Wsparte
o ramę łóżka plecy kuliły się co chwila, co bynajmniej nie było spowodowane
grubym kocem spoczywającym na smukłych ramionach. Z zachodu nadciągała kolejna armia
kłębiastych chmur, które miały przybyć z odsieczą tym rozległym obłoczkom,
usilnie powstrzymującym promienie słońca. Przez otwarte na oścież okno, do
pokoju wdzierało się zimne i wilgotne powietrze, niosąc ze sobą zapach deszczu.
Firanka kołysała się w rytmie uginających się w ogrodzie gałęzi, dając
wrażenie, że razem z nią z sypialni uciekają wszystkie pierwiastki spokoju i
radości. Cisza zawładnęła pustym domem, a jej kruchą błonę przebijał tłamszony
przez materiał koca szloch.
Gorące
łzy spływały po zaczerwienionych policzkach, a ucisk przy nasadzie nosa
pogłębiał się wraz z kolejną falą płaczu. Usta zdążyły już wyschnąć, łapiąc
strzępki powietrza, którego od czasu do czasu jej brakowało.
Nie
potrafiła wytłumaczyć swojego obecnego stanu. Prawdą jest, że zawsze była
podatna na aurę za oknem i niezależnie od jej woli, znacznie ciężej jej było
zachować optymizm, kiedy sama pogoda zdawała się płakać i obumierać. Tym razem,
to nie było to. Jakiś inny czynnik wprowadził ją w stan melancholii i żalu.
Czynnik, który miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, karmelowe oczy i ciepło,
jakiego potrzebowała. Czynnik, który na chwilę obecną egzystował gdzieś za
oceanem, w innej strefie czasowej, z zupełnie innymi ludźmi, a przez to
wszystko wydawało się jej, że był najzwyczajniej w innym wymiarze.
Nie
pożegnała się z nim, chociaż prosił, żeby przyjechała. Nie spędziła z nim
wolnego czasu, który jej obiecał. Zapomniał o ich tradycji, pozostawiając ją
bez słowa. Ale to wszystko było niczym w porównaniu z chudą tęsknotą za nim
samym, za jego obecnością, która karmiona kolejnymi kilometrami znacząco
przybierała na wadze, podwajając swoje rozmiary.
*
And my love will be your armor, in this battlefield around you.
Stara
wiklinowa huśtawka skrzypiała cichutko, kiedy dziewczęce ciało poruszało się w
jej objęciach, poprawiając okrywającą chude nogi chustę. Palce co chwila
przerzucały kolejne kartki książki, na których stary dąb malował barwne cienie.
Ogród pachniał nadchodzącą jesienią i schnącymi liśćmi. Ally wyciągała twarz ku
słońcu, łapiąc jego ostatnie, ciepłe pocałunki, nieświadomie jednak wciskając
się głębiej w workowaty sweter okrywający jej ramiona.
Odganiała
myśli, wygłuszała smutek, wiązała uczucia.
Nie
spostrzegła, kiedy furtka otworzyła się za sprawą wysokiego szatyna. Daniel
spokojnie zbliżył się w jej stronę i dopiero kiedy dzieliła ich odległość paru
metrów, dziewczyna podniosła głowę znad lektury.
-
Och, Ally – wymamrotał, a jego ramiona opadły w akcie rezygnacji. Ujrzał bowiem
zmęczoną twarz z wyraźnie odznaczającymi się sińcami pod oczami. Splątane rzęsy
wyglądały na wilgotne, a pełne usta straciły malinową barwę.
Rysy
jego twarzy wyrażały współczucie i pewną dozę pobłażliwości. Szybkim ruchem
wrzucił kluczyki do tylnej kieszeni jeansów, po czym dostawiając krzesło,
usiadł tuż przy niej. W błękitnych tęczówkach nie zobaczył iskierek. Były
matowe, uśpione.
Wzruszyła
ramionami na jego reakcję, jednak nie mogła przewidzieć, że jej dolna warga
niebezpiecznie zadrży. Zagryzła więc ją z całej siły i odwróciła wzrok, udając
zaabsorbowanie zaznaczaniem odpowiedniego fragmentu w książce.
-
Odzywał się? – zapytał ostrożnie. Pokiwała w odpowiedzi głową, zakładając przy
tym kosmyk włosów za ucho. Miała wrażenie, że jej głos załamałby się, gdyby
pozwoliła sobie na jakikolwiek komentarz słowny.
-
Wyjaśniliście sobie wszystko? – Kolejne potrząśnięcie głową, tym razem
przeczące.
-
To znaczy? Coś się stało? Nie możesz cały czas milczeć, All…
Podkurczyła
nogi pod brodę, zaplatając wokół nich ramiona.
-
Wymieniliśmy kilka wiadomości. To wszystko.
Westchnął
głęboko, prostując plecy. Omiótł wzrokiem cały ogródek, licząc na to, że Allea
doda coś jeszcze. Niestety na próżno. Spojrzał więc ponownie na jej zmizerniałą
twarz i poczuł dziwny ścisk w dołku.
-
Tęsknisz, prawda?
I
w tym momencie zachłysnęła się powietrzem na tyle, że przez dłuższą chwilę nie
była w stanie się odezwać. Jedynie skinęła nieśmiało głową, uparcie unikając
kontaktu wzrokowego. Wiedziała, że przyznanie się do tego niewiele zmieni.
Dodatkowo nie chciała, żeby ktokolwiek widział jak się czuła. Nigdy nie lubiła,
kiedy ludzie się nad nią użalali., jednak rozmowy z Danielem były inne. Dawał
jej poczucie komfortu. Reagował zupełnie inaczej jak wszyscy dookoła. To tak,
jakby sam tego wszystkiego już kiedyś doświadczył.
-
Opowiedz mi o nim.
W
niebieskich oczach pojawiło się zdziwienie. Poruszyła się więc niespokojnie w
miejscu, dopiero wtedy zdając sobie sprawę, jak zmarznięte było jej ciało.
-
Słucham? – zapytała cicho.
-
Opowiedz mi o nim – powtórzył, rozkładając minimalnie ręce, jakby jego prośba
była najprostszą rzeczą pod słońcem. – Najzwyczajniej mi o nim opowiedz. Jaki
jest. Kim dla ciebie jest.
To
paradoksalnie proste zadanie wydawało jej się nie do wykonania. Zapomniała
słów, które tak bardzo ciążyły jej duszy. Zapomniała słów, które tak często
były jej jedyną obroną. Słów, które jako jedyne mogły oddać jej samopoczucie
oraz więź, jaka łączyła ją z Zaynem. To nie to, że nie wiedziała co powiedzieć.
Nie wiedziała jak powiedzieć. Od czego zacząć. Jak sformułować zdania, by oddał
w pełni jej przyjaciela. By na nowo
wymalowały go stojącego tuż przed nią.
Dlatego
też spod wpół przymkniętych powiek wyobraziła sobie duże oczy spoglądające na
nią z wielką czułością. Szeroki uśmiech. Ostre rysy twarzy. Zapach jego skóry
pomieszany z wonią perfum. Jego subtelny dotyk. Zachrypnięty głos. A przede
wszystkim to, jak czuła się, kiedy był w pobliżu.
-
On jest… on jest dość ciężką osobą. Pragnie czegoś, jednocześnie oczekując
zupełnego przeciwieństwa. Nie jest do końca tak pewny siebie i zdecydowanie nie
nauczyła go tego kariera. Nie jest też aż tak bardzo skryty, jakby się mogło
wydawać, tylko najzwyczajniej nie lubi dzielić się z obcymi swoim życiem. Często
miewa humorki i jest niesamowicie zazdrosnym człowiekiem.... Nie umie rozmawiać, a
jednak kiedy się już przełamie, wypowiada tak prawdziwe słowa, że czasami mnie
one aż bolą – tu zaśmiała się pod nosem, jednak zaraz wróciła do poprzedniego
nastroju. – Jednak ta specyfika jest czymś wyjątkowym. Kiedy jest obok czuję się….
Tak…… bezpiecznie? Nie wiem czy jest to właściwe słowo. Ale wiem, że czuję się
wtedy dobrze. Jakby wszystko było na swoim miejscu, rozumiesz? Przeraża mnie,
że czasami zna mnie lepiej niżeli ja samą siebie. Nigdy nie daje się okłamać,
chociaż przymyka oko na moje motanie się wśród ludzi. Dopiero kiedy jesteśmy
sami, każe powiedzieć prawdę. Zawsze traktuje mnie jakbym była słaba, a jednak
jak się coś stanie, mam wrażenie, że typuje mnie jako tą potrafiącą naprawić
wszystko. Często ma splątane rzęsy, a na lewym oku ma plamkę, taką prawie
niewidoczną. Jakby mu z tęczówki troszkę tej czekolady wypłynęło. Na plecach za
to ma mały pieprzyk, tuż obok prawej łopatki. Nawet o tym nie wiedział, dopiero
ja mu o tym powiedziałam. Kiedy go przytulam, czuję jak jego serce bije pod
żebrami, które swoją drogą, są tak kościste, że prawie zawsze uderzę w nie
podbródkiem. Nigdy mu nie rób herbaty malinowej, bo kojarzy mu się z wakacjami
u babci, która cały czas dawała mu dolewki. Już ma jej po dziurki w nosie.... Kiedy o czymś myśli, zagryza lewy
policzek, a do ust przyciska kciuk. Nigdy nie wiedziałam dlaczego. Nie potrafi
też trzymać się swojej strony łóżka, co jest cholernie frustrujące. Zawsze spali albo nie dosmaży jajecznicy, przez co w całym domu
śmierdzi. I o tym też mu nie wspominaj, bo się wyprze. - Przez chwilę miał wrażenie, że rysy jej twarzy przeszył uśmiech. - Najchętniej całe życie grałby w FIFĘ i słuchał płyta Marleya, a na
obiad jadł ryż z kurczakiem, o co zawsze się kłócimy. Kiedy nie chce mu się
golić, stwierdza, że jaskiniowcy też jakoś przeżyć musieli, a rozbieżność
ewolucyjna wcale nie jest aż tak ogromna, żeby on musiał pozbywać się brody. –
Ponownie się zaśmiała, tym razem znacznie głośniej i wdzięczniej. - Ma
uczulenie na pistacje, chociaż często sobie z tego nic nie robi. Nie potrafi
spać przy otwartych drzwiach, a jak ma humor, nuci sobie do snu, chociaż często
mam wrażenie, że robi to bardziej dla mnie niżeli dla siebie. – Tu chlipnęła
cicho, wierzchem dłoni pocierając swój policzek. – Nie lubi jak płaczę,
chociaż wie, że chyba inaczej nie umiem, dlatego kiedy jesteśmy razem, pozwala
mi wyć ile wlezie. Lubię jak łapie mnie za rękę, kiedy się mu nudzi, albo kiedy
jest zmęczony. I często kiedy jest wyczerpany, na chwilę przed zaśnięciem
mamrocze jeszcze jakąś historię i wychodzą z tego takie urwane farmazony, bo
nigdy nie kończy. Lubię też pić rano kawę, bo smakuje jakoś inaczej. I
uwielbiam się z nim włóczyć. Wiem, że w zasadzie się nie zgubimy, a nawet
jeśli, to po godzinie szukania trafimy do celu. Jeszcze nigdy nie było tak, żebyśmy się nie znaleźli. Przy nim
niczego się nie boję. Nawet ataki paniki są sporadyczne. Tylko czasami patrzy
na mnie w taki dziwny sposób, że nie wiem co mam zrobić, a kiedy się odezwę, ma
minę, jakbym go na czymś przyłapała. Ale taki jest. Taki trochę… mój. Rozumiesz? I tylko w niektórych
chwilach mam wrażenie, że jest dla mnie kimś więcej. Ale to nieważne.
Nastała
cisza, którą przecinał jedynie szum drzew. Blond kosmyki włosów muskały
zaczerwienione od zimna i łez policzki, a skostniałe palce bawiły się
materiałem długiego swetra, nie pozwalając na bezczynność.
Ponownie
tego dnia westchnął głęboko i szybko wsunął się na miejsce tuż obok, obejmując
jej talię ramieniem. Ufnie do niego przylgnęła, ponownie zalewając się łzami. I
tak huśtali się z cichym skrzypem huśtawki, ukrywanym pociąganiem nosem i
świstem jesiennego wiatru, a dookoła nich spadały kolorowe liście.
-
Rozumiem, Ally. Wszystko rozumiem – wymamrotał, całując czubek jej głowy.
Słowami stworzyła go obok.
Słowami stworzyła go obok.
*
I won’t sleep till the sky is calmer. Keep on searching till
I found you.
Brązowe
tęczówki bez wyrazu wpatrywały się w jarzące się milionem barw miasto. Oddech
wieczoru pomieszany z warem minionego dnia uderzał w pokrytą zarostem twarz,
wprawiając powieki w machinalne ruchy. Chłodna balustrada wbijała się żebra o
nią opierane, jednak nie poświęcał temu większej uwagi. Skupiał się na kimś
oddalonym o tysiące kilometrów. O za dużo słów. O jeszcze więcej chwil zawodu.
I najzwyczajniej tęsknił.
I najzwyczajniej tęsknił.
Obracany
w palcach papieros miał za chwilę spocząć obok dwóch innych, wypalonych w ciągu
tej godziny zawieszenia między teraźniejszością, a światem letargicznych myśli
i chudych uczuć. Dopiero teraz odczuwał wyrzuty sumienia przez to co się
wydarzyło. Wreszcie dotarła do niego świadomość, że Ally również posiada
granice. Wystarczająco dotyka ją obecna sytuacja ciągłych rozjazdów, braku
czasu i wzajemnej ucieczki z życia każdego z nich. To ona była tą, mającą
problemy z własnym egzystowaniem, a mimo wszystko broniła się jak tylko mogła,
drapiąc paznokciami skórę, dusząc w sobie strach, wypłakując uczucia. Stawiała
to wszystko na drugim planie dla niego.
Przedkładała jego problemy ponad swoje, czego on nawet nie potrafił docenić.
I
teraz, kiedy tkwił na balkonie w zupełnie obcym mieście pozbawionymi iskierki
przynależności, kiedy poniekąd zrozumiał, nie miał nawet odwagi, by podnieść
telefon i do niej zadzwonić.
-
Nie jest dobrze, co? – Zza jego pleców odezwał się dobrze znany głos, a kiedy
Zayn odwrócił się, dostrzegł Nialla domykającego balkonowe drzwi.
Blondyn
wsadził dłonie do kieszeni i wolnym krokiem zbliżył się do barierki. Po drodze
jego spojrzenie zahaczyło o paczkę papierosów leżącą na małym stoliku przez co
jego usta wykrzywiły się w grymasie.
Żarzący
się popiół spadający z tlącego się papierosa unosił się w stronę miasta, by po
chwili rozmyć się w chłodnym powietrzu. Zupełnie tak jak jego uczucia.
-
Tęsknię za nią – westchnął, wydmuchując spomiędzy ust szary obłoczek dymu.
Nialler
wiedział. Doskonale orientował się jak wygląda sytuacja między tą dwójką,
dlatego też nie potrzebne mu były większe wyjaśnienia czy też nakreślanie
sytuacji. Nie potrafił jedynie zrozumieć dlaczego kluczyli wokół jednego
punktu, kiedy wyjście z labiryntu było na wyciągnięcie ręki. Zaplątani w
labiryncie słów, niedomówień, jak i zaplątani między sobą, swoim dotykiem,
oddechem, siecią błękitnych żył.
-
Zadzwoń do niej – odezwał się chłopak, jak gdyby była to najbardziej oczywista
rzecz na świecie. Zayn tylko pokręcił głową, ponownie przykładając filtr do
ust.
-
Nie rzucaj tą głową na prawo i lewo, tylko weź ten telefon do ręki i zrób z
niego użytek. Zadzwoń. Tęsknisz? Porozmawiajcie. Chcesz, żeby tu była? Poproś.
Ally nie jest osobą, która robi ludziom na złość, czy też specjalnie utrudnia
im życie. Sam powinieneś o tym wiedzieć najlepiej. I na litość boską, ona gdyby
mogła, przychyliła by ci nieba. Dlaczego nie możesz niekiedy tego zrobić dla
niej?
Zapanowała
cisza. Rysy twarzy Malika wyrażały teraz pewnego rodzaju poczucie winy. To
wyostrzały się, to z kolei łagodniały. Jedynie ciemne oczy pozostały szeroko
otwarte i bez zmiennego wyrazu.
Blondyn
wykorzystał tę chwilę, by sięgnąć po telefon bruneta, leżący tuż obok paczki z
papierosami. Wsunął przyjacielowi urządzenie do ręki, po czym poklepał go po
ramieniu.
-
Zadzwoń, Zayn. Pomożesz i sobie i jej.
Po
tych słowach wrócił do pokoju, cicho zasuwając za sobą drzwi.
Kiedy Zayn znalazł się już w
swojej sypialni, trzymana w dłoni komórka niesamowicie paliła fakturę jego
dłoni. Długie palce co chwila otwierały różne aplikacje, a na ekranie ich
miniatury przeplatane były z kontaktem opatrzonym zdjęciem uśmiechającej się
dziewczyny. Kiedy tylko kciuk miał spocząć na zielonej słuchawce, serce
podchodziło mu do gardła, a umiejętność mowy przerażająco szybko zanikała. I
tak mocował się z samym sobą dobre paręnaście minut. Dopiero po upłynięciu tego
czasu, biorąc głęboki wdech wybrał wyświetlany numer.
Sygnały ciągnęły się w
nieskończoność, i tak jak wcześniej odwlekał moment wypowiedzenia pierwszego
zdania tak teraz usilnie pragnął usłyszeć jej głos.
- Przepraszam. Ally, naprawdę przepraszam.
Nie chciałem tego wszystkiego i jest mi głupio, że dopiero teraz to wszystko do
mnie dotarło. Ale sama mówisz, że lepiej późno jak później, prawda? Zawaliłem,
wiem. Ale szlag jasny mnie zaraz trafi, jeżeli to wszystko jeszcze długo
potrwa. Nie mogę wytrzymać, kiedy się do mnie nie odzywasz. Nie mogę wytrzymać,
kiedy nie wiem co u ciebie. I nie mogę wytrzymać, kiedy nie mam nawet namiastki
twojej obecności. I, cholera, All, przepraszam i proszę, przyjedź. Bądź tutaj
tak jak kiedyś – wyrzucił z siebie niemal na wdechu, nie pozwalając jej dojść
do słowa.
Na linii zapadła cisza przerywana
jedynie jego urywanymi oddechami. Wreszcie przerwał ją szmer odsuwanego
materiału i wątłe westchnienie.
- Teraz wiesz gdzie jestem.
And I’ll keep strong for you.
*
Hold on, hold on. I’ll be, there soon.
Przestronna winda pięła się ku
górze, pokonując kolejne piętra. Mieli szczęście, że o tej porze większość osób
już spała i nie żądała, a by metalowa puszka się zatrzymała.
- Dobrze, że jesteś – odezwał się
Harry, posyłając Allei ciepły uśmiech. Pokiwała jedynie głową, spuszczając
wzrok na swoje trampki.
- Nie denerwuj się. Nie masz
czym. – Chłopak usilnie próbował przegonić zacięty wyraz jej twarzy, niestety
na próżno. Widział jak smukłe palce drżąco męczą mankiety czarnej kurtki, a
błękitne spojrzenie zieje pustką.
Kiedy charakterystyczny brzdęk
rozniósł się po wnętrzu, Styles z radością zauważył, że dotarli wreszcie na
właściwe piętro. Przepuścił pannę Bray w drzwiach i już po chwili, z dziarską miną kroczył tuż
obok niej.
- Trochę mu odbiło przez ten
czas. Mało się odzywał, dużo palił. Zostawał w pokoju, kiedy mieliśmy dni
wolne. A niekiedy normalnie bez kija nie podchodź. Czasami mi go było żal, ale
nic nie mogłem zrobić. Próbowaliśmy wszystkiego, uwierz – tłumaczył, kiedy
mijali kolejne drzwi opatrzone blaszkami z numerkiem.
- No nic, to tutaj – wskazał na
pokój umiejscowiony na samym końcu korytarza. – Gotowa?
Odparła niepewnie, łapiąc Stylesa
za nadgarstek. Spojrzał na nią pytająco, a kiedy malinowe wargi wymamrotały
ciche „dziękuję”, z jadeitowych tęczówek wydostał się błysk uśmiechu.
- Zayn? Masz gościa –
poinformował chłopak, wsadzając głowę do środka. Brunet odwrócił się w stronę
wejścia, spoglądając na przyjaciela bez większego ożywienia. Dopiero kiedy
drzwi otworzyły się na oścież, a w nich stanęła niewysoka blondynka, Malik
podniósł się do pionu.
Popatrzyła na niego z wielkim
smutkiem i przekroczywszy próg, stanęła na wprost niego.
- Zostawię was – powiedział na
odchodne Harry, po czym kiwnął porozumiewawczo Zaynowi i szybko zniknął,
domykając drewnianą powłokę.
W tym samym momencie, bez
jakiegokolwiek słowa, brunet złapał w talii ciało blondynki i przyciskając je
do siebie, zrobił kilka kroków w tył. Czuł lawendowy zapach tańczący na pasmach
jej włosów, oddychał słodkim zapachem skóry. Usiadł na zasłanym łóżku, sadowiąc
ją sobie na kolanach i mamrocząc niezrozumiałe rzeczy, podczas gdy ona cicho
łkała mu w szyję, chłonąc jego dotyk.
- Dobrze, że jesteś, bo wczoraj
znowu bolało mnie serce, a ciągle nie mam pomysłu na życie. Musisz mi pomóc, bo
od szesnastu dni pada deszcz i życie powoli zaczyna mi się rozmywać.*
Zaschnięte płuca otrzymały
zastrzyk czystego powietrza. Zaschnięte wargi musnął pocałunek żywego oddechu.
Lód w żyłach stopniał, pompując do krwiobiegu spokój. Bo nagle wszystko
wydawało się być na swoim miejscu, tak jak byś powinno, a otwarte rany zostały
przykryte subtelnym puchem tuszującym wszelkie zadrapania.
And I won’t let you surrender. And I’ll heal you if you’re broken.
*
* Jarosław Borszewicz
a/n: Przepraaaaaaszam! Minął ponad miesiąc, a ja się totalnie zagapiłam. Uwierzcie, nawet nie myślałam, że tyle się będzie działo w trakcie tych kilkudziesięciu dni. Dziękuję bardzo za trzymanie kciuków na maturach! Pisemne jakoś poszły, ale w ustne dalej nie mogę uwierzyć. Szaaaaleństwo! Tak samo jak liczba gwiazdek i wyświetleń Wake Me Up. Jeśli mam być szczera, troszkę przesłodzony ten rozdział. Takie flaki z olejem i ogólnie ble. Jeśli się skrzywiliście chociaż raz przy czytaniu, wybaczcie. Jeszcze raz dziękuję za wszystko x
Inka
@hemminzg

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz