieszeni swój telefon. Została bowiem ostatnia partia rzeczy blondynki, koniecznych do przewiezienia.
- Nie trzeba. Poważnie. Tyle mogę zawieść sama.
- Ale przecież jadę do Londynu, więc mogę pomóc ci je zabrać. – Nadal nie chciał ustąpić, z uwagą lustrując jak dziewczyna składa w kostkę kolejne ubrania. Odetchnęła głęboko i podpierając swoje boki, spojrzała na bruneta opartego o futrynę drzwi.
- Muszę zacząć radzić sobie sama, Zayn. Nie będziesz cały czas obok mnie. Samotna podróż tam, też dobrze mi zrobi. W końcu będę się musiała przestawić na nowy tryb życia. – Wzruszyła ostatecznie ramionami, po czym wyprostowała ścierpnięte nogi.
- Ally…
- Pozwól mi. – Spojrzała na niego błagająco, kiedy tylko podniosła się do pionu.
- Ale jesteś uparta. Nie mam sił – fuknął z udawaną frustracją, by zaraz zaśmiać się z miny jaką przybrała jego przyjaciółka. – W takim razie widzimy się na biwaku, tak?

Zostań, poukładaj mi łzy. Jedna z nich na pewno to Ty.
*
Stara, czarna brama miejskiego cmentarza zaskrzypiała złowrogo, kiedy chude palce zacisnęły się wokół jednego ze szczebli, popychając go do tyłu. Dźwięk rozdarł ciszę uschniętych liści i mruczących oddechów wiatru, w którego głosie można było usłyszeć mroczne pokrakiwanie ptaków.
Wyjątkowo szybko zbliżającą się jesień można było dostrzec nawet tutaj, pomiędzy płaskimi kamieniami nagrobnymi, częściowo zniszczonymi przez czas, z ciemno zielonkawym mchem i żłobieniami wody na zimnym materiale. Między wiekową i odrobinę przerażającą kaplicą, której dach został świeżo położony i nijako pasował do ciemnych ścian. Między pnącymi się ku górze dębami, przybierającymi szatę trzeciej pory roku. Między oddechami powietrza przesiąkniętego deszczem i zapachem mokrej ziemi, jak również między welonem mlecznej mgły tulącej do siebie wystające krzyże i obdarte z farby ławki.
Ally skręciła na prawo od wcześniej wspomnianej kaplicy, stanowiącej centrum obiektu i przeciskając się między kolejnymi alejkami usianymi nagrobkami, dotarła do jednej z ostatnich kwater, gdzie groby nie były naznaczone aż tak bardzo piętnem czasu. Wypuściła spomiędzy różowych ust obłoczek pary i strzepawszy kilka zabłąkanych liści z ławeczki, usiadła na niej.
Chłód poranka opatulał jej ciało, które poddawało się każdemu ukąszeniu wiatru. Nie przejmowała się tym jednak, ponieważ miała tutaj ważniejsze zadanie do wykonania. Skostniałymi palcami wyciągnęła z niewielkiej torebki znicz, który rozświetlił się czerwonym kolorem barwionego szkła już po pierwszym odpaleniu zapałki. Spoczął na specjalnie przygotowanej tacy tuż obok bukietu kwiatów i dogasającego wkładu, rzucającego cień na zdjęcie uśmiechającej się kobiety.
- Cześć, ciociu – wyszeptała niepewnie Allea, zakładając za ucho zagubiony pukiel włosów. Miało to dodać jej odwagi w walce z emocjami. – Dość dawno mnie tu nie było. Sama rozumiesz, egzaminy, wyniki, studia. I chyba ta passa mojej nieobecności jeszcze trochę potrwa, wiesz? Dostałam się na mój kierunek. Przeprowadzam się do Londynu… - Zamilkła na chwilę, zastanawiając się nad kolejnymi zdaniami.
Wizyty nad grobem cioci Dayny były jej tradycją. Odkąd odeszła, Ally czuła się zobowiązana by z nią rozmawiać. Straciła bowiem jedną z bliższych osób, a odcięcie się od niej całkowicie było ponad jej siły. I tak rozpaczliwie próbowała zachować jakąkolwiek nić kontaktu, chociażby przez wizyty na cmentarzu i relacjonowanie wszystkiego co się dzieje, tak jak robiła to za życia kobiety. Nigdy nie poddawała wątpliwości tego, czy może ją wysłuchać. Wiedziała, że tak będzie. I szczerze wierzyła, że spogląda na nią gdzieś z góry swoim błękitnym spojrzeniem i uśmiecha się widząc, że „jej mała dziewczynka” jakoś sobie radzi w tym wielkim świecie.
- Tylko że ja nie wiem co mam tak dokładnie robić. Znowu nie jestem pewna swoich wyborów. Nie wiem jak to wszystko się potoczy. Czy nie zginę w tej stolicy. Czy ludzie okażą się ludźmi, a nie tylko kreaturami pod taką przykrywką. Czy wreszcie zacznę oddychać? I czy Zayn nie odejdzie. Bo widzisz, ciociu, mam wrażenie, że z dnia na dzień jest coraz gorzej. Coraz częściej zapomina, coraz bardziej pochłania go tamten świat. Nie chcę stać mu na przeszkodzie. Nie chcę! Ale nie wyobrażam sobie, że mogłoby go zabraknąć. Boli mnie ta jego nieświadomość. Jego zmęczenie i jego zmiana. Każdego dnia staje się bardziej Zaynem tamtego światka, tamtych ludzi. Coraz mniej jest go dla mnie. – Tu głos jej się załamał, a po chłodnym policzku poturlała się samotna łza. Resztę słów nie opuściło jej gardła. Uciekły w formie płochych myśli, które mieszały się z powietrzem wypełnionym trwogom i zapachem odejścia.
W trakcie drogi do domu powtarzała sobie jedno, krótkie słowo, którego zwykła używać ciocia Dayna. Wypełnione motywacją i ciepłem. Przesycone wiarą w siebie. Krzepiące krwawiące rany i pulsujące ze strachu żyły.
Odwagi

To co w sobie mam tylko ciągnie mnie w dół.
*
Ogromny gar z prażonkami wylądował w bagażniku samochodu terenowego, a dookoła upchane zostały namioty, śpiwory, zapasy wody oraz plastikowe naczynka. Pan Bray zatrzasnął tylną klapę i przekręcając kluczyk w drzwiczkach, odwrócił się do wszystkich zgromadzonych.
- Wszystko gotowe. Zabieram najmłodszych i szanowne panie, a wy młodzi, szaleni i nieposkromieni, traćcie swoje siły idąc na nogach – zaśmiał się.
- Dzięki za komplement, Richard. Chociaż my zawsze jesteśmy wiecznie młodzi – zażartował Jaser, teatralnie przeczesując włosy.
- Ally coś mówiła, że kolega Dana pojedzie w kierunku Trelly Hill i będzie mógł ich podwieźć, także chyba będziemy w stanie zmieścić się wszyscy – zauważyła Sophia, po czym omiotła wzrokiem podjazd w poszukiwaniu córki.
- Chyba jest trochę zawiedziona Zaynem, co? Sama nie wiem co się stało, że go nie ma. Miał dzwonić! – wyrzuciła sfrustrowana Trishia, a ostry wzrok jej męża tylko potwierdzał złość na jedynego syna.
- Spokojnie, takie rzeczy się zdarzają. To nie koniec świata… Ally?! Ally, chodź! Zaraz ruszamy!
Rzeczywiście, blondynka siedziała na werandzie, wciśnięta w kąt między balustradą a ścianą, z całej siły zaciskała palce na telefonie. Nerwowo sprawdzała godzinę, skrzynkę smsową, a także komunikatory na portalach społecznościowych, czy aby na pewno nie przeoczyła żadnej wiadomości od Malika. Łudziła się, że w każdej sekundzie odezwie się, wytłumaczy się tym, że zaspał, albo że złapały go korki przy wyjeździe ze stolicy, jednak nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Komórka milczała jak zaklęta.
Przecież biwak odbywający się w ostatni weekend sierpnia był ich tradycją. Obie rodziny wraz ze znajomymi wybierały się do oddalonego o półtorej godziny drogi Trelly Hill, gdzie na skraju niewielkiego lasku porastającego wzniesienie rozbijali obóz, zbierali dary lasu i delektowali się przyrządzonym na świeżym powietrzu jedzeniem. Było to ich prywatne pożegnanie z latem, akcentujące mijające dwa miesiące.
Tyle wspomnień łączyło Zayna i Ally z tym miejscem, że dziewczyna często w akcie tęsknoty wsiadała w jeden z autobusów, albo pożyczała samochód od mamy i ruszała w kierunku tej małej oazy, by przypomnień sobie najpiękniejsze chwile i na moment pomyśleć. Działo się tak głównie wtedy, kiedy ponownie między nimi pojawiały się tysiące kilometrów, różnice językowe, kulturalne oraz strefy czasowe.
Świat nagle przysłoniła pierzyna łez, a nostalgiczne kadry zawładnęły jej umysłem. Nie zauważyła kiedy duża dłoń została wyciągnięta w jej kierunku, a ogromna sylwetka kucnęła w jej polu widzenia.
- Chodź, All. Już pora jechać – odezwał się łagodnie Dan, lustrując jej drgające wargi. Szybko jednak odrzuciła głowę w tył, co było jej starym sposobem na pozbycie się łez i wykrzywiając usta w uśmiechu, wstała z ziemi.
- Nie wie co traci – odezwał się, kiedy upychali w bagażniku kolegi swoje śpiwory. Tak naprawdę nie powiedziała mu co się stało. Nikt inny również tego nie zrobił. Daniel domyślił się sam, poniekąd przerażając Alleę tym, jak dobrze ją zna i jak dużo rzeczy potrafi zauważyć.
Pokiwała w odpowiedzi głową i jak najszybciej usadowiła się na tylnym siedzeniu starego pickupa. Kiedy silnik zawarczał, a kamienie zaszurały pod oponami samochodu, odwróciła się ostatni raz przez ramię, resztką nadziei szukając jego wysokiej postaci na którymś z podjazdów. Na próżno.

Rośnie to co dzieli nas.
*


a/n: Wiosna przyszła! Szłam do szkoły i nad rzeką rosły białe kaczeńce! Kiedy wracałam, aż zdjęłam kurtkę, bo było tak ciepło! Rany, aż muszę się z Wami podzielić tą radością, bo nie mogę przestać się uśmiechać.
U góry trochę komplikacji. U mnie za miesiąc matura (o zgrozo), a ja biorę się za czytanie kolejnych książek i wracanie do starych fanfiction i seriali. Brawo dla mnie!
Aaa, no i pisze się coś skromnego, póki co do szuflady, ale mam nadzieję, że może uda mi się z Wami tym podzielić w najbliższej przyszłości. 
A teraz let's take a moment i krzyczmy głośno z zachwytu nad teledyskiem Malika do It's you (niech go szlag za zmianę wielkości liter w tytułach -.-), bo jest tak bardzo w guście Wake Me Up, tak bardzo jak Ally i Zayn, że odkąd tylko wyszedł, krzyczę jak mały żuczek! 
Troszkę długa mi ta notatka wyszła. No nic. Żegnam się i dziękuję za wszystkie gwiazdki i komentarze! Much love! xx

@hemminzg

#WakeMeUpFF



            

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz