Poprawiając ten dość sympatyczny i zabawny rozdział, przed oczami miałam twarz chłopaka o dość delikatnych rysach i brązowych oczach. I dlatego też chciałabym go zadedykować Filipowi, jednej z najpiękniejszych duszyczek jakąkolwiek przyszło mi poznać. Za bycie gentlemanem wyciągniętym z innej dekady, za najlepsze rozmyślania, leżenie w środku nocy na drodze, wpatrując się w gwiazdy, tatusiowanie, kiedy trzeba, ciągłe wymiany latarka-kapelusz, ścięcie mojżeszowych włosów oraz za najwspanialsze, a zarazem najdziksze tańce na różnych imprezach.
*
*
Będąc całkowicie pochłoniętą rozmową z Lou,
upijała właśnie kolejny łyk herbaty z wielkiego szarego kubka, gdy do
pomieszczenia wszedł Zayn.
- Gotowa? – zapytał, przerzucając sobie
przez ramię biały ręcznik, który wchłaniał ostatnie krople wody pozostałe na
jego ciele po szybkim prysznicu. Allea posłała mu karcące spojrzenie, z którego
oczywiście nic sobie nie zrobił.
- Nie żeby coś, ale przeszkadzasz –
fuknęła zakładając dłonie na piersi i wydymając usta.
- Proszę cię.
- Jesteśmy w trakcie bardzo poważnej
rozmowy, a ty bezceremonialnie wcinasz się nam w słowo – żartobliwie skarciła go również
stylistka, jednak chłopak również i do tej uwagi nie przywiązał większej wagi.
Przyglądał się natomiast naburmuszonej twarzyczce blondynki. Z konsternacją zmarszczył
brwi, przechylając głowę odrobinę w prawo, co niesamowicie zdziwiło obie
kobiety.
- No co? – zapytała Ally.
- Wyglądasz jak panda – stwierdził jak
gdyby nigdy nic, wzruszając ramionami. Ta uwaga kosztowała go bliższe spotkanie
z leżącym na stole zeszytem i krótki monolog odnośnie perfidności, którą jakoby
miała się cechować jego osoba.
- A teraz tak na serio, o czym
dyskutujecie? – Oparł się o blat stojącego nieopodal stolika, wrzucając sobie
do buzi dwa winogrona. Nie liczył na zwięzłą odpowiedź, bo babskie tematy nie
stanowiły dla niego szczególnie pociągającego tematu. Przygotowywał się no, że
usłyszane przez niego zdania jednym uchem wlecą, drugim wylecą.
- O mojej ciąży – oświadczyła dziewczyna, a zielony owoc w momencie stanął w przełyku chłopaka. Otworzył szeroko oczy,
usiłując unormować oddech.
- Co proszę?
Całe pomieszczenie zastygło w tej
jednej chwili, dusząc ciszą. To były jedne z najgorszych chwil jakie przyszło
mu przeżywać, a ponieważ był tak zaabsorbowany wiadomością, nie zwrócił uwagi
na siedzącą nieopodal stylistkę, która powstrzymywała łzy śmiechu. Dopiero
wymowne cmoknięcie niebieskookiej na nowo przywróciło normalny bieg czasu.
- Matko, jakiś ty naiwny czasami– pokręciła
z pobłażaniem głową i w momencie z jej gardła wydobył się melodyjny śmiech.
Zayn natomiast potrzebował chwili na ogarnięcie całej sytuacji, którą odebrał
znacznie poważniej niż powinien. Coś skręciło się w nim nie na myśl, że jego przyjaciółka
będzie miała dziecko, a pod wpływem obrazu jej z zupełnie nieznanym mu facetem. - Myślisz, że bym cię oddała?
- Przecież ja cię kiedyś zabiję! –
obruszył się. Z jego barków zeszło dziwne napięcie, a by nie dać po sobie
poznać, że ten ambitny żart, którego był ofiarą dotknął go w jakikolwiek
sposób, złapał Ally za dłoń. – A teraz już chodź.
- Ale Zaaaayn - jęknęła przeciągle,
opierając twarz na swoim ramieniu, co na niewiele się jej zdało, gdyż w
momencie została niemal wywleczona z pomieszczenia.
- Nie marudź. Dla ciężarnych
wskazane jest świeże powietrze. A swoją rozmowę o pieluchach dokończycie jak
wrócimy – wytłumaczył, mrugając do Lou porozumiewawczo i już po chwili
zatrzaskiwał tylne drzwi areny.
*
Zatłoczony taras widokowy usytuowany
na lewym brzegu East River oświetlony był drobnymi lampkami owiniętymi wokół
balustrady. Niemal wszystkie siedzenia były zajęte, a echo rozmów niosło się po
spowitej nocą przestrzeni. Tafla brudnej wody iskrzyła się drobnymi punkcikami,
przyjemnie szumiąc w uszach. Miasto po drugiej stronie jarzyło się jaskrawą łuną świateł, a
dobiegające z niego dźwięki pozwalały zapomnieć o późnej porze. Własnie podczas
takich wieczorów można było zrozumieć dlaczego Nowy Jork nigdy nie zasypia. To
jakby ludzie prowadzili podwójną tożsamość. Ci lubujący się w świetle słońca
zaszywali się w mieszkaniach, oddając pole do popisu zwolennikom iskrzących się
gwiazd. Życie nadal się toczyło.
- Jak w domu? – zapytał, upijając z
butelki łyk lemoniady.
- W zasadzie wszystko po staremu.
Mama nadal nadal narzeka na nadmiar papierkowej roboty, tata razem z panem Simsonen rozbudowują warsztat. Z Doniyah czasami się
widuję, jak przyjedzie do domu, Walyiah ostatnio chyba kogoś poznała…
- Chodzi ci o Jima?
- Tak, dokładnie o niego. Wydaje się
być sympatyczny. Saafę czasami odbieram ze szkoły, jak się nam godziny pokryją. U
Twoich rodziców też nic nowego. Tylko brakuje im ciebie. W sumie mogłabym
powiedzieć to samo. Ach, i ostatnio przyjechali robotnicy i wymienili nasze
stare szczeble, dasz wiarę?
- Nie może być! – krzyknął zaskoczony.
Wiele wspomnień wiązało się z odrapaną drabinką umiejscowioną na placu zabaw
nieopodal ich domów. To na niej wisiały bluzy, kiedy w cieplejsze dni zabawiali
się w najlepsze, to one służyły jako podpórka do namiotu i to z nich Zayn
kiedyś spadł prosto na plecy, co wywołało więcej larma, niż w rzeczywistości
wymagało.
- Przynajmniej huśtawki zostawili –
prychnęła, na co się zaśmiał.
- All?
- Hmm?
- Czy mogłabyś powtórzyć tę kwestię
po tym, co u moich rodziców? – poprosił delikatnie. Był świadomy, że wreszcie
muszą poruszyć ten temat. Jak się również spodziewał, blondynka odwróciła
głowę, cały czas uciekając spojrzeniem. Nakrył więc jej dłoń swoją, dodając
otuchy.
- All…
- Ugh, bo bez ciebie to nie to samo,
wiesz? Często łapię się jeszcze na tym, że zbieram się do ciebie, a tak
naprawdę nie ma cię nawet obok. Brakuje mi naszych rozmów, wspólnych wyjść. Nie
jesteś dla mnie, tak jak kiedyś. I czasami chciałabym, żebyś mi założył ten
francowaty łańcuch na zębatkę, bo ja nadal nie potrafię tego robić. I chcę
znowu zrobić ci spektakularną pobudkę, jeszcze efektywniejszą niż ta, kiedy
skończyło się na zadrapaniu przez kota – wysapała na wdechu, jakby te słowa
były najbardziej morderczym wysiłkiem. Czuła, jak w kącikach oczu zaczęły
zbierać się łzy. – Tęsknię za tobą, Zayn.
I wtedy spojrzał na nią jak na
bezbronne dziecko, które zostawił w rodzinnej miejscowości kilka lat temu.
Wtedy musiała zacząć radzić sobie sama. Bez niego u boku. Pogładził palcem
wierzch jej dłoni i kiedy już miał się odezwać, ona go uprzedziła.
- A opowiadałam ci, co ostatnio
zrobił Dan? Myślałam wtedy, że padnę. Zaczęło się od ostatniej zbiórki pod
namiotami… - zaczęła opowiadać, jakby słowa wypowiedziane przez nią parę chwil
wcześniej zupełnie nie miały znaczenia. Tak naprawdę miały, i to ogromne, ale
Ally stwierdziła, że nie może teraz doprowadzić do sytuacji, kiedy Zayn zadręczałby
się jeszcze bardziej. W końcu po coś teraz u niego była. Miała mu pomóc, tak
jak zawsze.
On pozwolił jej trajkotać, nie
wtrącając się ani słowem. Tak naprawdę nie skupiał się na treści przedstawianej
historii. Samą radość czerpał z obecności dziewczyny, od której często był
odgradzany. Podświadomie też tęsknił. Nie potrafił jednak jeszcze tego do
siebie dopuścić. Dlatego teraz chłoną ją całą, tak jak potrafił najlepiej.
Sklejał swoje zmęczone komórki ciała, naprawiał uczucia, budował wiarę.
Sklejał swoje zmęczone komórki ciała, naprawiał uczucia, budował wiarę.
Rozmowa trwałaby dalej, gdyby grupka
osób, która przysiadła nieopodal nich nie powiększała się. Szepty wśród których
można było usłyszeć imię i nazwisko, a także nazwę zespołu chłopaka były coraz
głośniejsze, co przykuło uwagę przyjaciół. I właśnie w tamtej chwili pękła cała
radość ze wspólnie spędzonego czasu. Ludzie zaczęli rozpoznawać Zayna, budził
coraz większą ciekawość, wśród otaczających go. W takich warunkach nie
dało się siedzieć, a co dopiero rozmawiać. Znowu coś im przerwało. Znowu nie
mogli dokończyć. Chcieli nacieszyć się jedynie krótką chwilą anonimowości,
która nie była im dana.
Brunet spojrzał przepraszająco na
swoją zmieszaną towarzyszkę i widząc jej reakcję, ponownie zaczął odczuwać
wyrzuty sumienia. Znowu stawiał ją przed jej lękiem.
- Przepraszam, Ally – bąknął,
wstając z miejsca. – Chodź, ucieknijmy stąd. – Podał jej rękę, którą ufnie
ścisnęła i mijając obcych ludzi, zniknęli w jednej z uliczek.
Szukali spokoju i ciszy i właśnie
takie warunki dały im zawiłe uliczki miasta. Wielokrotnie strach przebiegł
im po plecach, gdy musieli przemierzyć jakieś ciemne zakamarki, jednak
ostatecznie wyszło z tego więcej zabawy niżeli obaw. Między śmiechami i
opowieściami zatracił się czas, dlatego też dotarli do hotelu około drugiej w
nocy, po pościgu za ostatnim autobusem i pokonaniu drogi od przystanku do ich
miejsca zakwaterowania.
Ledwo unosząc się na zmęczonych nogach
pokonywali oświetlony słabym światłem korytarz.
- Nie wiem czy ci się to podoba czy
nie, ale jutro idziesz ze mną na bankiet – oświadczył dziarsko Zayn, w zasadzie
stawiając zaskoczoną niebieskooką przed faktem dokonanym.
- Słucham?
- Biorę cię jako osobę towarzyszącą.
I z góry mówię, że jeansy odpadają – uprzedził szybko, powodując, że mina Ally
jeszcze bardziej wykrzywiła się w grymasie.
- Jesteś bezduszny – wyrzuciła.
*
Woń męskich perfum roznosiła się po
holu głównym z niesamowitą intensywnością, łechcąc tym samym zmysł węchu. Atmosfera
przed wielką uroczystością była niezwykle luźna, a ostatnie poprawki wykonywane
były na świeżo. Zayn poprawił zgięcie mankietu, podśpiewując sobie pod nosem.
- A ten co się tak uśmiecha jak
głupi do sera? – zapytał zaczepnie Louis.
- Ty lepiej chodź tutaj i dawaj ten
krawat, a nie zajmuj się jego humorem – zagroziła Caroline, chwytając palcami
aksamitny materiał.
- Ally przyleciała –
wtrącił Niall, rozsiadając się na jednej z kanap.
- Albo to, albo on rzeczywiście jest
bipolarny – skwitował ze śmiechem Louis.
Rzeczywiście, w przeciągu czterech
dni postawa Zayna zmieniła się diametralnie. Nie chodził już przybity, miał
większy zapał do wszystkiego, dzięki czemu wszystkim zrobiło się lżej. Ogólna
atmosfera się rozrzedziła i nikt już nie dusił się w oparach kłótni.
Sam chłopak jednak tego nie
dostrzegał. Dla niego jedyne co się zmieniło, to liczba przespanych nocy i ilość
papierosów w paczce. Czuł się lżej, pozytywniej, bezpieczniej.
Wymiana spekulacji trwałaby pewnie
dłużej, gdyby nie dźwięk oznajmiający przybycie windy, z której wysiadły dwie
kobiety.
...
*
Zawołaj mnie z piasku w wiatr.
a/n: Zostawię Was dzisiaj dość brzydko, bo bez jakiegokolwiek słowa. Powiem tylko, że się dużo dzieje, co nie zawsze jest dobre. I tak tylko zapytam, czujecie tę jesień w powietrzu?
#WakeMeUpFF

Zapomniałam jak świetny jest blogspot.........
OdpowiedzUsuńnie zapomniałam za to jak świetne jest to opowiadanie nooo...
napiszę jak gimbus "I <3 Wake me up! czekam na neksta" hahahahhaha
I Wake Me Up doczekało się pierwszego komentarza! Właśnie żałuję, że większość ludzi zapomniała już o tej platformie, bo tutaj super się publikuje. Dzięki, Mila, że tu zaglądasz i komentujesz i jesteś najlepsiejszym #ZallyShipper na świecie. Czekaj, czekaj, gimbusie! <3
Usuń