*
Ciepłe
promienie słońca przedzierały się przez zasłony, jasnym snopem
padając na splecione na łóżku ciała. Niosły ze sobą świeży
zapach poranku
i subtelny aromat snu zaschniętego na zaróżowiałych policzkach
oraz spierzchniętych ustach.
Zamroczony
letargiem Morfeusza umysł rejestrował łagodne rysy Allei
oraz jej sine powieki. Zayn przyglądał się jak cienie rzęs tańczą
na jej kościach policzkowych, jednocześnie czując zapach lawendy
skaczący na pasmach zaplątanych kosmyków włosów. Były to
pierwsze bodźce jakie uderzyły w niego zaraz po przebudzeniu się.
Opuszką palca musnął jej czoło, naznaczając ścieżkę linii
papilarnych na jasnej skórze, po
czym przyłożył do niej wargi
Jeszcze
na dobre nie uzyskał świadomości, kiedy oczy Ally łagodnie się
otworzyły. Szybko je jednak zamknęła, ze względu na jasność
panującą w pokoju, a z jej gardła popłynęło mruknięcie.
Naciągnęła swoje śpiące ciało, wyzwalając się tym samym z
uścisku bruneta.
-
Chyba zasnęliśmy – wymamrotał, nadal wpatrując się w jej
poczynania. Po chwili jednak ziewnął przeciągle, zarażając tym
samym dziewczynę.
-
Najwyraźniej – odparła, szybko padając z powrotem na poduszkę.
Lubił
takie poranki. Kiedy jego wielki świat zamykał się jedynie w
czterech ścianach spokoju i zwyczajnego ciepła, bez zbędnych słów,
z ciszą niczym spowiedź i zwyczajnym egzystowaniem. Kiedy ona
stanowiła jego prozaiczną codzienność i ufne ramiona.
-
Głodny?
Pokręcił
przecząco głową, chwytając między palce kosmyki jej włosów. W
tym świetle wyglądały jak złote łany zboża pokryte letnimi
promieniami. Kiedy była mała, taki właśnie miały kolor. Dopiero
pod wpływem lat ich odcień ściemniał.
-
A ja bym się napiła kawy – stwierdziła, ostatecznie otwierając
oczy.
-
Ale to nie teraz – fuknął pod nosem, mocniej wtulając się w jej
szyję. W efekcie tego Allea zaczęła się wiercić, rozkopując
kołdrę dookoła, co znacząco nie spodobało się chłopakowi.
Kiedy jednak udało się jej wyswobodzić z jego objęć, przerzuciła
nogi na drugą stronę łóżka, całym ciężarem swojego ciała
przygniatając Zayna.
-
Zmiażdżyłaś mi śledzionę!
-
Nawet
nie wiesz, gdzie ona tak naprawdę się znajduje. Twoja wiedza
anatomiczna jest beznadziejna
– odgryzła się, po czym ściągnąwszy z nadgarstka gumkę,
przewiązała nią włosy.
-
Dobrze,
że w innym zakresie jest na wybitnym poziomie. - Poruszał
sugestywnie brwiami, a ona wyprostowała się jak struna, posyłając
mu gromiące spojrzenie.
-
Czasami w ciebie nie wierzę – odparła poprawiając spięty kocyk,
po czym odwróciła się na pięcie i wiedziona zaspanymi kończynami,
powlokła się w stronę kuchni, gdzie
resztki nocnej ciszy sunęły po meblach, uciekając przed głosem
poranku.
Woda
gotowała się w akompaniamencie szumu prysznica oraz trzeszczącego
radia, a ciepłe promienie słońca otulały dziewczęce nogi,
zwisające z kuchennego blatu. Kiedy wrzątek zetknął się z
ziarenkami kawy, w powietrze wzbił się kłąb pary, przyjemnie
drażniący nozdrza. Nie zważając na temperaturę napoju, Allea
zamoczyła w nim spragnione wargi, twarz wyciągając ku lejącego
się z okna blaskowi. Właśnie w tamtym momencie drzwi łazienki
uchyliły się i stanął w nich Zayn, odrzucający na wieszak
wilgotny ręcznik.
Nie
odezwała się. W niepewnym milczeniu obserwowała jak skierował się
do sypialni, gdzie bez słowa uporządkował swoje rzeczy i zaścielił
łóżko, po czym przemierzył kuchnię i zahaczając palcem o ucho
kubka, przeniósł go na stół. Ostatecznie z cichym westchnieniem
opadł na krzesło, plecami opierając się o drewniane deski. Nie
tknął jednak kawy. Nie wypowiedział ani słowa. Wpatrywał się
jedynie w swoje splecione dłonie, czasem paznokciem przejeżdżał
po wzorkach na jasnej porcelanie. I tylko wydychany dym papierosowy
powodował cichy szelest.
Udawała,
że obserwuje coś przez okno, a później, że musi sprawdzić
jakieś zapiski. Przez szparę w uchylonych drzwiach uważnie
śledziła jego poczynania z jawnym smutkiem w błękitnych
tęczówkach. Ostatecznie jednak się poddała i nim się zdążył
się zorientować stała tuż nad nim. Nie mógł jednak zauważyć
jak bardzo skrzywiła się na widok pełnej petów popielniczki.
Odsunął
krzesło, pozwalając jej usadowić się na jego kolanach. Wyczuwając
jego nastrój, oplotła szyję chłopaka ramionami, od czasu do czasu
przejeżdżając po pokrytej
chropowatej
skórze palcem.
Nie
był sobą. Z każdego skrawka poszarzałej cery emanowało
zmęczenie. Miała wrażenie, że za chwilę odchyli głowę i w
takiej pozycji będzie w stanie zasnąć. Pachniał papierosami i
świeżością poranka. Czterodniowy zarost okalał zapadnięte
policzki, kłując przy każdym kontakcie z dłonią blondynki.
Matowe oczy były pozbawione życia i nawet naświetlane przez
promienie słońca ziały niedostępną pustką. Unikał kontaktu
wzrokowego. Szczuplał o słowa. Jedynie zwilżał koniuszkiem języka
spierzchnięte usta, jakby jednak chciał coś powiedzieć, jednak
nawet
kąciki ust były dalekie od najmniejszego drgnięcia,
przezwyciężającego
zastygnięty beznamiętnie wyraz.
Westchnęła
głęboko, a dziwny skurcz zaatakował jej serce.
-
Zabija mnie patrzenie na ciebie w takim stanie - wymamrotała,
odgarniając kosmyk jego włosów.
Całe
powietrze jakie trzymał w swoich płucach opuściło je z głośnym
świstem. Szybko odrzucił papierosa do popielniczki, po czym cały
ciężar ciała przeniósł na oparcie krzesła. Dopiero wtedy
podniósł wzrok na Ally, która cały ten czas śledziła jak
zmieniają się jego rysy twarzy. To, co zauważył w błękitnych
oczach ścisnęło go w dołku. Nie widział w nich bowiem nic poza
troską i ciepłem. Wszystko to, czego tak bardzo potrzebował, a od
czego tak zawzięcie uciekał.
Zaplótł
więc dłonie wokół jej talii, podtrzymując jej ciało przed
zsunięciem się na podłogę, podczas gdy ona oparła czoło na jego
ramieniu, palcami przebiegając po ciemnych włosach. I trwali tak
niemal cały poranek, wsłuchując się we własne oddechy oraz
wędrując po odkrytych skrawkach skóry dłońmi.
Uspokojenie.
Zebranie myśli. Odsunięcie strachu.
Dom.
Kilkanaście
kwadransów
później, gdy słońce już w pełnej okazałości wypełzło na
płachtę błękitnego nieba, a w kubach zostało jedynie parę łyków
niedopitej kawy, Ally wstała od stołu, prostując zastane ciało.
Przeciągnęła się energicznie, a jej kości wydały cichy trzask.
Zayn wydawał się być natomiast bardziej przyziemny. Jakby wreszcie
wrócił z długiej wędrówki po własnych myślach, dając pozory
względnej normalności.
Nie
powiedział co do końca go trapi, jednak blondynka w pełni to
rozumiała. Czasami bowiem nie czujemy się sobą, za czym nie stoi
konkretna przyczyna. Tak jakby nasza dusza udała się na długi
spacer, opuszczając na kilka chwil ciało, które staje się
nieswoje, pełne obumarłych komórek i z mętlikiem nieokiełznanych
myśli. Pozwoliła mu zatem milczeć, jedynie wplatając w to
delikatne muśnięcia ustami czy też opuszkami palców,
sygnalizującymi, że nadal jest tu obecna. Że nie musi się
obawiać.
-
Która
godzina? - zapytał chłopak, również prostując się na krześle.
-
Dochodzi dwadzieścia po dwunastej – odparła, wkładając naczynia
do zlewu, uprzednio jednak zerkając na niewielki zegar zawieszony
obok szafki z kubkami.
Zayn
zerwał się jak oparzony, niemal przewracając drewniany mebel, po
czym szybko ruszył w stronę sypialni, zbierając po drodze
najpotrzebniejsze rzeczy.
-
Cholera jasna, tak późno? Zasiedziałem się… Spóźnię się na
spotkanie – wyrzucał z siebie słowa, wkładając do kieszeni
portfel i telefon.
Ally
jedynie oparła się biodrem o ścianę łączącą kuchnię z
salonem i krzyżując dłonie na piersi, ze śmiechem wpatrywała się
w panikującego przyjaciela, biegającego po całym mieszkaniu.
-
Zayn … - odezwała się, jednak on machnął jedynie ręką, niemal
przepadając przed sznurówki swoich butów.
-
Nie teraz, All.
-
Ale Zayn …
-
Porozmawiamy popołudniu, dobrze? - zapewnił ją. Zarzucił jeszcze
kurtkę na ramiona, po czym rzucając szybkie: „ do zobaczenia”,
zniknął za drzwiami.
Allea
westchnęła ze śmiechem i ruszywszy w ślad za nim, zatrzymała się
przy wejściu. Przez ten cały czas nasłuchiwała jego kroków,
będąc absolutnie przekonaną, że za chwilę chłopak pojawi się z
powrotem. Zawsze bawił ją popłoch w jakim Zayn zbierał się do
wyjścia, kiedy dziwnym trafem zegar pokazywał piętnaście,
dziesięć, a czasami nawet pięć minut do
wyznaczonej godziny. Nie żeby to zdarzało się stosunkowo często.
W żadnym wypadku!
Nie
minęły dwie minut, kiedy po klatce schodowej rozległ się odgłos
głośnych kroków. Dziewczyna przystanęła przy drzwiach,
wyciągając jedynie dłoń z kluczykami do samochodu.
-
No tak, kluczyki – zaśmiał się, odbierając je od przyjaciółki.
- Co ja bym bez ciebie zrobił…
-
Zginąłbyś. - Wzruszyła
obojętnie ramionami.
-
Och, jak optymistycznie.
Na razie, Alls – rzucił jeszcze, przelotnie cmokając jej czoło.
Od ścian odbił się szybki tupot, po czym drzwi frontowe zamknęły
się z trzaskiem.
And
the corner of my mind and the night before has left you and the smoke
has filled your lungs when you don't know what you've come here for
or the person you've become.
Od autorki: Bum! Ale teraz narobiłam, co? Nie spodziewaliście się mnie tutaj. W sumie, to zaskoczyłam chyba samą siebie. Czuję się paskudnie, że tak to wszystko zaniedbałam, ale wiem, że nie było innego wyjścia. Chyba że ktoś by mi włożył w tydzień ósmy dzień. Nie pogardziłabym!
Na powitanie rzucam Wam dość przyjemny (blah, chyba aż za bardzo) rozdział. Łapcie i dawajcie znać, co myślicie. Tak właśnie się przywitamy, a ja postaram się już nie znikać, bo trochę tęskno do publikowania.
Pierwszy rok za mną, yaaas! Dokonałam tego! A to jest równoznaczne z większą ilością czasu na pisanie. Tylko żeby wena nie wyjechała na wakacje.
No nic, koniec gadaniny. Kłaniam się Wam pięknie po tej przerwie i mam cichą nadzieję, że jeszcze ktoś tu został.
Do (rychłego!) napisania!
I. xx

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz