-
Czy tylko ja mam wrażenie, że ona mu zaraz wyssie twarz? – rzuciła z przekąsem
Summer, upijając z rozkloszowanego kieliszka swojego drinka. Na ściankach
naczynka pozostał ślad jej czerwonej szminki, jednak nie przejęła się tym,
odstawiając je opróżnione na blacie stolika.
Ally
wzruszyła jednie ramionami, ze wszystkich sił unikając ponownego spojrzenia na
Erin, zachłannie wpijającą się w usta Zayna po przeciwnej stronie salonu. Nie
czuła się z tym komfortowo, ponieważ w jakiś niewyjaśniony sposób, bolało ją
zbliżenie przyjaciela i panny Harvey. Lubiła jednak wmawiać sobie, że
najzwyczajniej nie wyglądało ono estetycznie oraz przynosi zniesmaczenie, żeby
nie musieć tłumaczyć przed sobą swoich uczuć.
W
pomieszczeniu panował lekki zaduch wymieszany z wonią papierosów oraz alkoholu.
Pod sufitem unosiła się gruba kołdra dymu tytoniowego, od której z łatwością
odbijały się głośne dźwięki muzyki. Ktoś usiłował prowadzić rozmowę poprzez
słowa krzyczące z wierzy, ktoś szalał na prowizorycznym parkiecie, a ktoś
jeszcze inny pytał czyja aktualnie jest kolejka. Była to zwyczajna domówka w
towarzystwie najbliższych i jakkolwiek Ally by ich nie lubiła, gdyż były jej
nieliczną z rozrywek w gronie innych ludzi, tak tym razem czuła się wyjątkowo obco i
niezręcznie. Zayn nie zamienił z nią bowiem ani zdania odkąd się pojawiła, a
było już grubo po północy. A kiedy chciała się do niego odezwać, albo Erin
odciągała go na bok, albo któryś z chłopaków porywał w wir zabawy.
-
Ally, daj spokój – Summer szturchnęła blondynkę, na co ta wzdrygnęła się wybita
z rozmyślania. Spojrzała jedynie z półuśmiechem na koleżankę, w duchu dziękując,
że towarzyszy jej tego wieczoru.
-
Wszystko jest w porządku – mruknęła.
Migdałowe
oczy błysnęły jedynie zacięcie, a pełne wargi ułożyły się w wąską linijkę.
Panna Cole nie należała do osób łatwo dających za wygraną, a już w
szczególności nie wtedy, kiedy chodził o osoby, na których jej zależało. I tego
w tym momencie obawiała się Allea.
-
Słuchaj, jeśli mi nie powiesz o co …
-
Mówiłaś, że chciałabyś jeszcze dolewki, prawda? Zaraz wrócę. – Niebieskooka
szybko wymigała się od konfrontacji, zgarniając opróżniony kieliszek i ruszyła
w stronę Louisa, serwującego właśnie drinki.
-
All! Czyli jednak pijemy dzisiaj? – zapytał Tomlinson, który prawdopodobnie za
sprawą krążącego w krwi alkoholu wydawał się być jeszcze bardziej radosny.
-
Nic z tego. Summer chciała dolewkę – odparła rozbawiona, pomalowanymi na
granatowo paznokciami stukając w stópkę kieliszka.
-
Nie mów, że nie! Popatrz jaka ta whisky jest piękna. Spójrz tylko na te idealne
kształty! A jak kusząco pachnie. – Machał jej przed twarzą nieotwartą jeszcze
butelką, wychwalając jej walory, na co zaśmiała się radośnie. – Nie daj się jej
prosić, popatrz jak pięknie na ciebie patrzy. Kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem,
nie mogłem jej odmówić!
-
Daj spokój, Lou, nie mów mi tylko, że lecisz na wygląd.
Spojrzeli
na siebie na ułamek sekundy utrzymując emocje na wodzy, jednak z marnym
skutkiem. Salwa śmiechu przetoczyła się dookoła stanowiska z alkoholem,
ponieważ tylko tam owe dźwięki mogły dotrzeć bez zakłóceń wynikających z
głośnej muzyki.
-
Trafna uwaga, koleżanko – zauważył Tomlinson, podając Ally napełnione szkło.
Dygnęła zabawnie, po czym oddaliła się w stronę czekającej Summer.
-
Przestań się patrzyć tak, jakbyś zaraz się miał na nią rzucić – odezwał się po
przeciwnej stronie pokoju Harry, wodząc za spojrzeniem Zayna. Ten zerwał się
jak oparzony i odrywając wzrok od Allei, spojrzał na przyjaciela.
-
Nie wiem o czym mówisz - odpowiedział, jednak jego oczy mrugnęły gorączkowo.
Ciche
westchnięcie zdało się wydobyć spomiędzy ust Malika, a jego wzrok ponownie
powędrował w stronę uśmiechającej się Ally, na co zielonooki uśmiechnął się pod
nosem.
-
Najzwyczajniej dawno się nie widzieliśmy. Nawet nie mieliśmy za bardzo czasu,
żeby dzisiaj porozmawiać – dodał po chwili, bujając szklanką.
-
A gdzie masz twoją rzekomą lepszą połowę? -Przekąs był tak namacalny w głosie
chłopaka, aż sam Zayn uniósł brwi, spoglądając na niego.
-
Gdzieś zniknęła…. No co?
-
Ależ nic – odparł przebiegle Styles, upijając swojego drinka. – Zupełnie nic.
Twoje zdrowie, stary.
I
z tymi słowami uniósł szklankę, posyłając przyjacielowi kpiący uśmiech, po czym
odszedł w przeciwną stronę.
*
'Cause lately I've been waking up alone.
-
Nie przeszkadzam? – upewnił się Zayn, siadając na oparciu kanapy zajmowanej
przez Ally. Po przeciwnej stronie siedziała Summer oraz Niall, który zabawiał
towarzystwo żartami. Atmosfera była wyjątkowo luźna i ten fragment wieczoru
wydawał się być wyjątkowo przyjemny.
-
Popatrzcie kto raczył się pojawić – przywitała go panna Cole, jednak zaraz po
tym powróciła do rozmowy z Irlandczykiem.
-
Dlaczego mam wrażenie, że ona mnie nie lubi? – szepnął Ally na ucho brunet, na
co ta się zaśmiała.
-
Wydaje ci się. Jej usposobienie do ciebie zależy od jej humoru. Dzisiaj nie
trafiłeś.
-
Kurczę, następnym razem muszę najpierw zrobić rozeznanie terenu – zażartował.
Oboje parsknęli śmiechem.
Allea
oparła głowę o zagłówek, na wpół przymykając powieki, a jej jasne włosy opadły
kaskadami na okryte koronkowymi paskami materiału ramiona. Rysy jej twarzy
wydawały się być zmęczone, a klatka piersiowa unosiła się z małą
częstotliwością.
-
Jak się bawisz, Zayn? – zapytała.
-
Umm… no wiesz.. – zawahał się. Wykorzystał ten moment na niezręczne podrapanie
się po głowie i szybkie spojrzenie za plecy. – Zawsze mogłoby być lepiej.
Powiedz mi lepiej jak u ciebie.
Opadł
z oparcia na właściwe siedzisko, tuż obok All,
również opierając głowę o zagłówek. W powietrze wzbił się zapach
mentolowych papierosów, jednak udało się dziewczynie wyłuskać z niego jego
perfumy.
-
Zaraz się będę zbierała.
-
Chyba żartujesz – obruszył się, łapiąc ją za kolano. – Młoda godzina, co ty mi
tu mówisz!
-
Zayn … - posłała mu proszące spojrzenie, a między jej brwiami pojawiła się
charakterystyczna zmarszczka. Zamilkli na chwilę.
Miała
wrażenie, że coś chciałby jej powiedzieć. Że grał na zwłokę, ujmując między
palce jej srebrną bransoletkę z zaczepioną kuleczką. W tamtym momencie chciała,
żeby ściany tego pomieszczenia zniknęły. Żeby nastała cisza, a wszyscy ludzie
się rozeszli. Żeby wzięli z blatu wino i udali się do ogrodu, opowiadając sobie
wszystko, co do tej pory zostało niewypowiedziane.
-
Mało ostatnio rozmawiamy, All – wymamrotał. Bał się podnieść wzrok, bo
wiedział, że napotka błękitne spojrzenie, które powinno być złe, jednak takim z
pewnością nie było. Te same tęczówki, które zawsze potrafiły go zrozumieć. Które zawsze wybaczały.
-
Wiem – przytaknęła, podnosząc się nieznacznie do pionu, a w wyniku lekkiego
skinienia głową, pasmo włosów opadło na jej policzek. Wtedy podniósł na nią
spojrzenie, usiłując ponownie poczuć tę nić porozumienia.
W
tym samym czasie z głośników popłynęła piosenka czołówkowa serialu Friends, na co oboje żywo zareagowali.
Właśnie do tej piosenki zwykli tańczyć najróżniejsze choreografie.
Zayn
wstał szybko, podając blondynce dłoń.
-
Mogę prosić?
-
Nie wierzę – zaśmiała się, jednak mimo to ujęła wyciągniętą rękę.
-
Bawcie się czadowo – krzyknęła jedynie Summer, patrząc jak biegną w stronę
parkietu.
Od
normalnych ruchów, przez rzucanie kończynami na lewo i prawo, dzikie podskoki,
walkę na miny, kończąc na aż niebezpiecznych obrotach – tak wyglądał ich taniec
do tego utworu. Ostatecznie po podobnych wyczynach do trzech kolejnych
piosenek, zdecydowali powrócić na kanapę, by uspokoić oddechy.
-
Dziękuję. – Ally dygnęła formalnie, na co Zayn owinął rękę wokół jej talii.
-
Cała przyjemność po mojej stronie – odparł ze śmiechem. Czyjaś dłoń zaczepiła
jednak o jego nadgarstek, przez co zmuszeni byli się zatrzymać.
-
Odbijany – pisnęła uradowana Erin i wyrwawszy ramię chłopaka, zaciągnęła go na
parkiet, nie oddając do końca zabawy. Nawet na jeden taniec, jedno zdanie, jeden
gest.
*
Paint splattered tear drops on my shirt. Told you I'd let them go.
Stała
oparta o murek tarasu, obserwując jak za szybą ludzie serwują sobie kolejne
szoty, jak skaczą w rytmach muzyki, jak toczą ze sobą rozmowę. To wszystko
wydawało się być dla niej jak z innej bajki. Zupełnie nieprzystępne. Jakby tam
nie pasowała, mimo starań.
W
rozchylone wargi łapała strzępki powietrza. Ciało drżało jak porażone prądem.
Palcami starała się złapać za nadgarstek drugiej dłoni, by odrobinę ją
uspokoić. Serce topiło się w oceanie strachu, a wszystkie pozostałe wnętrzności
jakby zupełnie uschły, powodując rażące palenie.
Bała
się.
Rozbieganym wzrokiem pełnym łez skakała po twarzach zgromadzonych, rozpaczliwie szukając choć jednej, zdatnej do pomocy.
-
Oho, widzę, ze przyjechałem w odpowiednim momencie – odezwał się Dan, szybko do
niej podchodząc. – Ally, oddychaj. Spokojnie.
Odwróciła
się przodem do pustej przestrzeni i przymknąwszy powieki, odetchnęła głęboko.
Na tyle na ile mogła, rozluźniła swoje ciało pozwalając, by chłód wiatru owiał
ją całą. Przymknięte powieki raczyły ją ciemnością, a zimne powietrze niczym pełna fala ostrza, szturmem wdzierało się w potrzebujące powietrza płuca.
-
Dobrze, że Summer zadzwoniła – powiedział już później, kiedy oboje przysiedli
na murku. Allea wydawała się już być bardziej spokojna, mimo że oszalałe serce nadal niespokojnie kołatało w piersi. Jedynie uparte
milczenie osiadło na jej malinowych wargach, zezwalając jedynie na jednosłowne
odpowiedzi.
-
Damy radę. Nie bój się.
Przez
szparę w drzwiach wychyliła się Summer.
-
Zabrałam kurtki, gotowi? – Oboje skinęli głową, podnosząc się z miejsca.
Blondynka złapała Daniela za dłoń, drżącymi palcami owijając się wokół jego
nadgarstka. Spojrzał na nią z przerażeniem, gdyż nie było to w jej zwyczaju.
Zaraz jednak odwrócił się w stronę wyjścia, prowadząc ją przez salon.
-
Dokąd idziesz? – Na ich drodze stanął Zayn z szerokim uśmiechem na ustach.
Najwyraźniej humor mu dopisywał.
-
Do domu.
-
Jak to… do domu? – powtórzył po niej, marszcząc przy tym brwi. Dopiero wtedy
zwrócił uwagę na stojącego przy drzwiach Dana.
-
Ally…- mruknął Mills. Blondynka podniosła na przyjaciela przestraszone
spojrzenie, jednak nie była w stanie nic z siebie wydusić.
-
Udanej zabawy – wymamrotała jedynie, głową wskazując obserwującą ich Erin, po
czym szybko opuściła mieszkanie.
*
Maybe tonight I'll call ya after my blood turns into alcohol.
No, I just wanna hold ya.
Wczesnym
rankiem, kiedy kładł się do łóżka ogłuszony głośną muzyką, zaduszony kłębami
dymu papierosowego i otumaniony alkoholem miał przed oczami duże niebieskie
oczy, spoglądające na niego w ten błagalny sposób.
Wyciągnął
przed siebie dłoń, próbując pochwycić twarz o łagodnych rysach, jednak jego
dłoń zdołała musnąć pustkę. Szybkim ruchem złapał za telefon, wybierając dobrze
znany numer, jednak wyrzuty sumienia zaatakowały jego umysł. Przenikająca niemoc
i zawód nagromadziły się między rzęsami.
Telefon
z cichym szelestem zatopił się w połach pościeli, a sen nakrył zmęczone
powieki. A pod nimi znów widział błękitne tęczówki i przez chwilę smakując ich
strachu.
And it's been awhile but I still feel the same. Maybe I should let you go.
*
Give me love like never before 'cause lately I've been craving more.
Pokój
Ally był jednym wielkim pobojowiskiem. Na biurku piętrzył się stos książek,
który zdążył dwukrotnie się przewalić. Wszędzie walały się notatniki oraz luźne
kartki, które zdołały się wydrzeć z opasłych segregatorów. Różnokolorowe pisaki
i zakreślacze nadawały jaskrawych kolorów ciemnym panelom, jednocześnie fundując
darmową lekcję gimnastyki podczas poruszania się po sypialni.
Dziewczyna
westchnęła ciężko, a jej oddech poruszył kosmykami włosów, których nie dosięgła
czarna gumka. Egzaminy zbliżały się wielkimi krokami, a pracy jakby się
namnożyło. To wszystko było równoznaczne z poświęcaniem każdej wolnej chwili na
naukę.
Dźwięk
dzwonka przetoczył się nagle przez mieszkania, powodując, że podskoczyła w
miejscu. Ruszyła zatem do drzwi wejściowych, powtarzając cicho wcześniej
przeczytaną definicję.
-
Och, to ty. – Tymi słowami przywitała stojącego w drzwiach Zayna. – Wybacz, ale
nie mam dzisiaj za dużo czasu. Muszę opracować prawa autorskie i konsekwencje
ich łamania.
Nie
czekając, aż chłopak ściągnie kurtkę, ruszyła z powrotem w stronę pokoju.
-
Nic nie szkodzi. Poczekam. Może uda ci się skończyć wcześniej – odparł, zsuwając buty.
-
Jak uważasz! – odkrzyknęła, zasiadając przy biurku i otwierając kolejną
książkę.
Zdecydował
jednak, że zostanie. Zrobił obchód mieszkania, zaglądną do lodówki, skąd
wyciągnął składniki na kanapki. Przez chwilę posiedział przy blondynce,
wertując jej podręczniki, przy czym natknął się na zaginioną kartkę z
notatkami. Obejrzał znaleziony w telewizji teleturniej, w trakcie którego Ally
zdążyła dwukrotnie krzyknąć: „Ciszej!”. Zaparzył dwie herbaty, z czego jedną
postawił na jej biurku i cmokając jednocześnie czubek jej głowy, zebrał trzy
kubki czekające chyba na zbawienie. Ostatecznie położył się na jej łóżku,
wpatrując się w sufit i z zadowoleniem zauważył, że tutaj również widnieją na
nim fluorescencyjne gwiazdki.
-
Tutaj też je przykleiłaś? – zagadnął.
-
Yhm – wymamrotała jedynie, skupiając całą swoją uwagę na czytanym tekście.
-
Zaraz ci głowa eksploduje! – zaśmiał się, przewracając się całym ciałem na bok,
by móc lepiej ją widzieć.
-
Przecież mi się mózg topi – odparła, kładąc się na otwartej stronie. Po chwili
się jednak zreflektowała. – Ale muszę to dokończyć. Nie ma innej możliwości.
Rozbawiony
chłopak pokiwał jedynie głową, wracając do poprzedniej pozycji.
Minęła
godzina. A może nawet i trzy. Jasne niebo ubrało się w granat nocy, a wielki
sierpowy księżyc zagościł na tej scenerii. W oddali słychać było świst
przejeżdżającej lokomotywy oraz cichy szum drzew.
-
Skończyłam – oznajmiła zmarnowanym głosem, przejeżdżając po twarzy dłońmi.
Zamknęła książkę i odwracając się na krześle, spojrzała w stronę łóżka.
-
Teraz możemy…. – urwała w połowie, bo to, co na nim zobaczyła rozbawiło ją.
Zayn
zasnął. Leżał zwinięty w kłębek, między puchowymi poduszkami. Jego lekko
rozwarte usta wydobywały z siebie cichy świst powietrza. Pozycja ta nie była
jednak zbyt komfortowa, ze względu na głowę opartą na ramieniu, co na dłuższą
metę mogło skończyć się niczym innym, jak całodniowym przykurczem. Podeszła
zatem do niego, palcem szturchając jego ramię.
-
Zayn, wstawaj.
Bez reakcji.
– Zayn! Połóż się wygodniej. Będzie cię jutro wszystko bolało.
Dalej bez odzewu. Nachyliła się zatem nad nim, dłonią gładząc jego twarz. – Zayn, no proszę cię… Na litość boską, zbieraj swoje cielsko i kładź się jak człowiek.
Bez reakcji.
– Zayn! Połóż się wygodniej. Będzie cię jutro wszystko bolało.
Dalej bez odzewu. Nachyliła się zatem nad nim, dłonią gładząc jego twarz. – Zayn, no proszę cię… Na litość boską, zbieraj swoje cielsko i kładź się jak człowiek.
Poruszył
się nieznacznie, po czym zsunąwszy się odrobinę w dół, złapał ją za rękę
zmuszając jednocześnie, by również się położyła. Zaspane ciało przyciągnęło
Alleę do siebie, wygodnie układając głowę w zagłębieniu jej szyi.
-
Ty sobie chyba żartujesz. Nie ma mowy. Ja chcę się wyspać. Bierz te zwłoki ode
mnie. No zlituj się. – Szamotanina nie miała jakiegokolwiek sensu, gdyż Zayn
spał jak kamień. Ostatecznie uległa w nadziei, że za chwilę będzie mu
niewygodnie i wykorzysta jego zmianę pozycji na uwolnienie się. Uprzedził ją
jednak sen, który przyszedł znienacka i otuliwszy ją swoimi ramionami, a także
Jego obecnością, pozwolił by poczuła spokój. Wtuliła
się zatem mocniej w stęsknione ramiona i pozwolił odpłynąć myślom.
My, my, my, my, give me love.
Od autorki: Uszanowanko! Melduję się po prawie czterech miesiącach ciszy. Powiem Wam, że mnie trochę życie pochłonęło. Muszę wiele spraw poukładać, sporo rzeczy przemyśleć, a to wszystko skutecznie odwodzi mnie od zaglądania do Ally i Zayna. Efektem tego są marne akapity, a w przeważającej większości ich brak, niestety. Nie obiecuję poprawy, bo na dobrą sprawę, nie wiem co będzie nawet za miesiąc. Ale mój word nie ma zastoju, tu mogę Was pocieszyć. Jeśli nie plik z Wake Me Up, to inny jest otwarty i ściubię powoli zdanie po zdaniu, więc stay tuned!
Mam nadzieję, że kiedyś wrócę do regularnego publikowania, a wtedy Was nie zabraknie.
Życzcie mi powodzenia i do napisania! Aaa, i cieszmy się z pierwszego dnia wiosny! Nareszcie!
Trzymajcie się! xx
I.
twitter: @hemminzg

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz