sobota, 4 czerwca 2016

• 14. I'll be your strength.

Dla wszystkich potrzebujących własnie t a k i e j  siły.
*

It's a time when you must hold on.

Wsparte o ramę łóżka plecy kuliły się co chwila, co bynajmniej nie było spowodowane grubym kocem spoczywającym na smukłych ramionach. Z zachodu nadciągała kolejna armia kłębiastych chmur, które miały przybyć z odsieczą tym rozległym obłoczkom, usilnie powstrzymującym promienie słońca. Przez otwarte na oścież okno, do pokoju wdzierało się zimne i wilgotne powietrze, niosąc ze sobą zapach deszczu. Firanka kołysała się w rytmie uginających się w ogrodzie gałęzi, dając wrażenie, że razem z nią z sypialni uciekają wszystkie pierwiastki spokoju i radości. Cisza zawładnęła pustym domem, a jej kruchą błonę przebijał tłamszony przez materiał koca szloch.
Gorące łzy spływały po zaczerwienionych policzkach, a ucisk przy nasadzie nosa pogłębiał się wraz z kolejną falą płaczu. Usta zdążyły już wyschnąć, łapiąc strzępki powietrza, którego od czasu do czasu jej brakowało.
Nie potrafiła wytłumaczyć swojego obecnego stanu. Prawdą jest, że zawsze była podatna na aurę za oknem i niezależnie od jej woli, znacznie ciężej jej było zachować optymizm, kiedy sama pogoda zdawała się płakać i obumierać. Tym razem, to nie było to. Jakiś inny czynnik wprowadził ją w stan melancholii i żalu. Czynnik, który miał ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, karmelowe oczy i ciepło, jakiego potrzebowała. Czynnik, który na chwilę obecną egzystował gdzieś za oceanem, w innej strefie czasowej, z zupełnie innymi ludźmi, a przez to wszystko wydawało się jej, że był najzwyczajniej w innym wymiarze.
Nie pożegnała się z nim, chociaż prosił, żeby przyjechała. Nie spędziła z nim wolnego czasu, który jej obiecał. Zapomniał o ich tradycji, pozostawiając ją bez słowa. Ale to wszystko było niczym w porównaniu z chudą tęsknotą za nim samym, za jego obecnością, która karmiona kolejnymi kilometrami znacząco przybierała na wadze, podwajając swoje rozmiary.
*
And my love will be your armor, in this battlefield around you.

Stara wiklinowa huśtawka skrzypiała cichutko, kiedy dziewczęce ciało poruszało się w jej objęciach, poprawiając okrywającą chude nogi chustę. Palce co chwila przerzucały kolejne kartki książki, na których stary dąb malował barwne cienie. Ogród pachniał nadchodzącą jesienią i schnącymi liśćmi. Ally wyciągała twarz ku słońcu, łapiąc jego ostatnie, ciepłe pocałunki, nieświadomie jednak wciskając się głębiej w workowaty sweter okrywający jej ramiona.
Odganiała myśli, wygłuszała smutek, wiązała uczucia.
Nie spostrzegła, kiedy furtka otworzyła się za sprawą wysokiego szatyna. Daniel spokojnie zbliżył się w jej stronę i dopiero kiedy dzieliła ich odległość paru metrów, dziewczyna podniosła głowę znad lektury.
- Och, Ally – wymamrotał, a jego ramiona opadły w akcie rezygnacji. Ujrzał bowiem zmęczoną twarz z wyraźnie odznaczającymi się sińcami pod oczami. Splątane rzęsy wyglądały na wilgotne, a pełne usta straciły malinową barwę.
Rysy jego twarzy wyrażały współczucie i pewną dozę pobłażliwości. Szybkim ruchem wrzucił kluczyki do tylnej kieszeni jeansów, po czym dostawiając krzesło, usiadł tuż przy niej. W błękitnych tęczówkach nie zobaczył iskierek. Były matowe, uśpione.
Wzruszyła ramionami na jego reakcję, jednak nie mogła przewidzieć, że jej dolna warga niebezpiecznie zadrży. Zagryzła więc ją z całej siły i odwróciła wzrok, udając zaabsorbowanie zaznaczaniem odpowiedniego fragmentu w książce.
- Odzywał się? – zapytał ostrożnie. Pokiwała w odpowiedzi głową, zakładając przy tym kosmyk włosów za ucho. Miała wrażenie, że jej głos załamałby się, gdyby pozwoliła sobie na jakikolwiek komentarz słowny.
- Wyjaśniliście sobie wszystko? – Kolejne potrząśnięcie głową, tym razem przeczące.
- To znaczy? Coś się stało? Nie możesz cały czas milczeć, All…
Podkurczyła nogi pod brodę, zaplatając wokół nich ramiona.
- Wymieniliśmy kilka wiadomości. To wszystko.
Westchnął głęboko, prostując plecy. Omiótł wzrokiem cały ogródek, licząc na to, że Allea doda coś jeszcze. Niestety na próżno. Spojrzał więc ponownie na jej zmizerniałą twarz i poczuł dziwny ścisk w dołku.
- Tęsknisz, prawda?
I w tym momencie zachłysnęła się powietrzem na tyle, że przez dłuższą chwilę nie była w stanie się odezwać. Jedynie skinęła nieśmiało głową, uparcie unikając kontaktu wzrokowego. Wiedziała, że przyznanie się do tego niewiele zmieni. Dodatkowo nie chciała, żeby ktokolwiek widział jak się czuła. Nigdy nie lubiła, kiedy ludzie się nad nią użalali., jednak rozmowy z Danielem były inne. Dawał jej poczucie komfortu. Reagował zupełnie inaczej jak wszyscy dookoła. To tak, jakby sam tego wszystkiego już kiedyś doświadczył.
- Opowiedz mi o nim.
W niebieskich oczach pojawiło się zdziwienie. Poruszyła się więc niespokojnie w miejscu, dopiero wtedy zdając sobie sprawę, jak zmarznięte było jej ciało.
- Słucham? – zapytała cicho.
- Opowiedz mi o nim – powtórzył, rozkładając minimalnie ręce, jakby jego prośba była najprostszą rzeczą pod słońcem. – Najzwyczajniej mi o nim opowiedz. Jaki jest. Kim dla ciebie jest.
To paradoksalnie proste zadanie wydawało jej się nie do wykonania. Zapomniała słów, które tak bardzo ciążyły jej duszy. Zapomniała słów, które tak często były jej jedyną obroną. Słów, które jako jedyne mogły oddać jej samopoczucie oraz więź, jaka łączyła ją z Zaynem. To nie to, że nie wiedziała co powiedzieć. Nie wiedziała jak powiedzieć. Od czego zacząć. Jak sformułować zdania, by oddał w pełni jej przyjaciela. By na nowo wymalowały go stojącego tuż przed nią.
Dlatego też spod wpół przymkniętych powiek wyobraziła sobie duże oczy spoglądające na nią z wielką czułością. Szeroki uśmiech. Ostre rysy twarzy. Zapach jego skóry pomieszany z wonią perfum. Jego subtelny dotyk. Zachrypnięty głos. A przede wszystkim to, jak czuła się, kiedy był w pobliżu.
- On jest… on jest dość ciężką osobą. Pragnie czegoś, jednocześnie oczekując zupełnego przeciwieństwa. Nie jest do końca tak pewny siebie i zdecydowanie nie nauczyła go tego kariera. Nie jest też aż tak bardzo skryty, jakby się mogło wydawać, tylko najzwyczajniej nie lubi dzielić się z obcymi swoim życiem. Często miewa humorki i jest niesamowicie zazdrosnym człowiekiem.... Nie umie rozmawiać, a jednak kiedy się już przełamie, wypowiada tak prawdziwe słowa, że czasami mnie one aż bolą – tu zaśmiała się pod nosem, jednak zaraz wróciła do poprzedniego nastroju. – Jednak ta specyfika jest czymś wyjątkowym. Kiedy jest obok czuję się…. Tak…… bezpiecznie? Nie wiem czy jest to właściwe słowo. Ale wiem, że czuję się wtedy dobrze. Jakby wszystko było na swoim miejscu, rozumiesz? Przeraża mnie, że czasami zna mnie lepiej niżeli ja samą siebie. Nigdy nie daje się okłamać, chociaż przymyka oko na moje motanie się wśród ludzi. Dopiero kiedy jesteśmy sami, każe powiedzieć prawdę. Zawsze traktuje mnie jakbym była słaba, a jednak jak się coś stanie, mam wrażenie, że typuje mnie jako tą potrafiącą naprawić wszystko. Często ma splątane rzęsy, a na lewym oku ma plamkę, taką prawie niewidoczną. Jakby mu z tęczówki troszkę tej czekolady wypłynęło. Na plecach za to ma mały pieprzyk, tuż obok prawej łopatki. Nawet o tym nie wiedział, dopiero ja mu o tym powiedziałam. Kiedy go przytulam, czuję jak jego serce bije pod żebrami, które swoją drogą, są tak kościste, że prawie zawsze uderzę w nie podbródkiem. Nigdy mu nie rób herbaty malinowej, bo kojarzy mu się z wakacjami u babci, która cały czas dawała mu dolewki. Już ma jej po dziurki w nosie.... Kiedy o czymś myśli, zagryza lewy policzek, a do ust przyciska kciuk. Nigdy nie wiedziałam dlaczego. Nie potrafi też trzymać się swojej strony łóżka, co jest cholernie frustrujące. Zawsze spali albo nie dosmaży jajecznicy, przez co w całym domu śmierdzi. I o tym też mu nie wspominaj, bo się wyprze. - Przez chwilę miał wrażenie, że rysy jej twarzy przeszył uśmiech. - Najchętniej całe życie grałby w FIFĘ i słuchał płyta Marleya, a na obiad jadł ryż z kurczakiem, o co zawsze się kłócimy. Kiedy nie chce mu się golić, stwierdza, że jaskiniowcy też jakoś przeżyć musieli, a rozbieżność ewolucyjna wcale nie jest aż tak ogromna, żeby on musiał pozbywać się brody. – Ponownie się zaśmiała, tym razem znacznie głośniej i wdzięczniej. - Ma uczulenie na pistacje, chociaż często sobie z tego nic nie robi. Nie potrafi spać przy otwartych drzwiach, a jak ma humor, nuci sobie do snu, chociaż często mam wrażenie, że robi to bardziej dla mnie niżeli dla siebie. – Tu chlipnęła cicho, wierzchem dłoni pocierając swój policzek. – Nie lubi jak płaczę, chociaż wie, że chyba inaczej nie umiem, dlatego kiedy jesteśmy razem, pozwala mi wyć ile wlezie. Lubię jak łapie mnie za rękę, kiedy się mu nudzi, albo kiedy jest zmęczony. I często kiedy jest wyczerpany, na chwilę przed zaśnięciem mamrocze jeszcze jakąś historię i wychodzą z tego takie urwane farmazony, bo nigdy nie kończy. Lubię też pić rano kawę, bo smakuje jakoś inaczej. I uwielbiam się z nim włóczyć. Wiem, że w zasadzie się nie zgubimy, a nawet jeśli, to po godzinie szukania trafimy do celu. Jeszcze nigdy nie było tak, żebyśmy się nie znaleźli. Przy nim niczego się nie boję. Nawet ataki paniki są sporadyczne. Tylko czasami patrzy na mnie w taki dziwny sposób, że nie wiem co mam zrobić, a kiedy się odezwę, ma minę, jakbym go na czymś przyłapała. Ale taki jest. Taki trochę… mój. Rozumiesz? I tylko w niektórych chwilach mam wrażenie, że jest dla mnie kimś więcej. Ale to nieważne.
Nastała cisza, którą przecinał jedynie szum drzew. Blond kosmyki włosów muskały zaczerwienione od zimna i łez policzki, a skostniałe palce bawiły się materiałem długiego swetra, nie pozwalając na bezczynność.
Ponownie tego dnia westchnął głęboko i szybko wsunął się na miejsce tuż obok, obejmując jej talię ramieniem. Ufnie do niego przylgnęła, ponownie zalewając się łzami. I tak huśtali się z cichym skrzypem huśtawki, ukrywanym pociąganiem nosem i świstem jesiennego wiatru, a dookoła nich spadały kolorowe liście.
- Rozumiem, Ally. Wszystko rozumiem – wymamrotał, całując czubek jej głowy.
Słowami stworzyła go obok.
*
I won’t sleep till the sky is calmer. Keep on searching till I found you.
Brązowe tęczówki bez wyrazu wpatrywały się w jarzące się milionem barw miasto. Oddech wieczoru pomieszany z warem minionego dnia uderzał w pokrytą zarostem twarz, wprawiając powieki w machinalne ruchy. Chłodna balustrada wbijała się żebra o nią opierane, jednak nie poświęcał temu większej uwagi. Skupiał się na kimś oddalonym o tysiące kilometrów. O za dużo słów. O jeszcze więcej chwil zawodu. 
I najzwyczajniej tęsknił.
Obracany w palcach papieros miał za chwilę spocząć obok dwóch innych, wypalonych w ciągu tej godziny zawieszenia między teraźniejszością, a światem letargicznych myśli i chudych uczuć. Dopiero teraz odczuwał wyrzuty sumienia przez to co się wydarzyło. Wreszcie dotarła do niego świadomość, że Ally również posiada granice. Wystarczająco dotyka ją obecna sytuacja ciągłych rozjazdów, braku czasu i wzajemnej ucieczki z życia każdego z nich. To ona była tą, mającą problemy z własnym egzystowaniem, a mimo wszystko broniła się jak tylko mogła, drapiąc paznokciami skórę, dusząc w sobie strach, wypłakując uczucia. Stawiała to wszystko na drugim planie dla niego. Przedkładała jego problemy ponad swoje, czego on nawet nie potrafił docenić.
I teraz, kiedy tkwił na balkonie w zupełnie obcym mieście pozbawionymi iskierki przynależności, kiedy poniekąd zrozumiał, nie miał nawet odwagi, by podnieść telefon i do niej zadzwonić.
- Nie jest dobrze, co? – Zza jego pleców odezwał się dobrze znany głos, a kiedy Zayn odwrócił się, dostrzegł Nialla domykającego balkonowe drzwi.
Blondyn wsadził dłonie do kieszeni i wolnym krokiem zbliżył się do barierki. Po drodze jego spojrzenie zahaczyło o paczkę papierosów leżącą na małym stoliku przez co jego usta wykrzywiły się w grymasie.
Żarzący się popiół spadający z tlącego się papierosa unosił się w stronę miasta, by po chwili rozmyć się w chłodnym powietrzu. Zupełnie tak jak jego uczucia.
- Tęsknię za nią – westchnął, wydmuchując spomiędzy ust szary obłoczek dymu.
Nialler wiedział. Doskonale orientował się jak wygląda sytuacja między tą dwójką, dlatego też nie potrzebne mu były większe wyjaśnienia czy też nakreślanie sytuacji. Nie potrafił jedynie zrozumieć dlaczego kluczyli wokół jednego punktu, kiedy wyjście z labiryntu było na wyciągnięcie ręki. Zaplątani w labiryncie słów, niedomówień, jak i zaplątani między sobą, swoim dotykiem, oddechem, siecią błękitnych żył.
- Zadzwoń do niej – odezwał się chłopak, jak gdyby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Zayn tylko pokręcił głową, ponownie przykładając filtr do ust.
- Nie rzucaj tą głową na prawo i lewo, tylko weź ten telefon do ręki i zrób z niego użytek. Zadzwoń. Tęsknisz? Porozmawiajcie. Chcesz, żeby tu była? Poproś. Ally nie jest osobą, która robi ludziom na złość, czy też specjalnie utrudnia im życie. Sam powinieneś o tym wiedzieć najlepiej. I na litość boską, ona gdyby mogła, przychyliła by ci nieba. Dlaczego nie możesz niekiedy tego zrobić dla niej?
Zapanowała cisza. Rysy twarzy Malika wyrażały teraz pewnego rodzaju poczucie winy. To wyostrzały się, to z kolei łagodniały. Jedynie ciemne oczy pozostały szeroko otwarte i bez zmiennego wyrazu.
Blondyn wykorzystał tę chwilę, by sięgnąć po telefon bruneta, leżący tuż obok paczki z papierosami. Wsunął przyjacielowi urządzenie do ręki, po czym poklepał go po ramieniu.
- Zadzwoń, Zayn. Pomożesz i sobie i jej.
Po tych słowach wrócił do pokoju, cicho zasuwając za sobą drzwi.
Kiedy Zayn znalazł się już w swojej sypialni, trzymana w dłoni komórka niesamowicie paliła fakturę jego dłoni. Długie palce co chwila otwierały różne aplikacje, a na ekranie ich miniatury przeplatane były z kontaktem opatrzonym zdjęciem uśmiechającej się dziewczyny. Kiedy tylko kciuk miał spocząć na zielonej słuchawce, serce podchodziło mu do gardła, a umiejętność mowy przerażająco szybko zanikała. I tak mocował się z samym sobą dobre paręnaście minut. Dopiero po upłynięciu tego czasu, biorąc głęboki wdech wybrał wyświetlany numer.
Sygnały ciągnęły się w nieskończoność, i tak jak wcześniej odwlekał moment wypowiedzenia pierwszego zdania tak teraz usilnie pragnął usłyszeć jej głos.
- Przepraszam. Ally, naprawdę przepraszam. Nie chciałem tego wszystkiego i jest mi głupio, że dopiero teraz to wszystko do mnie dotarło. Ale sama mówisz, że lepiej późno jak później, prawda? Zawaliłem, wiem. Ale szlag jasny mnie zaraz trafi, jeżeli to wszystko jeszcze długo potrwa. Nie mogę wytrzymać, kiedy się do mnie nie odzywasz. Nie mogę wytrzymać, kiedy nie wiem co u ciebie. I nie mogę wytrzymać, kiedy nie mam nawet namiastki twojej obecności. I, cholera, All, przepraszam i proszę, przyjedź. Bądź tutaj tak jak kiedyś – wyrzucił z siebie niemal na wdechu, nie pozwalając jej dojść do słowa.
Na linii zapadła cisza przerywana jedynie jego urywanymi oddechami. Wreszcie przerwał ją szmer odsuwanego materiału i wątłe westchnienie.
- Teraz wiesz gdzie jestem.
And I’ll keep strong for you.
*
Hold on, hold on. I’ll be, there soon.
Przestronna winda pięła się ku górze, pokonując kolejne piętra. Mieli szczęście, że o tej porze większość osób już spała i nie żądała, a by metalowa puszka się zatrzymała.
- Dobrze, że jesteś – odezwał się Harry, posyłając Allei ciepły uśmiech. Pokiwała jedynie głową, spuszczając wzrok na swoje trampki.
- Nie denerwuj się. Nie masz czym. – Chłopak usilnie próbował przegonić zacięty wyraz jej twarzy, niestety na próżno. Widział jak smukłe palce drżąco męczą mankiety czarnej kurtki, a błękitne spojrzenie zieje pustką.
Kiedy charakterystyczny brzdęk rozniósł się po wnętrzu, Styles z radością zauważył, że dotarli wreszcie na właściwe piętro. Przepuścił pannę Bray w drzwiach i już po chwili, z dziarską miną kroczył tuż obok niej.
- Trochę mu odbiło przez ten czas. Mało się odzywał, dużo palił. Zostawał w pokoju, kiedy mieliśmy dni wolne. A niekiedy normalnie bez kija nie podchodź. Czasami mi go było żal, ale nic nie mogłem zrobić. Próbowaliśmy wszystkiego, uwierz – tłumaczył, kiedy mijali kolejne drzwi opatrzone blaszkami z numerkiem.
- No nic, to tutaj – wskazał na pokój umiejscowiony na samym końcu korytarza. – Gotowa?
Odparła niepewnie, łapiąc Stylesa za nadgarstek. Spojrzał na nią pytająco, a kiedy malinowe wargi wymamrotały ciche „dziękuję”, z jadeitowych tęczówek wydostał się błysk uśmiechu.
- Zayn? Masz gościa – poinformował chłopak, wsadzając głowę do środka. Brunet odwrócił się w stronę wejścia, spoglądając na przyjaciela bez większego ożywienia. Dopiero kiedy drzwi otworzyły się na oścież, a w nich stanęła niewysoka blondynka, Malik podniósł się do pionu.
Popatrzyła na niego z wielkim smutkiem i przekroczywszy próg, stanęła na wprost niego.
- Zostawię was – powiedział na odchodne Harry, po czym kiwnął porozumiewawczo Zaynowi i szybko zniknął, domykając drewnianą powłokę.
W tym samym momencie, bez jakiegokolwiek słowa, brunet złapał w talii ciało blondynki i przyciskając je do siebie, zrobił kilka kroków w tył. Czuł lawendowy zapach tańczący na pasmach jej włosów, oddychał słodkim zapachem skóry. Usiadł na zasłanym łóżku, sadowiąc ją sobie na kolanach i mamrocząc niezrozumiałe rzeczy, podczas gdy ona cicho łkała mu w szyję, chłonąc jego dotyk.
- Dobrze, że jesteś, bo wczoraj znowu bolało mnie serce, a ciągle nie mam pomysłu na życie. Musisz mi pomóc, bo od szesnastu dni pada deszcz i życie powoli zaczyna mi się rozmywać.*
Zaschnięte płuca otrzymały zastrzyk czystego powietrza. Zaschnięte wargi musnął pocałunek żywego oddechu. Lód w żyłach stopniał, pompując do krwiobiegu spokój. Bo nagle wszystko wydawało się być na swoim miejscu, tak jak byś powinno, a otwarte rany zostały przykryte subtelnym puchem tuszującym wszelkie zadrapania.
And I won’t let you surrender. And I’ll heal you if you’re broken.
*
* Jarosław Borszewicz

            


a/n: Przepraaaaaaszam! Minął ponad miesiąc, a ja się totalnie zagapiłam. Uwierzcie, nawet nie myślałam, że tyle się będzie działo w trakcie tych kilkudziesięciu dni. Dziękuję bardzo za trzymanie kciuków na maturach! Pisemne jakoś poszły, ale w ustne dalej nie mogę uwierzyć. Szaaaaleństwo! Tak samo jak liczba gwiazdek i wyświetleń Wake Me Up. Jeśli mam być szczera, troszkę przesłodzony ten rozdział. Takie flaki z olejem i ogólnie ble. Jeśli się skrzywiliście chociaż raz przy czytaniu, wybaczcie. Jeszcze raz dziękuję za wszystko x
Inka

@hemminzg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz