wtorek, 21 marca 2017

• 19. Give a little time to me or burn this out.

- Czy tylko ja mam wrażenie, że ona mu zaraz wyssie twarz? – rzuciła z przekąsem Summer, upijając z rozkloszowanego kieliszka swojego drinka. Na ściankach naczynka pozostał ślad jej czerwonej szminki, jednak nie przejęła się tym, odstawiając je opróżnione na blacie stolika.
Ally wzruszyła jednie ramionami, ze wszystkich sił unikając ponownego spojrzenia na Erin, zachłannie wpijającą się w usta Zayna po przeciwnej stronie salonu. Nie czuła się z tym komfortowo, ponieważ w jakiś niewyjaśniony sposób, bolało ją zbliżenie przyjaciela i panny Harvey. Lubiła jednak wmawiać sobie, że najzwyczajniej nie wyglądało ono estetycznie oraz przynosi zniesmaczenie, żeby nie musieć tłumaczyć przed sobą swoich uczuć.
W pomieszczeniu panował lekki zaduch wymieszany z wonią papierosów oraz alkoholu. Pod sufitem unosiła się gruba kołdra dymu tytoniowego, od której z łatwością odbijały się głośne dźwięki muzyki. Ktoś usiłował prowadzić rozmowę poprzez słowa krzyczące z wierzy, ktoś szalał na prowizorycznym parkiecie, a ktoś jeszcze inny pytał czyja aktualnie jest kolejka. Była to zwyczajna domówka w towarzystwie najbliższych i jakkolwiek Ally by ich nie lubiła, gdyż były jej nieliczną z rozrywek w gronie innych ludzi, tak tym razem czuła się wyjątkowo obco i niezręcznie. Zayn nie zamienił z nią bowiem ani zdania odkąd się pojawiła, a było już grubo po północy. A kiedy chciała się do niego odezwać, albo Erin odciągała go na bok, albo któryś z chłopaków porywał w wir zabawy.
- Ally, daj spokój – Summer szturchnęła blondynkę, na co ta wzdrygnęła się wybita z rozmyślania. Spojrzała jedynie z półuśmiechem na koleżankę, w duchu dziękując, że towarzyszy jej tego wieczoru.
- Wszystko jest w porządku – mruknęła.
Migdałowe oczy błysnęły jedynie zacięcie, a pełne wargi ułożyły się w wąską linijkę. Panna Cole nie należała do osób łatwo dających za wygraną, a już w szczególności nie wtedy, kiedy chodził o osoby, na których jej zależało. I tego w tym momencie obawiała się Allea.
- Słuchaj, jeśli mi nie powiesz o co …
- Mówiłaś, że chciałabyś jeszcze dolewki, prawda? Zaraz wrócę. – Niebieskooka szybko wymigała się od konfrontacji, zgarniając opróżniony kieliszek i ruszyła w stronę Louisa, serwującego właśnie drinki.
- All! Czyli jednak pijemy dzisiaj? – zapytał Tomlinson, który prawdopodobnie za sprawą krążącego w krwi alkoholu wydawał się być jeszcze bardziej radosny.
- Nic z tego. Summer chciała dolewkę – odparła rozbawiona, pomalowanymi na granatowo paznokciami stukając w stópkę kieliszka.
- Nie mów, że nie! Popatrz jaka ta whisky jest piękna. Spójrz tylko na te idealne kształty! A jak kusząco pachnie. – Machał jej przed twarzą nieotwartą jeszcze butelką, wychwalając jej walory, na co zaśmiała się radośnie. – Nie daj się jej prosić, popatrz jak pięknie na ciebie patrzy. Kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem, nie mogłem jej odmówić!
- Daj spokój, Lou, nie mów mi tylko, że lecisz na wygląd.
Spojrzeli na siebie na ułamek sekundy utrzymując emocje na wodzy, jednak z marnym skutkiem. Salwa śmiechu przetoczyła się dookoła stanowiska z alkoholem, ponieważ tylko tam owe dźwięki mogły dotrzeć bez zakłóceń wynikających z głośnej muzyki.
- Trafna uwaga, koleżanko – zauważył Tomlinson, podając Ally napełnione szkło. Dygnęła zabawnie, po czym oddaliła się w stronę czekającej Summer.
- Przestań się patrzyć tak, jakbyś zaraz się miał na nią rzucić – odezwał się po przeciwnej stronie pokoju Harry, wodząc za spojrzeniem Zayna. Ten zerwał się jak oparzony i odrywając wzrok od Allei, spojrzał na przyjaciela.
- Nie wiem o czym mówisz - odpowiedział, jednak jego oczy mrugnęły gorączkowo.
Ciche westchnięcie zdało się wydobyć spomiędzy ust Malika, a jego wzrok ponownie powędrował w stronę uśmiechającej się Ally, na co zielonooki uśmiechnął się pod nosem.
- Najzwyczajniej dawno się nie widzieliśmy. Nawet nie mieliśmy za bardzo czasu, żeby dzisiaj porozmawiać – dodał po chwili, bujając szklanką.
- A gdzie masz twoją rzekomą lepszą połowę? -Przekąs był tak namacalny w głosie chłopaka, aż sam Zayn uniósł brwi, spoglądając na niego.
- Gdzieś zniknęła…. No co?
- Ależ nic – odparł przebiegle Styles, upijając swojego drinka. – Zupełnie nic. Twoje zdrowie, stary.
I z tymi słowami uniósł szklankę, posyłając przyjacielowi kpiący uśmiech, po czym odszedł w przeciwną stronę.
*
'Cause lately I've been waking up alone.

- Nie przeszkadzam? – upewnił się Zayn, siadając na oparciu kanapy zajmowanej przez Ally. Po przeciwnej stronie siedziała Summer oraz Niall, który zabawiał towarzystwo żartami. Atmosfera była wyjątkowo luźna i ten fragment wieczoru wydawał się być wyjątkowo przyjemny.
- Popatrzcie kto raczył się pojawić – przywitała go panna Cole, jednak zaraz po tym powróciła do rozmowy z Irlandczykiem.
- Dlaczego mam wrażenie, że ona mnie nie lubi? – szepnął Ally na ucho brunet, na co ta się zaśmiała.
- Wydaje ci się. Jej usposobienie do ciebie zależy od jej humoru. Dzisiaj nie trafiłeś.
- Kurczę, następnym razem muszę najpierw zrobić rozeznanie terenu – zażartował. Oboje parsknęli śmiechem.
Allea oparła głowę o zagłówek, na wpół przymykając powieki, a jej jasne włosy opadły kaskadami na okryte koronkowymi paskami materiału ramiona. Rysy jej twarzy wydawały się być zmęczone, a klatka piersiowa unosiła się z małą częstotliwością.
- Jak się bawisz, Zayn? – zapytała.
- Umm… no wiesz.. – zawahał się. Wykorzystał ten moment na niezręczne podrapanie się po głowie i szybkie spojrzenie za plecy. – Zawsze mogłoby być lepiej. Powiedz mi lepiej jak u ciebie.
Opadł z oparcia na właściwe siedzisko, tuż obok All,  również opierając głowę o zagłówek. W powietrze wzbił się zapach mentolowych papierosów, jednak udało się dziewczynie wyłuskać z niego jego perfumy.
- Zaraz się będę zbierała.
- Chyba żartujesz – obruszył się, łapiąc ją za kolano. – Młoda godzina, co ty mi tu mówisz!
- Zayn … - posłała mu proszące spojrzenie, a między jej brwiami pojawiła się charakterystyczna zmarszczka. Zamilkli na chwilę.
Miała wrażenie, że coś chciałby jej powiedzieć. Że grał na zwłokę, ujmując między palce jej srebrną bransoletkę z zaczepioną kuleczką. W tamtym momencie chciała, żeby ściany tego pomieszczenia zniknęły. Żeby nastała cisza, a wszyscy ludzie się rozeszli. Żeby wzięli z blatu wino i udali się do ogrodu, opowiadając sobie wszystko, co do tej pory zostało niewypowiedziane. 
- Mało ostatnio rozmawiamy, All – wymamrotał. Bał się podnieść wzrok, bo wiedział, że napotka błękitne spojrzenie, które powinno być złe, jednak takim z pewnością nie było. Te same tęczówki, które zawsze potrafiły go zrozumieć. Które zawsze wybaczały.
- Wiem – przytaknęła, podnosząc się nieznacznie do pionu, a w wyniku lekkiego skinienia głową, pasmo włosów opadło na jej policzek. Wtedy podniósł na nią spojrzenie, usiłując ponownie poczuć tę nić porozumienia.
W tym samym czasie z głośników popłynęła piosenka czołówkowa serialu Friends, na co oboje żywo zareagowali. Właśnie do tej piosenki zwykli tańczyć najróżniejsze choreografie.
Zayn wstał szybko, podając blondynce dłoń.
- Mogę prosić?
- Nie wierzę – zaśmiała się, jednak mimo to ujęła wyciągniętą rękę.
- Bawcie się czadowo – krzyknęła jedynie Summer, patrząc jak biegną w stronę parkietu.
Od normalnych ruchów, przez rzucanie kończynami na lewo i prawo, dzikie podskoki, walkę na miny, kończąc na aż niebezpiecznych obrotach – tak wyglądał ich taniec do tego utworu. Ostatecznie po podobnych wyczynach do trzech kolejnych piosenek, zdecydowali powrócić na kanapę, by uspokoić oddechy.
- Dziękuję. – Ally dygnęła formalnie, na co Zayn owinął rękę wokół jej talii.
- Cała przyjemność po mojej stronie – odparł ze śmiechem. Czyjaś dłoń zaczepiła jednak o jego nadgarstek, przez co zmuszeni byli się zatrzymać.
- Odbijany – pisnęła uradowana Erin i wyrwawszy ramię chłopaka, zaciągnęła go na parkiet, nie oddając do końca zabawy. Nawet na jeden taniec, jedno zdanie, jeden gest. 
*
Paint splattered tear drops on my shirt. Told you I'd let them go.

Stała oparta o murek tarasu, obserwując jak za szybą ludzie serwują sobie kolejne szoty, jak skaczą w rytmach muzyki, jak toczą ze sobą rozmowę. To wszystko wydawało się być dla niej jak z innej bajki. Zupełnie nieprzystępne. Jakby tam nie pasowała, mimo starań.
W rozchylone wargi łapała strzępki powietrza. Ciało drżało jak porażone prądem. Palcami starała się złapać za nadgarstek drugiej dłoni, by odrobinę ją uspokoić. Serce topiło się w oceanie strachu, a wszystkie pozostałe wnętrzności jakby zupełnie uschły, powodując rażące palenie.
Bała się.
Rozbieganym wzrokiem pełnym łez skakała po twarzach zgromadzonych, rozpaczliwie szukając choć jednej, zdatnej do pomocy.
- Oho, widzę, ze przyjechałem w odpowiednim momencie – odezwał się Dan, szybko do niej podchodząc. – Ally, oddychaj. Spokojnie.
Odwróciła się przodem do pustej przestrzeni i przymknąwszy powieki, odetchnęła głęboko. Na tyle na ile mogła, rozluźniła swoje ciało pozwalając, by chłód wiatru owiał ją całą. Przymknięte powieki raczyły ją ciemnością, a zimne powietrze niczym pełna fala ostrza, szturmem wdzierało się w potrzebujące powietrza płuca.
- Dobrze, że Summer zadzwoniła – powiedział już później, kiedy oboje przysiedli na murku. Allea wydawała się już być bardziej spokojna, mimo że oszalałe serce nadal niespokojnie kołatało w piersi. Jedynie uparte milczenie osiadło na jej malinowych wargach, zezwalając jedynie na jednosłowne odpowiedzi.
- Damy radę. Nie bój się.
Przez szparę w drzwiach wychyliła się Summer.
- Zabrałam kurtki, gotowi? – Oboje skinęli głową, podnosząc się z miejsca. Blondynka złapała Daniela za dłoń, drżącymi palcami owijając się wokół jego nadgarstka. Spojrzał na nią z przerażeniem, gdyż nie było to w jej zwyczaju. Zaraz jednak odwrócił się w stronę wyjścia, prowadząc ją przez salon.
- Dokąd idziesz? – Na ich drodze stanął Zayn z szerokim uśmiechem na ustach. Najwyraźniej humor mu dopisywał.
- Do domu.
- Jak to… do domu? – powtórzył po niej, marszcząc przy tym brwi. Dopiero wtedy zwrócił uwagę na stojącego przy drzwiach Dana.
- Ally…- mruknął Mills. Blondynka podniosła na przyjaciela przestraszone spojrzenie, jednak nie była w stanie nic z siebie wydusić.
- Udanej zabawy – wymamrotała jedynie, głową wskazując obserwującą ich Erin, po czym szybko opuściła mieszkanie.
*
Maybe tonight I'll call ya after my blood turns into alcohol. No, I just wanna hold ya.

Wczesnym rankiem, kiedy kładł się do łóżka ogłuszony głośną muzyką, zaduszony kłębami dymu papierosowego i otumaniony alkoholem miał przed oczami duże niebieskie oczy, spoglądające na niego w ten błagalny sposób.
Wyciągnął przed siebie dłoń, próbując pochwycić twarz o łagodnych rysach, jednak jego dłoń zdołała musnąć pustkę. Szybkim ruchem złapał za telefon, wybierając dobrze znany numer, jednak wyrzuty sumienia zaatakowały jego umysł. Przenikająca niemoc i zawód nagromadziły się między rzęsami.
Telefon z cichym szelestem zatopił się w połach pościeli, a sen nakrył zmęczone powieki. A pod nimi znów widział błękitne tęczówki i przez chwilę smakując ich strachu.

And it's been awhile but I still feel the same. Maybe I should let you go.
*
Give me love like never before 'cause lately I've been craving more.

Pokój Ally był jednym wielkim pobojowiskiem. Na biurku piętrzył się stos książek, który zdążył dwukrotnie się przewalić. Wszędzie walały się notatniki oraz luźne kartki, które zdołały się wydrzeć z opasłych segregatorów. Różnokolorowe pisaki i zakreślacze nadawały jaskrawych kolorów ciemnym panelom, jednocześnie fundując darmową lekcję gimnastyki podczas poruszania się po sypialni.
Dziewczyna westchnęła ciężko, a jej oddech poruszył kosmykami włosów, których nie dosięgła czarna gumka. Egzaminy zbliżały się wielkimi krokami, a pracy jakby się namnożyło. To wszystko było równoznaczne z poświęcaniem każdej wolnej chwili na naukę.
Dźwięk dzwonka przetoczył się nagle przez mieszkania, powodując, że podskoczyła w miejscu. Ruszyła zatem do drzwi wejściowych, powtarzając cicho wcześniej przeczytaną definicję.
- Och, to ty. – Tymi słowami przywitała stojącego w drzwiach Zayna. – Wybacz, ale nie mam dzisiaj za dużo czasu. Muszę opracować prawa autorskie i konsekwencje ich łamania.
Nie czekając, aż chłopak ściągnie kurtkę, ruszyła z powrotem w stronę pokoju.
- Nic nie szkodzi. Poczekam. Może uda ci się skończyć wcześniej – odparł, zsuwając buty.
- Jak uważasz! – odkrzyknęła, zasiadając przy biurku i otwierając kolejną książkę.
Zdecydował jednak, że zostanie. Zrobił obchód mieszkania, zaglądną do lodówki, skąd wyciągnął składniki na kanapki. Przez chwilę posiedział przy blondynce, wertując jej podręczniki, przy czym natknął się na zaginioną kartkę z notatkami. Obejrzał znaleziony w telewizji teleturniej, w trakcie którego Ally zdążyła dwukrotnie krzyknąć: „Ciszej!”. Zaparzył dwie herbaty, z czego jedną postawił na jej biurku i cmokając jednocześnie czubek jej głowy, zebrał trzy kubki czekające chyba na zbawienie. Ostatecznie położył się na jej łóżku, wpatrując się w sufit i z zadowoleniem zauważył, że tutaj również widnieją na nim fluorescencyjne gwiazdki.
- Tutaj też je przykleiłaś? – zagadnął.
- Yhm – wymamrotała jedynie, skupiając całą swoją uwagę na czytanym tekście.
- Zaraz ci głowa eksploduje! – zaśmiał się, przewracając się całym ciałem na bok, by móc lepiej ją widzieć.
- Przecież mi się mózg topi – odparła, kładąc się na otwartej stronie. Po chwili się jednak zreflektowała. – Ale muszę to dokończyć. Nie ma innej możliwości.
Rozbawiony chłopak pokiwał jedynie głową, wracając do poprzedniej pozycji.
Minęła godzina. A może nawet i trzy. Jasne niebo ubrało się w granat nocy, a wielki sierpowy księżyc zagościł na tej scenerii. W oddali słychać było świst przejeżdżającej lokomotywy oraz cichy szum drzew.
- Skończyłam – oznajmiła zmarnowanym głosem, przejeżdżając po twarzy dłońmi. Zamknęła książkę i odwracając się na krześle, spojrzała w stronę łóżka.
- Teraz możemy…. – urwała w połowie, bo to, co na nim zobaczyła rozbawiło ją.
Zayn zasnął. Leżał zwinięty w kłębek, między puchowymi poduszkami. Jego lekko rozwarte usta wydobywały z siebie cichy świst powietrza. Pozycja ta nie była jednak zbyt komfortowa, ze względu na głowę opartą na ramieniu, co na dłuższą metę mogło skończyć się niczym innym, jak całodniowym przykurczem. Podeszła zatem do niego, palcem szturchając jego ramię.
- Zayn, wstawaj.
 Bez reakcji. 
– Zayn! Połóż się wygodniej. Będzie cię jutro wszystko bolało.
 Dalej bez odzewu. Nachyliła się zatem nad nim, dłonią gładząc jego twarz. – Zayn, no proszę cię… Na litość boską, zbieraj swoje cielsko i kładź się jak człowiek.
Poruszył się nieznacznie, po czym zsunąwszy się odrobinę w dół, złapał ją za rękę zmuszając jednocześnie, by również się położyła. Zaspane ciało przyciągnęło Alleę do siebie, wygodnie układając głowę w zagłębieniu jej szyi.
- Ty sobie chyba żartujesz. Nie ma mowy. Ja chcę się wyspać. Bierz te zwłoki ode mnie. No zlituj się. – Szamotanina nie miała jakiegokolwiek sensu, gdyż Zayn spał jak kamień. Ostatecznie uległa w nadziei, że za chwilę będzie mu niewygodnie i wykorzysta jego zmianę pozycji na uwolnienie się. Uprzedził ją jednak sen, który przyszedł znienacka i otuliwszy ją swoimi ramionami, a także Jego obecnością, pozwolił by poczuła spokój. Wtuliła się zatem mocniej w stęsknione ramiona i pozwolił odpłynąć myślom.
My, my, my, my, give me love.


Od autorki: Uszanowanko! Melduję się po prawie czterech miesiącach ciszy. Powiem Wam, że mnie trochę życie pochłonęło. Muszę wiele spraw poukładać, sporo rzeczy przemyśleć, a to wszystko skutecznie odwodzi mnie od zaglądania do Ally i Zayna. Efektem tego są marne akapity, a w przeważającej większości ich brak, niestety. Nie obiecuję poprawy, bo na dobrą sprawę, nie wiem co będzie nawet za miesiąc. Ale mój word nie ma zastoju, tu mogę Was pocieszyć. Jeśli nie plik z Wake Me Up, to inny jest otwarty i ściubię powoli zdanie po zdaniu, więc stay tuned!
Mam nadzieję, że kiedyś wrócę do regularnego publikowania, a wtedy Was nie zabraknie. 
Życzcie mi powodzenia i do napisania! Aaa, i cieszmy się z pierwszego dnia wiosny! Nareszcie!

Trzymajcie się! xx

I.

twitter: @hemminzg








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz