poniedziałek, 3 października 2016

• 17. Everything led back to you.

Bo dzisiaj tęsknię jeszcze bardziej. Bo z najmniejszym detalem wracam. Bo z każdym oddechem chcę być bliżej Ciebie.

I can see the stars from America. I wonder, do you see them, too?

*

Zapach piżmu wypełniał senną przestrzeń pomieszczenia, kiedy mleczna poświata księżyca wlewała się do wnętrza, mieszając się z blaskiem gwiazd. Cienie zasłon lubieżnie wyciągały się po panelach, sięgając zwiniętej w kłębek postaci, przykrytej grubą warstwą kołdry.
Zima przyszła znienacka, odganiając od siebie smutne spojrzenie jesieni. Przyniosła ze sobą jedynie więcej chłodu i melancholię rozciągniętą na śnieżnym niebie. Zmrożona ziemia wydawała się być niezwykle jałowa, przez co samopoczucie ziemi Allei również wydawało się nie poprawiać.
Jednym z elementów grudniowych dni była nasilona bezsenność. Może to za sprawą mroku, który spowijał wszystko dookoła w momencie kiedy otwierała rano oczy po raz pierwszy, jak i w momencie, kiedy przekraczała próg domu po zajęciach. Kiedy jednak senne objęcia przyjemnie ją kołysały, przeszywane zostawały przez nagłe, senne mary, plączące wszystkie myśli i siejące chwasty strachu przed kolejnym zmrużeniem oczu.
Często ratowała ją Summer, która zostawała na noc albo zapraszała do siebie. Swoim ciepłym uosobieniem odsuwała wszelkie złe myśli. I rzeczywiście, kojarzyła się z czystym latem, a z kolei to, budziło we wnętrzu Ally same najwspanialsze wspomnienia.
Beztroskość. Długie godziny rozmów. Ciepło promieni słońca. Szczery śmiech. Przyjazny dotyk. Chęć pozostania w danej chwili na dłużej.
Piły granatowe wino, pochłaniały kolejne porcje pizzy albo oglądały najróżniejsze filmy, których przekrój oscylował między klasykami kina niemego z Charlie Champlinem i Louise Brooks na czele, aż po błahe komedie romantyczne z wdzięcznym Adamem Sandlerem.
To wszystko w jakiś sposób pozwalało zapełnić pustkę zionącą z jej wnętrza i pragnienie Jego obecności. Bez niego zdawała się być samotna. Samotna w swoim strachu. Pośród swoich czterech ścian, w obcym mieście. Otaczali ją ludzie, jednak żaden z nich nie był Nim. Jej specyficznym domem, jej lekarstwem. Chłodnym powietrzem owiewającym zaschnięte płuca. Sama pośród miliona ludzi. Taka właśnie była. Czasami tylko zapominała, że owa samotność jest jej paradoksalną siłą, pozwalającą codziennie funkcjonować. Samemu.
Tego wieczoru nie było jednak Summer. Nie było Dana. Nie było nawału nauki, pozwalającego zająć myśli. Była ona sama. Łóżko, które wydawało się być czeluścią oceanicznego odmętu. Obcość zawieszona pod sufitem. I brak jego obecności. Zapach lawendy skakał jedynie między jasnymi pasmami włosów, czasami turlając się po gładkich policzkach, harcując cicho między długimi rzęsami.
A ona oddychała. Spłycała oddech, przymykała powieki. Czasami niespokojnie się poruszała, zmieniając pozycję. Czasami siadała na łóżku, spoglądając na blady cień nocy na jej pościeli. Jednak większą część czasu spędziła na wpatrywaniu się w jaśniutkie gwiazdki zaczepione na sklepieniu jej sufitu, które miały dodawać odwagi.
Tę serenadę tęsknoty i bezsenności przerwał dźwięk telefonu, ukrytego pod poduszką.
- Nie śpisz, prawda? – odezwał się zachrypniętym głosem po drugiej stronie.
- Dochodzi piąta nad ranem, a ja praktycznie w ogóle nie zmrużyłam oka – odparła szeptem, bojąc się spłoszyć ewentualnie nadchodzący sen.
- Mi też to niespecjalnie ostatnio wychodzi…. Wszystko przez ciebie.
Poruszała się wśród pościeli, kładąc się na prawy boku. Włączyła głośnik i przycisnąwszy poduszkę do policzka, spojrzała na we fragment nieba, widocznego z okna.
- Przeze mnie? To przecież ty mnie... zostawiłeś. Tak, właśnie! Zostawiłeś mnie samą w pustym mieście, w którym pełno jest tylko twojej nieobecności.*
Po drugiej stronie rozległo się długie westchnienie. Wiedział, że siedzą w tym oboje. Ułożył się wygodniej na łóżku, uprzednio uchylając drzwi balkonowe tak, by oczyszczenie nocy w jakikolwiek stopniu go musnęło. Słyszał jedynie przytłumiony gwar ulic budzących się do życia po zachodzie słońca. Jedynie gwiazdy i księżyc były wyjątkowo nierozmowne. W końcu wpatrywali się dokładnie w te same obiekty, mimo że dzielił ich ocean.
Wtedy coś mu przyszło do głowy. Jedyny sposób, by choć na chwilę wrócić do niej. Wrócić do ich wspólnych czasów. Robił to wiele razy, kiedy wspólnie zasypiali, więc czemu by nie spróbować. Peszyła go jedynie obcość miasta i obecność przypadkowych czterech ścian hotelu.
- To tylko kolejna noc. A ja wpatruję się w księżyc. Zobaczyłem spadającą gwiazdę i pomyślałem o tobie – zanucił cicho, a ona zamarła. - Zaśpiewałem kołysankę nad brzegiem wody i wiedziałem, że gdybyś tu była, zaśpiewałbym ją dla ciebie. Jesteś po drugiej stronie, tak jak niebo dzieli się na dwie części. Jestem mile od tego, by cię zobaczyć. Ale widzę gwiazdy na niebie Ameryki i zastanawiam się, czy ty też je widzisz. **
Nie wiedziała ja, jednak jego głos przeszywał każdą komórkę jej ciała, obdarzając je osobistą dawką melatoniny. Jej organizm powoli spowijał sen. Wsłuchiwała się w miarowe oddechy i szeptane słowa. Tylko wyjątkowo przyjemne szczypanie pod powiekami nie pozwalało w pełni zamknąć oczu.
- Więc otwórz oczy i zobacz to, jak nasze horyzonty łączą się ze sobą. A wszystkie te światła poprowadzą do nocy ze mną. I wiem że te blizny będą krwawić, ale oba nasze serca wierzą, że te wszystkie gwiazdy pokierują nas do domu.
Półuśmiech przeszył jej twarz, kiedy melodia wymieszana ze świstem sygnału odbijała się od najgłębszych zakamarków jej umysłu. 
Poczuła to. 
Poczuła spokój. Poczuła dotyk snu. Po czuła jego obecność. Tak, jakby leżał tuż obok niej i mamrotał słowa piosenki w półśnie. Spojrzała na skrawek nieba, na którym skrzyły się srebrne punkciki i poczuła się jak w domu.
I tak zasnęli, z telefonami pod uszami, międzykontynentalną przestrzeni zawartą w jednym połączeniu i słowami kołysanki powtarzanej przez objęcia nocy.
Nadszedł w jego życiu taki etap, kiedy wszystko mu przypominało o domu, co było równoznaczne z przywoływaniem postaci niebieskookiej dziewczyna. Zwyczajna piosenka, którą skatowali umyślnym fałszowaniem, kobieta zamawiająca przed nim jej ulubione lody wiśniowe, zapach lawendy na półkach drogerii. Wszystko to prowadziło to do niej, w myślach wypuszczając słowa owej piosenki. Nucił ją przemieszczając się między miastami, podczas samotnych nocy, kiedy frunął wysoko między kontynentami. Tak wysoko, że z nieba wydawał się być jedynie niewyraźnie gasnącą gwiazdą.
Tę samą piosenkę śpiewał w skwarze brazylijskiego słońca, w chłodzie Oregonu, pod złocisto-różowym niebem Francji i między echem kanałów Amsterdamu. Odwiedziła to miasto bez niego. Nadarzyła się bowiem okazja, więc nie mogła czekać w nieskończoność, aż ją tam zabierze. I mimo spełnionego marzenia, jakim było spacerowanie wzdłuż ustawionych barek i przejażdżki na holenderskim rowerze jako pasażer, nie cieszyła się należycie. Nie dokonała tego z nim, co w pewien sposób umniejszało siły wyczekiwanej podróży. Tego dnia ponownie przytuliła ją tęsknota, jednak jej uścisk był nieco zbyt silny. Dusił gardło i miażdżył krtań, przez co tłamszony szloch powodował czkawkę. I wtedy zadzwoniła do niego. Tak wyśpiewał drugą zwrotkę piosenki, opowiadając w niej wszystko, co mu towarzyszyło.
- Słyszę twoje serce w rytm melodii radia. Grają „Chasing cars” i pomyślałem o nas. Wracam do czasów, kiedy leżałaś obok mnie. Popatrzyłem wtedy w bok i się zakochałem – nucił, a ona zapadała w sen pod niebem Holandii. – Więc wziąłem cię za rękę, z powrotem przez krainy i drogi, które poznałem. Wszystko prowadziło mnie z powrotem do ciebie.
Obojga zadziwiał fakt, jak minimalistyczne rzeczy mogą sprawić, że przez chwilę człowiek czuje się jak u siebie. Drobne rzeczy przywołują na myśl dom, przedzierając się przez kotary codzienności, problemów i wyzwań. Dają spokój. Na chwilę zatrzymują czas.
- Więc czy dostrzegasz gwiazdy nad Amsterdamem?**
Uchyliwszy powieki, dostrzegła skrzący się firmament nieba. Zmęczone kąciki ust powędrowały minimalnie ku górze, a ona poczuła się jak w domu. Bez dystansu. Bez stref czasowych. Jakby był tuż przy niej.

All of these stars will guide us home.
*
Back to the time, you were lying next to me.

Czarny telewizor wmontowany w ścianę autobusu wydawał z siebie głośne dźwięki, za sprawą biegających po pilocie palców Zayna. Do dotarcia do kolejnej areny zostało dobre kilka godzin, dlatego też zespół próbował zabić czas na różne sposoby. Jedni spali, inni czytali książkę, a niektórzy bezcelowo leżeli na kanapie, wpatrując się kolorowy ekran.
- Zmień to ścierwo, bo zaraz mi się mózg zlasuje – wymamrotał Harry, przykładając poduszkę do twarzy. Zayn mruknął coś pod nosem, rzeczywiście zmieniając kanał, jednak nie zdobył się na poszukanie czegoś bardziej ambitnego.
- A, właśnie. Miałem pytać. Wiesz co robi Ally w przyszłym miesiącu?
Malik w momencie wyprostował się na swoim miejscu, jednak dalej wpatrywał się w biegające po ekranie postaci.
- Chyba wtedy jakieś prace zaliczeniowe.
- Myślisz, że zgodziłaby się ze mną pójść na ten bankiet? – zapytał ponownie Style, jak gdyby nigdy nic.
Tego już było za wiele jak na nerwy bruneta. Jak oparzony odwrócił się w stronę przyjaciela, na moment zawieszając na nim kpiący wzrok.
- Chyba cię pojebało, stary – wyrzucił z siebie. – Wystarczy, że z Danem muszę się nią dzielić.
- Ale przecież mówiłeś, że on…
- I co z tego? Mimo wszystko trzyma się za blisko niej.
Harry uśmiechnął się pod nosem, spoglądając na Liama, który w tym samym momencie podniósł oczy znad książki.
- Zresztą,  Ally idzie ze mną – oznajmił Malik po chwili ciszy, kiedy wraz z zielonookim powrócili do śledzenia losów przypadkowego bohatera.
- Myślałem, że zabierasz… - Harry próbował się bronić, jednak ponownie nie było mu to dane.
- To nieistotne.
- Nie pozwolisz mi skończyć, prawda? – żachnął się, zakładając dłonie na piersi. Ta uwaga została jednak zignorowana, a jedyny odzew jaki wywołała to cichy śmiech bruneta.
- To może zapytam inaczej. Czy All o niej wie?
I to pytanie również nie doczekało się odpowiedzi.
Odezwały się za to wyrzuty sumienia i balansujące na granicy rozdarcia zaufanie.
So open your eyes and see the way our horizons meet.
*
                And all of the lights will lead into the night with me.
            - Wracam obładowana niczym baktrian. Krążenia w dłoniach już nie mam i zaraz mi ręce amputują. Jest mi zimno gorzej jak Rose na tych zakichanych drzwiach, dochodzę do drzwi wejściowych i nagle gorzej jak salwa honorowa, pękają mi siatki. I to z takim hukiem, że zastanawiałam się czy to przez przypadek nie echo z Hiroszimy. Czekałam tylko na ewentualny chórek śpiewający mi „You are an idiot”! – Potok słów opuszczał jej usta, a Zayn z każdą sekundą był bliższy trwałemu uszkodzeniu mięśni brzucha ze względu na jego intensywne skurcze wywołane falą śmiechu. – Myślałam, że się popłaczę! I wracałam się kilkadziesiąt metrów, do miejsca, gdzie zrobiła się dziura, przez którą zdążyły mi już wypaść dwa jabłka.
            W momencie Ally zmuszona była się uspokoić ze względu na głos dochodzący z kuchni.
            - Jesteś? Zaraz będę gotowa! – krzyknęła w głąb mieszkania, by zaraz zwrócić się do Zayna znajdującego się po drugiej stronie ekranu. – Przepraszam cię, ale Dan przyszedł. Idziemy na najlepsiejsze naleśniki we wschodnim Londynie!
            - Musisz ograniczyć czas spędzany z Summer. Zaczynasz mówić jak ona – zażartował Malik, starając się ukryć rozczarowanie zbliżającym się końcem konwersacji.
            - Och, wybacz, ale to było zamierzone. Szybciej będziesz chciał się mnie pozbyć – zaśmiała się, ściągając z oparcia łóżka sweter, który szybko przełożyła przez głowę.
- Następnym razem na zakupy weź koszyk – poradził, kiedy Ally miała się już rozłączyć.
- Na bank! To może jeszcze wózek?
- Zapytaj w Tesco. Może dla takich sierotek dają gratis. – Posłała mu kpiące spojrzenie i już kierowała się do wyjścia, kiedy ponownie się odezwał.
- All?
- Tak?
Odwróciła się przez ramię, uśmiechając się ciepło, a on zamarł. Nie był gotowy, żeby jej o wszystkim powiedzieć. Przede wszystkim uświadomił sobie to w momencie, kiedy na niego spojrzała. Zdał sobie sprawę, że droga, którą obrał nie do końca jest zgodna z tym, czego sam chce, jednak co do jednej rzeczy był przekonany. Nie chciał w dalszym ciągu zatajać przed nią prawdy.
- Musisz kogoś poznać – wydusił wreszcie.
- Och. Jasne – odparła, a jemu się zdawało, że cień strachu przysiadł na porcelanowej twarzy. Była zdezorientowana, jednak czuł, że wiedziała co się święciło. Coś, co spowoduje, że już nie będzie jak dawniej. – Z miłą chęcią – dodała nieco ciszej.

You're on the other side as the skyline splits in two.
~
                *Agnieszka Osiecka i Jeremi Przybora – Listy na wyczerpanym papierze
                ** Ed Sheeran – All of the Stars



Od autorki: Czeeeeść! Od dwóch miesięcy się tutaj nic nie pojawiło. Poniekąd czekałam na odpowiedni moment, poniekąd brakowało mi czasu. A poniekąd również wena zawiodła i zapasy rozdziałów topią się w zastraszającym tempie. 
Jednak to właśnie dziś oddaję Wam ten rozdział, który powoli zaczyna mieć niesamowicie wymowny i sentymentalny charakter. Bo jestem bardzo daleko od rodzinnych stron. Bo trochę się pogubiłam. Bo wszystko, dosłownie wszystko jest nowe, a najmniejszy detal sprowadza mnie z powrotem. Z powrotem do mojego domu.
Codziennie spotykam to, o czym pisała Osiecka do Przybory - nieobecność ziejącą z każdego zaułka miasta. 
Oficjalnie jestem studentką! Możecie mi składać kondolencje. 
Do napisania!
I. xx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz