środa, 17 lutego 2016

• 10. I am here to tell you, its okay.

Tej dedykacji w ogóle nie miało być. Ba, nawet jej być nie powinno. Jednak do jej napisania skłoniły mnie słowa Zayna wypowiedziane w rozdziale poniżej. "Pozwól sobie pomóc". Wypowiedział je pewien chłopak, kiedy ból uniemożliwiał mi poruszanie się, a ja przeklinałam wtedy mój kręgosłup. Przed nami była wówczas długa droga do domu, która rysowała się ciemnych barwach, mimo że wiozłam ze sobą jedne z najpiękniejszych wspomnień (Italia chyba jeszcze nigdy nie była tak słoneczna). Podał mi wtedy chusteczkę i pogłaskał po dłoni, mówiąc te słowa. A ja poczuła, że ktoś się o mnie zatroszczył. Nawet jeśli miałoby to być jednorazowo. Później przydarzył nam się jeden taniec, kolejna rozmowa. Ostatnie spotkanie po bardzo długim czasie było dla mnie jak cofnięcie w czasie. Przypomniało mi bowiem to wszystko. Wtedy nie wiedziałam, że kiedyś tak będę tęskniła. I mimo że ostatnio nie wszystko poszło tak jak iść mogło, to jednak nadal trzymam w sobie tę pozytywną energię, kiedyś mi podarowaną. Ludzie mówią, że czasami nie tęskni się za człowiekiem, a za wspomnieniami. Tym razem chyba powinnam im uwierzyć. 
Mimo wszystko, dla E. za te wszystkie miłe wspomnienia

*

I have come to tell you to go on
            
Małe osiedle usytuowane nieopodal mało ruchliwej drogi prowadzącej do obwodnicy wydawało się być miejscem spokojnym. Składało się z kilku domków jednorodzinnych, czterech letniskowych chatek, a także dwóch kamienic, na początku i na końcu ulicy oraz niewielkiego kościółka, którego wieża dumnie majaczyła na tle ubranego w zachód nieba. Za tym zakamarkiem rozpościerało się kilka pagórków pokrytych połaciami wrzosu. Przy dobrej widoczności w oddali można było dostrzec wiadukt kolejowy, łączący trasy biegnące z południa i wschodu kraju.
            
- To przedostatni adres – wymamrotał Zayn, gasząc ekran swojego telefonu, uprzednio upewniając się, że trafili pod dobry adres.
            
Historia minionego dnia była wyjątkowo długa i nieprzyjemna. Wstali rano, pędem przywracając się do względnie normalnego stanu, gdyż budzik ustawiony na godzinę szóstą trzydzieści wszczął strajk i postanowił nie dzwonić. Kiedy dopadli samochodu bruneta okazało się, że mają pięć minut do pojawienia się w jednym z mieszkań, w celu zapoznania się z wyglądem. Jednocześnie czerwona kontrolka zaczęła migać na desce rozdzielczej, co uniemożliwiło ruszenie pojazdu. Tym samym jedno spotkanie przepadło, a Zayn zdążył przywitać dzień barwnymi epitetami kierując je pod adresem własnego auta. Kiedy Harry dotarł pod adres Malika, ratując go tym samym swoim Range Roverem, mieli dwanaście minut, by dotrzeć na kolejne spotkanie. Przekraczając prędkość na niemal każdym odcinku drogi, ostatecznie punktualnie dotarli pod bramę jednego z małych domków. Tu okazało się, że właściciel żąda horrendalnej ceny za wynajem zaledwie dwóch pomieszczeń.
            
Kolejnym fiaskiem okazała się jedna z kamienic, niedaleko centrum, której w zasadzie kamienicą nie wolno było nazwać. Była to raczej obskurna melina, gdzie dookoła walały się stosy pustych butelek po alkoholu, czy też jeszcze gorsze odpadki. Przy wejściu przywitał ich zalany w trupa mężczyzna, który najwidoczniej bał się mydła i wody, a procenty przywróciły mu pewność siebie i zezwoliły na agresję.
            
Czwarta próba była najbliższej finalizacji, gdyby właściciel mieszkania, a jednocześnie współlokator nie był o pięć lat starszy od Ally, a przy tym nie wyglądał jak jeden z tych mężczyzn z okładek czasopism o modzie. I mimo że blondynka była zachwycona, Zayn od razu w jej imieniu odrzucił ofertę, tłumacząc się dziwnym wzrokiem niedoszłego współlokatora, jakoby ten miał pożerać pannę Bray wzrokiem. Wytaszczył więc ją na zewnątrz i siłą przypiął pasami bezpieczeństwa. Podczas drogi do kolejnego punktu, dziewczyna prychała na przyjaciela niczym rozzłoszczony kot, a ten spokojnie odpierał wszystkie ataki. Sprawa nieco się skomplikowała, gdy Allea zaczęła żartować, że Zayn był zazdrosny. Wtedy nastąpiła zamiana ról i to właśnie chłopak burczał pod nosem jak wściekłe zwierzę.
            
Tym sposobem około godziny osiemnastej, gdy słońce dramatycznie nakreślało swój tor  w stronę linii horyzontu, dotarli na wcześniej wspomniane osiedle i bez jakichkolwiek sił, wysypali się z samochodu.
            
- Miejmy to już za sobą – westchnęła Ally, w pełni gotowa, by zapukać do drzwi pierwszej kamienicy.
            
- All… - Zayn zaśmiał się mimo zmęczenia, spoglądając na przyjaciółkę. Ta gwałtownie się odwróciła, a jasnopomarańczowe słońce wemknęło się niepostrzeżenie między jej powieki, rażąc tym samym czułe źrenice.
            
- Co znowu?!
            
- To nie te drzwi. Interesuje nas tamten budynek. – Chłopak wskazał ulokowaną na końcu drogi kamienicę, zbudowaną z ciemnej cegły. Jej dach był spadzisty, a mury troszeczkę obdarte. Mimo to, taki akcent nadawał całości uroku.
            
- Super! – krzyknęła przez ramię, zostawiając brązowookiego na sekundę za sobą. On jednak na to nie pozwolił i ze śmiechem ujął ją pod ramię, prowadząc wprost na niewielki ganeczek.
            
Już po kilku minutach znajdowali się w mieszkaniu do wynajęcia, ulokowanym na przedostatnim, trzecim piętrze budynku. Właściciel miał do zaoferowania dość skromne, jednak przestrzenne pomieszczenia.
            
Kuchnia połączona była z salonem. Pod spadzistym dachem ustawione były meble kuchenne. Pokryte matowymi, brązowymi blatami szafki odznaczały się czasem. Gdzieniegdzie można było zauważyć zaokrąglenia po gorącym naczyniu czy też niedoczyszczone i zaschnięte już plamy po soku. Zlew wymagał polerowania, jednak nie był w najgorszym stanie. Naprzeciwko kuchennej części ustawiony był stół z dwoma krzesłami. Brakowało pozostałej pary. Nad nim natomiast górowało duże okno z widokiem na całe osiedle. Reszta pomieszczenia była wyjątkowo przytulna. Przynajmniej taka wydawała się być, ponieważ jedyne co znajdowało się na całej przestrzeni salonu, to stary regał na książki i kawowy stolik. Panele wyścielające połączone pomieszczenia nosiły na sobie ślady kurzu oraz smugi po złym pastowaniu. Ściany natomiast utrzymane były w ciepłym odcieniu mokrego piasku.
            
Naprzeciwko kuchni znajdowały się dwie pary orzechowych drzwi. Te od lewej kryły za sobą łazienkę wyścieloną płytkami o odcieniu brudnego śniegu. Gdy otworzyło się drewnianą płachtę na oścież, ukrywała się za nią większa część wanny z siateczką, na wypadek, gdyby domownik chciał wziąć prysznic. Mała etażerka znajdowała się tuż obok umywalki, a toaleta wciśnięta została w kąt.
            
Ally jednak przypadło do gustu zupełnie inne pomieszczenie. Znajdowało się ono za ostatnią parą drzwi. Było nieco większych rozmiarów jak łazienka. Ściany były białe z licznymi naciekami i otarciami od mebli, dlatego też już na pierwszy rzut oka wymagały malowania. Na ciemnych panelach rozciągały się ciepłe promienie zachodzącego słońca, a w jego jaskrawej poświacie tańczyły drobinki kurzu. Tylko jedna ściana, na prawo od wejścia, opadała łagodnie pod ukosem, tworząc małą wnękę. Duże okno przysłonięte było pożółkłą firanką, trzepoczącą teraz przy każdym powiewie powietrza. Gdy dziewczyna wychyliła się odrobinę odkryła, że wystarczy postawić tylko jeden krok, by znaleźć się na solidnym dachu chroniącym werandę po drugiej stronie kamienicy. Stamtąd rozciągał się widok na wrzosowiska, mały lasek oraz skrajnie zachodni punkt nieba.
            
Za wyjątkiem dębowego biurka, które mimo wielu lat, wyglądało bardzo okazale oraz poszarpanego materaca, w środku nie znajdowało się absolutnie nic. Wszystko to dawało dziewczynie wolną rękę do działania. Od zawsze chciała bowiem urządzić swój własny kąt. I niezależnie od tego, że miała zamieszkiwać to lokum tylko na czas studiów, wizja ta niesamowicie ją cieszyła.
            
- Podoba się? – zapytał Zayn, ciepłym oddechem omiatając jej ucho. Skinęła głową twierdząco, usiłując ukryć szeroki uśmiech.
            
- W takim razie weźmiemy to mieszkanie. – Tym razem chłopak zwrócił się do właściciela stojącego w drzwiach prowadzących do sypialni. Ten zanotował coś w swoim zeszycie, po czym spojrzał na nich z wyjątkowo fachowym wyrazem twarzy, przez który nie przebijał się ani cień radości.
            
- Doskonale. Tylko prosiłbym o uregulowanie wpłaty już teraz – odparł, zaplatając dłonie na miękkiej oprawce.
            
- Proszę? Kiedy ja nie mam takiej sumy przy sobie – wydukała Ally, w jej niebieskich oczach zamigotała panika. Nie chciała zaprzepaścić takiej okazji.
            
- W takim razie będę musiał podziękować za naszą współpracę. Za dużo razy chętni na to mieszkanie zachowywali się poniżej krytyki, żeby teraz mógł ufać potencjalnym lokatorom. Przykro mi.
            
- Ale… ale ja ureguluję kwotę! Tylko dotrę do domu, wyślę panu przelew – oponowała dziewczyna, jednak spotkało się to tylko z pobłażliwym cmoknięciem mężczyzny.
            
- Dostanę pieniądze teraz i mieszkanie jest twoje. Jeśli nie, zapraszam do wyjścia.
            
- All, daj spokój. Zapłacę za ciebie – zaoferował Zayn i w momencie wyciągnął potrzebne dokumenty.
            
- Nie ma mowy! Nie możesz! – broniła się. Znowu miała wrażenie, że niezależnie od wzajemnych relacji między ludźmi dookoła niej, wszyscy uwzięli się na nią.
            
- Owszem, mogę, Ally. I chcę – zakończył dyskusję, finalizując transakcję. Usatysfakcjonowany mężczyzna pozbierał swoje rzeczy i rzucając wyjątkowo wesołe „witam w domu”, opuścił mieszkanie.
            
Z głębokim westchnięciem rozejrzała się jeszcze dookoła, po czym podkurczając nogi, opadła na materac imitujący łóżko. Okazał się on wygodniejszy niżby przypuszczała, przez co pokusiła się o ułożenie na nim również głowy. Kotara jasnych włosów rozpostarła się po niebieskim materiale, a słońce padające przez okno, rzucało na jej twarzy ciemne cienie rzęs.
            
- Jesteś zła? – zapytał, sadowiąc się tuż obok jej głowy. Uniósł ją nieznacznie, wsuwając się na to miejsce, by ostatecznie opuścić ją wprost na swoje kolana.
            
- Nie. To znaczy tak, ale nie do końca. Bo wiesz, chciałam chociaż raz zrobić coś sama. Pokazać, że nie zginę tutaj tak, jak większość osób zakłada. I trochę też nie mieści mi się w głowie, że właśnie siedzę w moim mieszkaniu.
            
Dłonią przejechał po jej włosach, zakładając jeden z pukli za ucho. W powietrze wzbił się lawendowy zapach, tańczący między jasnymi pasmami.
            
- Powiedziałem, że zapłacę. Nie mogłaś zaprzepaścić takiej okazji, a to było jedynym wyjściem. Pozwól sobie czasami pomóc, Ally. Dobrze ci to zrobi – odparł spokojnie, wpatrując się w jej oczy. W tym świetle były błękitne jak bezchmurne niebo. Pełne beztroski i spokoju.
            
- A co do tego drugiego, mi też się to nie mieści w głowie. Przed chwilą mieliśmy po kilka lat i naszym domem była ta ledwo trzymająca się kupy chatka w domku twoich rodziców nad jeziorem. A teraz? Inny świat. Inne emocje, priorytety. Inne życie. Dorastamy i to zdecydowanie za szybko.
            
Nieznacznie skinęła głową, muskając delikatnymi palcami jego dłoń. Wyznaczała ścieżkę od kostki jego nadgarstka, po zgięcie najmniejszego palca. I mogliby tak trwać niemal resztę popołudnia, gdyby nie nagłe przywrócenie trzeźwości umysłu chłopaka.
            
- Ale nie mówmy teraz o tym, bo zaraz się rozkleisz. Mamy jeszcze sporo czasu, więc jedźmy na zakupy. Ikea czeka.


            You only know the realness when the tears are in your eye



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz