wtorek, 27 czerwca 2017

• 20. I made promises to the wounded love.


*
Ciepłe promienie słońca przedzierały się przez zasłony, jasnym snopem padając na splecione na łóżku ciała. Niosły ze sobą świeży zapach poranku i subtelny aromat snu zaschniętego na zaróżowiałych policzkach oraz spierzchniętych ustach.
Zamroczony letargiem Morfeusza umysł rejestrował łagodne rysy Allei oraz jej sine powieki. Zayn przyglądał się jak cienie rzęs tańczą na jej kościach policzkowych, jednocześnie czując zapach lawendy skaczący na pasmach zaplątanych kosmyków włosów. Były to pierwsze bodźce jakie uderzyły w niego zaraz po przebudzeniu się. Opuszką palca musnął jej czoło, naznaczając ścieżkę linii papilarnych na jasnej skórze, po czym przyłożył do niej wargi
Jeszcze na dobre nie uzyskał świadomości, kiedy oczy Ally łagodnie się otworzyły. Szybko je jednak zamknęła, ze względu na jasność panującą w pokoju, a z jej gardła popłynęło mruknięcie. Naciągnęła swoje śpiące ciało, wyzwalając się tym samym z uścisku bruneta.
- Chyba zasnęliśmy – wymamrotał, nadal wpatrując się w jej poczynania. Po chwili jednak ziewnął przeciągle, zarażając tym samym dziewczynę.
- Najwyraźniej – odparła, szybko padając z powrotem na poduszkę.
Lubił takie poranki. Kiedy jego wielki świat zamykał się jedynie w czterech ścianach spokoju i zwyczajnego ciepła, bez zbędnych słów, z ciszą niczym spowiedź i zwyczajnym egzystowaniem. Kiedy ona stanowiła jego prozaiczną codzienność i ufne ramiona.
- Głodny?
Pokręcił przecząco głową, chwytając między palce kosmyki jej włosów. W tym świetle wyglądały jak złote łany zboża pokryte letnimi promieniami. Kiedy była mała, taki właśnie miały kolor. Dopiero pod wpływem lat ich odcień ściemniał.
- A ja bym się napiła kawy – stwierdziła, ostatecznie otwierając oczy.
- Ale to nie teraz – fuknął pod nosem, mocniej wtulając się w jej szyję. W efekcie tego Allea zaczęła się wiercić, rozkopując kołdrę dookoła, co znacząco nie spodobało się chłopakowi. Kiedy jednak udało się jej wyswobodzić z jego objęć, przerzuciła nogi na drugą stronę łóżka, całym ciężarem swojego ciała przygniatając Zayna.
- Zmiażdżyłaś mi śledzionę!
- Nawet nie wiesz, gdzie ona tak naprawdę się znajduje. Twoja wiedza anatomiczna jest beznadziejna – odgryzła się, po czym ściągnąwszy z nadgarstka gumkę, przewiązała nią włosy.
- Dobrze, że w innym zakresie jest na wybitnym poziomie. - Poruszał sugestywnie brwiami, a ona wyprostowała się jak struna, posyłając mu gromiące spojrzenie.
- Czasami w ciebie nie wierzę – odparła poprawiając spięty kocyk, po czym odwróciła się na pięcie i wiedziona zaspanymi kończynami, powlokła się w stronę kuchni, gdzie resztki nocnej ciszy sunęły po meblach, uciekając przed głosem poranku.
Woda gotowała się w akompaniamencie szumu prysznica oraz trzeszczącego radia, a ciepłe promienie słońca otulały dziewczęce nogi, zwisające z kuchennego blatu. Kiedy wrzątek zetknął się z ziarenkami kawy, w powietrze wzbił się kłąb pary, przyjemnie drażniący nozdrza. Nie zważając na temperaturę napoju, Allea zamoczyła w nim spragnione wargi, twarz wyciągając ku lejącego się z okna blaskowi. Właśnie w tamtym momencie drzwi łazienki uchyliły się i stanął w nich Zayn, odrzucający na wieszak wilgotny ręcznik.
Nie odezwała się. W niepewnym milczeniu obserwowała jak skierował się do sypialni, gdzie bez słowa uporządkował swoje rzeczy i zaścielił łóżko, po czym przemierzył kuchnię i zahaczając palcem o ucho kubka, przeniósł go na stół. Ostatecznie z cichym westchnieniem opadł na krzesło, plecami opierając się o drewniane deski. Nie tknął jednak kawy. Nie wypowiedział ani słowa. Wpatrywał się jedynie w swoje splecione dłonie, czasem paznokciem przejeżdżał po wzorkach na jasnej porcelanie. I tylko wydychany dym papierosowy powodował cichy szelest.
Udawała, że obserwuje coś przez okno, a później, że musi sprawdzić jakieś zapiski. Przez szparę w uchylonych drzwiach uważnie śledziła jego poczynania z jawnym smutkiem w błękitnych tęczówkach. Ostatecznie jednak się poddała i nim się zdążył się zorientować stała tuż nad nim. Nie mógł jednak zauważyć jak bardzo skrzywiła się na widok pełnej petów popielniczki.
Odsunął krzesło, pozwalając jej usadowić się na jego kolanach. Wyczuwając jego nastrój, oplotła szyję chłopaka ramionami, od czasu do czasu przejeżdżając po pokrytej chropowatej skórze palcem.
Nie był sobą. Z każdego skrawka poszarzałej cery emanowało zmęczenie. Miała wrażenie, że za chwilę odchyli głowę i w takiej pozycji będzie w stanie zasnąć. Pachniał papierosami i świeżością poranka. Czterodniowy zarost okalał zapadnięte policzki, kłując przy każdym kontakcie z dłonią blondynki. Matowe oczy były pozbawione życia i nawet naświetlane przez promienie słońca ziały niedostępną pustką. Unikał kontaktu wzrokowego. Szczuplał o słowa. Jedynie zwilżał koniuszkiem języka spierzchnięte usta, jakby jednak chciał coś powiedzieć, jednak nawet kąciki ust były dalekie od najmniejszego drgnięcia, przezwyciężającego zastygnięty beznamiętnie wyraz.
Westchnęła głęboko, a dziwny skurcz zaatakował jej serce.
- Zabija mnie patrzenie na ciebie w takim stanie - wymamrotała, odgarniając kosmyk jego włosów.
Całe powietrze jakie trzymał w swoich płucach opuściło je z głośnym świstem. Szybko odrzucił papierosa do popielniczki, po czym cały ciężar ciała przeniósł na oparcie krzesła. Dopiero wtedy podniósł wzrok na Ally, która cały ten czas śledziła jak zmieniają się jego rysy twarzy. To, co zauważył w błękitnych oczach ścisnęło go w dołku. Nie widział w nich bowiem nic poza troską i ciepłem. Wszystko to, czego tak bardzo potrzebował, a od czego tak zawzięcie uciekał.
Zaplótł więc dłonie wokół jej talii, podtrzymując jej ciało przed zsunięciem się na podłogę, podczas gdy ona oparła czoło na jego ramieniu, palcami przebiegając po ciemnych włosach. I trwali tak niemal cały poranek, wsłuchując się we własne oddechy oraz wędrując po odkrytych skrawkach skóry dłońmi.
Uspokojenie. Zebranie myśli. Odsunięcie strachu.
Dom.
Kilkanaście kwadransów później, gdy słońce już w pełnej okazałości wypełzło na płachtę błękitnego nieba, a w kubach zostało jedynie parę łyków niedopitej kawy, Ally wstała od stołu, prostując zastane ciało. Przeciągnęła się energicznie, a jej kości wydały cichy trzask. Zayn wydawał się być natomiast bardziej przyziemny. Jakby wreszcie wrócił z długiej wędrówki po własnych myślach, dając pozory względnej normalności.
Nie powiedział co do końca go trapi, jednak blondynka w pełni to rozumiała. Czasami bowiem nie czujemy się sobą, za czym nie stoi konkretna przyczyna. Tak jakby nasza dusza udała się na długi spacer, opuszczając na kilka chwil ciało, które staje się nieswoje, pełne obumarłych komórek i z mętlikiem nieokiełznanych myśli. Pozwoliła mu zatem milczeć, jedynie wplatając w to delikatne muśnięcia ustami czy też opuszkami palców, sygnalizującymi, że nadal jest tu obecna. Że nie musi się obawiać.
- Która godzina? - zapytał chłopak, również prostując się na krześle.
- Dochodzi dwadzieścia po dwunastej – odparła, wkładając naczynia do zlewu, uprzednio jednak zerkając na niewielki zegar zawieszony obok szafki z kubkami.
Zayn zerwał się jak oparzony, niemal przewracając drewniany mebel, po czym szybko ruszył w stronę sypialni, zbierając po drodze najpotrzebniejsze rzeczy.
- Cholera jasna, tak późno? Zasiedziałem się… Spóźnię się na spotkanie – wyrzucał z siebie słowa, wkładając do kieszeni portfel i telefon.
Ally jedynie oparła się biodrem o ścianę łączącą kuchnię z salonem i krzyżując dłonie na piersi, ze śmiechem wpatrywała się w panikującego przyjaciela, biegającego po całym mieszkaniu.
- Zayn … - odezwała się, jednak on machnął jedynie ręką, niemal przepadając przed sznurówki swoich butów.
- Nie teraz, All.
- Ale Zayn …
- Porozmawiamy popołudniu, dobrze? - zapewnił ją. Zarzucił jeszcze kurtkę na ramiona, po czym rzucając szybkie: „ do zobaczenia”, zniknął za drzwiami.
Allea westchnęła ze śmiechem i ruszywszy w ślad za nim, zatrzymała się przy wejściu. Przez ten cały czas nasłuchiwała jego kroków, będąc absolutnie przekonaną, że za chwilę chłopak pojawi się z powrotem. Zawsze bawił ją popłoch w jakim Zayn zbierał się do wyjścia, kiedy dziwnym trafem zegar pokazywał piętnaście, dziesięć, a czasami nawet pięć minut do wyznaczonej godziny. Nie żeby to zdarzało się stosunkowo często. W żadnym wypadku!
Nie minęły dwie minut, kiedy po klatce schodowej rozległ się odgłos głośnych kroków. Dziewczyna przystanęła przy drzwiach, wyciągając jedynie dłoń z kluczykami do samochodu.
- No tak, kluczyki – zaśmiał się, odbierając je od przyjaciółki. - Co ja bym bez ciebie zrobił…
- Zginąłbyś. - Wzruszyła obojętnie ramionami.
- Och, jak optymistycznie. Na razie, Alls – rzucił jeszcze, przelotnie cmokając jej czoło. Od ścian odbił się szybki tupot, po czym drzwi frontowe zamknęły się z trzaskiem.
And the corner of my mind and the night before has left you and the smoke has filled your lungs when you don't know what you've come here for or the person you've become.


Od autorki: Bum! Ale teraz narobiłam, co? Nie spodziewaliście się mnie tutaj. W sumie, to zaskoczyłam chyba samą siebie. Czuję się paskudnie, że tak to wszystko zaniedbałam, ale wiem, że nie było innego wyjścia. Chyba że ktoś by mi włożył w tydzień ósmy dzień. Nie pogardziłabym!
Na powitanie rzucam Wam dość przyjemny (blah, chyba aż za bardzo) rozdział. Łapcie i dawajcie znać, co myślicie. Tak właśnie się przywitamy, a ja postaram się już nie znikać, bo trochę tęskno do publikowania. 
Pierwszy rok za mną, yaaas! Dokonałam tego! A to jest równoznaczne z większą ilością czasu na pisanie. Tylko żeby wena nie wyjechała na wakacje.

No nic, koniec gadaniny. Kłaniam się Wam pięknie po tej przerwie i mam cichą nadzieję, że jeszcze ktoś tu został.
Do (rychłego!) napisania! 
I. xx



























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz