Bo dzisiaj tęsknię jeszcze bardziej. Bo z najmniejszym detalem wracam. Bo z każdym oddechem chcę być bliżej Ciebie.
I can see the stars from America. I wonder, do you see them, too?
*
Zapach piżmu wypełniał senną
przestrzeń pomieszczenia, kiedy mleczna poświata księżyca wlewała się do
wnętrza, mieszając się z blaskiem gwiazd. Cienie zasłon lubieżnie wyciągały się
po panelach, sięgając zwiniętej w kłębek postaci, przykrytej grubą warstwą
kołdry.
Zima przyszła znienacka,
odganiając od siebie smutne spojrzenie jesieni. Przyniosła ze sobą jedynie
więcej chłodu i melancholię rozciągniętą na śnieżnym niebie. Zmrożona ziemia
wydawała się być niezwykle jałowa, przez co samopoczucie ziemi Allei również
wydawało się nie poprawiać.
Jednym z elementów grudniowych
dni była nasilona bezsenność. Może to za sprawą mroku, który spowijał wszystko
dookoła w momencie kiedy otwierała rano oczy po raz pierwszy, jak i w momencie,
kiedy przekraczała próg domu po zajęciach. Kiedy jednak senne objęcia
przyjemnie ją kołysały, przeszywane zostawały przez nagłe, senne mary, plączące
wszystkie myśli i siejące chwasty strachu przed kolejnym zmrużeniem oczu.
Często ratowała ją Summer, która
zostawała na noc albo zapraszała do siebie. Swoim ciepłym uosobieniem odsuwała
wszelkie złe myśli. I rzeczywiście, kojarzyła się z czystym latem, a z kolei
to, budziło we wnętrzu Ally same najwspanialsze wspomnienia.
Beztroskość. Długie godziny rozmów. Ciepło promieni słońca.
Szczery śmiech. Przyjazny dotyk. Chęć pozostania w danej chwili na dłużej.
Piły granatowe wino, pochłaniały
kolejne porcje pizzy albo oglądały najróżniejsze filmy, których przekrój
oscylował między klasykami kina niemego z Charlie Champlinem i Louise Brooks na
czele, aż po błahe komedie romantyczne z wdzięcznym Adamem Sandlerem.
To wszystko w jakiś sposób
pozwalało zapełnić pustkę zionącą z jej wnętrza i pragnienie Jego obecności. Bez niego zdawała się
być samotna. Samotna w swoim strachu. Pośród swoich czterech ścian, w obcym
mieście. Otaczali ją ludzie, jednak żaden z nich nie był Nim. Jej specyficznym domem, jej lekarstwem. Chłodnym powietrzem
owiewającym zaschnięte płuca. Sama pośród miliona ludzi. Taka właśnie była.
Czasami tylko zapominała, że owa samotność jest jej paradoksalną siłą,
pozwalającą codziennie funkcjonować. Samemu.
Tego wieczoru nie było jednak
Summer. Nie było Dana. Nie było nawału nauki, pozwalającego zająć myśli. Była
ona sama. Łóżko, które wydawało się być czeluścią oceanicznego odmętu. Obcość
zawieszona pod sufitem. I brak jego obecności. Zapach lawendy skakał jedynie
między jasnymi pasmami włosów, czasami turlając się po gładkich policzkach,
harcując cicho między długimi rzęsami.
A ona oddychała. Spłycała oddech,
przymykała powieki. Czasami niespokojnie się poruszała, zmieniając pozycję.
Czasami siadała na łóżku, spoglądając na blady cień nocy na jej pościeli.
Jednak większą część czasu spędziła na wpatrywaniu się w jaśniutkie gwiazdki
zaczepione na sklepieniu jej sufitu, które miały dodawać odwagi.
Tę serenadę tęsknoty i
bezsenności przerwał dźwięk telefonu, ukrytego pod poduszką.
- Nie śpisz, prawda? – odezwał
się zachrypniętym głosem po drugiej stronie.
- Dochodzi piąta nad ranem, a ja
praktycznie w ogóle nie zmrużyłam oka – odparła szeptem, bojąc się spłoszyć
ewentualnie nadchodzący sen.
- Mi też to niespecjalnie
ostatnio wychodzi…. Wszystko przez ciebie.
Poruszała się wśród pościeli,
kładąc się na prawy boku. Włączyła głośnik i przycisnąwszy poduszkę do
policzka, spojrzała na we fragment nieba, widocznego z okna.
- Przeze mnie? To przecież ty
mnie... zostawiłeś. Tak, właśnie! Zostawiłeś mnie samą w pustym mieście, w którym pełno jest tylko twojej
nieobecności.*
Po drugiej stronie rozległo się
długie westchnienie. Wiedział, że siedzą w tym oboje. Ułożył się wygodniej na
łóżku, uprzednio uchylając drzwi balkonowe tak, by oczyszczenie nocy w
jakikolwiek stopniu go musnęło. Słyszał jedynie przytłumiony gwar ulic
budzących się do życia po zachodzie słońca. Jedynie gwiazdy i księżyc były
wyjątkowo nierozmowne. W końcu wpatrywali się dokładnie w te same obiekty, mimo
że dzielił ich ocean.
Wtedy coś mu przyszło do głowy.
Jedyny sposób, by choć na chwilę wrócić do niej. Wrócić do ich wspólnych
czasów. Robił to wiele razy, kiedy wspólnie zasypiali, więc czemu by nie
spróbować. Peszyła go jedynie obcość miasta i obecność przypadkowych czterech
ścian hotelu.
- To tylko kolejna noc.
A ja wpatruję się w księżyc. Zobaczyłem spadającą gwiazdę i pomyślałem o tobie –
zanucił cicho, a ona zamarła. - Zaśpiewałem kołysankę nad brzegiem wody i
wiedziałem, że gdybyś tu była, zaśpiewałbym ją dla ciebie. Jesteś po drugiej
stronie, tak jak niebo dzieli się na dwie części. Jestem mile od tego, by cię
zobaczyć. Ale widzę gwiazdy na niebie Ameryki i zastanawiam się, czy ty też je
widzisz. **
Nie wiedziała ja, jednak jego
głos przeszywał każdą komórkę jej ciała, obdarzając je osobistą dawką
melatoniny. Jej organizm powoli spowijał sen. Wsłuchiwała się w miarowe oddechy
i szeptane słowa. Tylko wyjątkowo przyjemne szczypanie pod powiekami nie
pozwalało w pełni zamknąć oczu.
- Więc otwórz oczy i zobacz to, jak nasze horyzonty łączą się ze sobą. A wszystkie te światła poprowadzą do nocy ze mną. I
wiem że te blizny będą krwawić,
ale oba nasze serca wierzą, że te wszystkie gwiazdy pokierują nas do domu.
Półuśmiech przeszył jej twarz,
kiedy melodia wymieszana ze świstem sygnału odbijała się od najgłębszych zakamarków
jej umysłu.
Poczuła to.
Poczuła spokój. Poczuła dotyk snu. Po czuła jego obecność. Tak, jakby leżał tuż obok niej i mamrotał słowa piosenki w półśnie. Spojrzała na skrawek nieba, na którym skrzyły się srebrne punkciki i poczuła się jak w domu.
Poczuła to.
Poczuła spokój. Poczuła dotyk snu. Po czuła jego obecność. Tak, jakby leżał tuż obok niej i mamrotał słowa piosenki w półśnie. Spojrzała na skrawek nieba, na którym skrzyły się srebrne punkciki i poczuła się jak w domu.
I tak zasnęli, z telefonami pod
uszami, międzykontynentalną przestrzeni zawartą w jednym połączeniu i słowami
kołysanki powtarzanej przez objęcia nocy.
Nadszedł w jego życiu taki etap,
kiedy wszystko mu przypominało o domu, co było równoznaczne z przywoływaniem
postaci niebieskookiej dziewczyna. Zwyczajna piosenka, którą skatowali umyślnym
fałszowaniem, kobieta zamawiająca przed nim jej ulubione lody wiśniowe, zapach lawendy na
półkach drogerii. Wszystko to prowadziło to do niej, w myślach wypuszczając
słowa owej piosenki. Nucił ją przemieszczając się między miastami, podczas
samotnych nocy, kiedy frunął wysoko między kontynentami. Tak wysoko, że z nieba
wydawał się być jedynie niewyraźnie gasnącą gwiazdą.
Tę samą piosenkę śpiewał w
skwarze brazylijskiego słońca, w chłodzie Oregonu, pod złocisto-różowym niebem
Francji i między echem kanałów Amsterdamu. Odwiedziła to miasto bez niego.
Nadarzyła się bowiem okazja, więc nie mogła czekać w nieskończoność, aż ją tam
zabierze. I mimo spełnionego marzenia, jakim było spacerowanie wzdłuż
ustawionych barek i przejażdżki na holenderskim rowerze jako pasażer, nie
cieszyła się należycie. Nie dokonała tego z nim, co w pewien sposób umniejszało
siły wyczekiwanej podróży. Tego dnia ponownie przytuliła ją tęsknota, jednak
jej uścisk był nieco zbyt silny. Dusił gardło i miażdżył krtań, przez co
tłamszony szloch powodował czkawkę. I wtedy zadzwoniła do niego. Tak wyśpiewał
drugą zwrotkę piosenki, opowiadając w niej wszystko, co mu towarzyszyło.
- Słyszę twoje serce w rytm
melodii radia. Grają „Chasing cars” i pomyślałem o nas. Wracam do czasów, kiedy
leżałaś obok mnie. Popatrzyłem wtedy w bok i się zakochałem – nucił,
a ona zapadała w sen pod niebem Holandii. – Więc wziąłem cię za rękę, z
powrotem przez krainy i drogi, które poznałem. Wszystko prowadziło mnie z
powrotem do ciebie.
Obojga zadziwiał fakt, jak
minimalistyczne rzeczy mogą sprawić, że przez chwilę człowiek czuje się jak u
siebie. Drobne rzeczy przywołują na myśl dom, przedzierając się przez kotary
codzienności, problemów i wyzwań. Dają spokój. Na chwilę zatrzymują czas.
- Więc czy dostrzegasz gwiazdy
nad Amsterdamem?**
Uchyliwszy powieki, dostrzegła
skrzący się firmament nieba. Zmęczone kąciki ust powędrowały minimalnie ku górze,
a ona poczuła się jak w domu. Bez dystansu. Bez stref czasowych. Jakby był tuż
przy niej.
All of these stars will guide us home.
*
Back to the time, you were lying next to me.
Czarny telewizor wmontowany w
ścianę autobusu wydawał z siebie głośne dźwięki, za sprawą biegających po
pilocie palców Zayna. Do dotarcia do kolejnej areny zostało dobre kilka godzin,
dlatego też zespół próbował zabić czas na różne sposoby. Jedni spali, inni
czytali książkę, a niektórzy bezcelowo leżeli na kanapie, wpatrując się
kolorowy ekran.
- Zmień to ścierwo, bo zaraz mi
się mózg zlasuje – wymamrotał Harry, przykładając poduszkę do twarzy. Zayn
mruknął coś pod nosem, rzeczywiście zmieniając kanał, jednak nie zdobył się na
poszukanie czegoś bardziej ambitnego.
- A, właśnie. Miałem pytać. Wiesz
co robi Ally w przyszłym miesiącu?
Malik w momencie wyprostował się
na swoim miejscu, jednak dalej wpatrywał się w biegające po ekranie postaci.
- Chyba wtedy jakieś prace
zaliczeniowe.
- Myślisz, że zgodziłaby się ze
mną pójść na ten bankiet? – zapytał ponownie Style, jak gdyby nigdy nic.
Tego już było za wiele jak na
nerwy bruneta. Jak oparzony odwrócił się w stronę przyjaciela, na moment
zawieszając na nim kpiący wzrok.
- Chyba cię pojebało, stary –
wyrzucił z siebie. – Wystarczy, że z Danem muszę się nią dzielić.
- Ale przecież mówiłeś, że on…
- I co z tego? Mimo wszystko
trzyma się za blisko niej.
Harry uśmiechnął się pod nosem,
spoglądając na Liama, który w tym samym momencie podniósł oczy znad książki.
- Zresztą, Ally idzie ze
mną – oznajmił Malik po chwili ciszy, kiedy wraz z zielonookim powrócili do
śledzenia losów przypadkowego bohatera.
- Myślałem, że zabierasz… - Harry
próbował się bronić, jednak ponownie nie było mu to dane.
- To nieistotne.
- Nie pozwolisz mi skończyć,
prawda? – żachnął się, zakładając dłonie na piersi. Ta uwaga została jednak
zignorowana, a jedyny odzew jaki wywołała to cichy śmiech bruneta.
- To może zapytam inaczej. Czy
All o niej wie?
I to pytanie również nie
doczekało się odpowiedzi.
Odezwały się za to wyrzuty sumienia i balansujące na granicy rozdarcia zaufanie.
Odezwały się za to wyrzuty sumienia i balansujące na granicy rozdarcia zaufanie.
So open your eyes and see the way our horizons meet.
*
And
all of the lights will lead into the night with me.
- Wracam
obładowana niczym baktrian. Krążenia w dłoniach już nie mam i zaraz mi ręce
amputują. Jest mi zimno gorzej jak Rose na tych zakichanych drzwiach, dochodzę
do drzwi wejściowych i nagle gorzej jak salwa honorowa, pękają mi siatki. I to
z takim hukiem, że zastanawiałam się czy to przez przypadek nie echo z
Hiroszimy. Czekałam tylko na ewentualny chórek śpiewający mi „You are an idiot”!
– Potok słów opuszczał jej usta, a Zayn z każdą sekundą był bliższy trwałemu
uszkodzeniu mięśni brzucha ze względu na jego intensywne skurcze wywołane falą
śmiechu. – Myślałam, że się popłaczę! I wracałam się kilkadziesiąt metrów, do
miejsca, gdzie zrobiła się dziura, przez którą zdążyły mi już wypaść dwa
jabłka.
W
momencie Ally zmuszona była się uspokoić ze względu na głos dochodzący z
kuchni.
-
Jesteś? Zaraz będę gotowa! – krzyknęła w głąb mieszkania, by zaraz zwrócić się
do Zayna znajdującego się po drugiej stronie ekranu. – Przepraszam cię, ale Dan
przyszedł. Idziemy na najlepsiejsze naleśniki we wschodnim Londynie!
-
Musisz ograniczyć czas spędzany z Summer. Zaczynasz mówić jak ona – zażartował Malik,
starając się ukryć rozczarowanie zbliżającym się końcem konwersacji.
-
Och, wybacz, ale to było zamierzone. Szybciej będziesz chciał się mnie pozbyć –
zaśmiała się, ściągając z oparcia łóżka sweter, który szybko przełożyła przez
głowę.
- Następnym razem na zakupy weź
koszyk – poradził, kiedy Ally miała się już rozłączyć.
- Na bank! To może jeszcze wózek?
- Zapytaj w Tesco. Może dla
takich sierotek dają gratis. – Posłała mu kpiące spojrzenie i już kierowała się
do wyjścia, kiedy ponownie się odezwał.
- All?
- Tak?
Odwróciła się przez ramię,
uśmiechając się ciepło, a on zamarł. Nie był gotowy, żeby jej o wszystkim
powiedzieć. Przede wszystkim uświadomił sobie to w momencie, kiedy na niego
spojrzała. Zdał sobie sprawę, że droga, którą obrał nie do końca jest zgodna z
tym, czego sam chce, jednak co do jednej rzeczy był przekonany. Nie chciał w
dalszym ciągu zatajać przed nią prawdy.
- Musisz kogoś poznać – wydusił wreszcie.
- Och. Jasne – odparła, a jemu
się zdawało, że cień strachu przysiadł na porcelanowej twarzy. Była
zdezorientowana, jednak czuł, że wiedziała co się święciło. Coś, co spowoduje,
że już nie będzie jak dawniej. – Z miłą chęcią – dodała nieco ciszej.
You're on the other side as the skyline splits in two.
~
*Agnieszka
Osiecka i Jeremi Przybora – Listy na wyczerpanym papierze
**
Ed Sheeran – All of the Stars
Od autorki: Czeeeeść! Od dwóch miesięcy się tutaj nic nie pojawiło. Poniekąd czekałam na odpowiedni moment, poniekąd brakowało mi czasu. A poniekąd również wena zawiodła i zapasy rozdziałów topią się w zastraszającym tempie.
Jednak to właśnie dziś oddaję Wam ten rozdział, który powoli zaczyna mieć niesamowicie wymowny i sentymentalny charakter. Bo jestem bardzo daleko od rodzinnych stron. Bo trochę się pogubiłam. Bo wszystko, dosłownie wszystko jest nowe, a najmniejszy detal sprowadza mnie z powrotem. Z powrotem do mojego domu.
Codziennie spotykam to, o czym pisała Osiecka do Przybory - nieobecność ziejącą z każdego zaułka miasta.
Oficjalnie jestem studentką! Możecie mi składać kondolencje.
Do napisania!
I. xx

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz