sobota, 19 września 2015

• 3. Nie dziejmy się. Ucieknij ze mną.

Poprawiając ten dość sympatyczny i zabawny rozdział, przed oczami miałam twarz chłopaka o dość delikatnych rysach i brązowych oczach. I dlatego też chciałabym go zadedykować Filipowi, jednej z najpiękniejszych duszyczek jakąkolwiek przyszło mi poznać. Za bycie gentlemanem wyciągniętym z innej dekady, za najlepsze rozmyślania, leżenie w środku nocy na drodze, wpatrując się w gwiazdy, tatusiowanie, kiedy trzeba, ciągłe wymiany latarka-kapelusz, ścięcie mojżeszowych włosów oraz za najwspanialsze, a zarazem najdziksze tańce na różnych imprezach.
*

Ja zrobię z marcepanu słońce, ty deszcz.

*
Będąc całkowicie pochłoniętą rozmową z Lou, upijała właśnie kolejny łyk herbaty z wielkiego szarego kubka, gdy do pomieszczenia wszedł Zayn.

- Gotowa? – zapytał, przerzucając sobie przez ramię biały ręcznik, który wchłaniał ostatnie krople wody pozostałe na jego ciele po szybkim prysznicu. Allea posłała mu karcące spojrzenie, z którego oczywiście nic sobie nie zrobił.

- Nie żeby coś, ale przeszkadzasz – fuknęła zakładając dłonie na piersi i wydymając usta.

- Proszę cię.

- Jesteśmy w trakcie bardzo poważnej rozmowy, a ty bezceremonialnie wcinasz się nam w słowo – żartobliwie skarciła go również stylistka, jednak chłopak również i do tej uwagi nie przywiązał większej wagi. Przyglądał się natomiast naburmuszonej twarzyczce blondynki. Z konsternacją zmarszczył brwi, przechylając głowę odrobinę w prawo, co niesamowicie zdziwiło obie kobiety.

- No co? – zapytała Ally.

- Wyglądasz jak panda – stwierdził jak gdyby nigdy nic, wzruszając ramionami. Ta uwaga kosztowała go bliższe spotkanie z leżącym na stole zeszytem i krótki monolog odnośnie perfidności, którą jakoby miała się cechować jego osoba.

- A teraz tak na serio, o czym dyskutujecie? – Oparł się o blat stojącego nieopodal stolika, wrzucając sobie do buzi dwa winogrona. Nie liczył na zwięzłą odpowiedź, bo babskie tematy nie stanowiły dla niego szczególnie pociągającego tematu. Przygotowywał się no, że usłyszane przez niego zdania jednym uchem wlecą, drugim wylecą.

- O mojej ciąży – oświadczyła dziewczyna,  a zielony owoc w momencie stanął w przełyku chłopaka. Otworzył szeroko oczy, usiłując unormować oddech.

- Co proszę?

Całe pomieszczenie zastygło w tej jednej chwili, dusząc ciszą. To były jedne z najgorszych chwil jakie przyszło mu przeżywać, a ponieważ był tak zaabsorbowany wiadomością, nie zwrócił uwagi na siedzącą nieopodal stylistkę, która powstrzymywała łzy śmiechu. Dopiero wymowne cmoknięcie niebieskookiej na nowo przywróciło normalny bieg czasu.

- Matko, jakiś ty naiwny czasami– pokręciła z pobłażaniem głową i w momencie z jej gardła wydobył się melodyjny śmiech. Zayn natomiast potrzebował chwili na ogarnięcie całej sytuacji, którą odebrał znacznie poważniej niż powinien. Coś skręciło się w nim nie na myśl, że jego przyjaciółka będzie miała dziecko, a pod wpływem obrazu jej z zupełnie nieznanym mu facetem. - Myślisz, że bym cię oddała?

- Przecież ja cię kiedyś zabiję! – obruszył się. Z jego barków zeszło dziwne napięcie, a by nie dać po sobie poznać, że ten ambitny żart, którego był ofiarą dotknął go w jakikolwiek sposób, złapał Ally za dłoń. – A teraz już chodź.

- Ale Zaaaayn - jęknęła przeciągle, opierając twarz na swoim ramieniu, co na niewiele się jej zdało, gdyż w momencie została niemal wywleczona z pomieszczenia.

- Nie marudź. Dla ciężarnych wskazane jest świeże powietrze. A swoją rozmowę o pieluchach dokończycie jak wrócimy – wytłumaczył, mrugając do Lou porozumiewawczo i już po chwili zatrzaskiwał tylne drzwi areny.

*
Zatłoczony taras widokowy usytuowany na lewym brzegu East River oświetlony był drobnymi lampkami owiniętymi wokół balustrady. Niemal wszystkie siedzenia były zajęte, a echo rozmów niosło się po spowitej nocą przestrzeni. Tafla brudnej wody iskrzyła się drobnymi punkcikami, przyjemnie szumiąc w uszach. Miasto po drugiej stronie jarzyło się jaskrawą łuną świateł, a dobiegające z niego dźwięki pozwalały zapomnieć o późnej porze. Własnie podczas takich wieczorów można było zrozumieć dlaczego Nowy Jork nigdy nie zasypia. To jakby ludzie prowadzili podwójną tożsamość. Ci lubujący się w świetle słońca zaszywali się w mieszkaniach, oddając pole do popisu zwolennikom iskrzących się gwiazd. Życie nadal się toczyło.

- Jak w domu? – zapytał, upijając z butelki łyk lemoniady.

- W zasadzie wszystko po staremu. Mama nadal nadal narzeka na nadmiar papierkowej roboty, tata razem z panem Simsonen rozbudowują warsztat. Z Doniyah czasami się widuję, jak przyjedzie do domu, Walyiah ostatnio chyba kogoś poznała…

- Chodzi ci o Jima?

- Tak, dokładnie o niego. Wydaje się być sympatyczny. Saafę czasami odbieram ze szkoły, jak się nam godziny pokryją. U Twoich rodziców też nic nowego. Tylko brakuje im ciebie. W sumie mogłabym powiedzieć to samo. Ach, i ostatnio przyjechali robotnicy i wymienili nasze stare szczeble, dasz wiarę?

- Nie może być! – krzyknął zaskoczony. Wiele wspomnień wiązało się z odrapaną drabinką umiejscowioną na placu zabaw nieopodal ich domów. To na niej wisiały bluzy, kiedy w cieplejsze dni zabawiali się w najlepsze, to one służyły jako podpórka do namiotu i to z nich Zayn kiedyś spadł prosto na plecy, co wywołało więcej larma, niż w rzeczywistości wymagało.

- Przynajmniej huśtawki zostawili – prychnęła, na co się zaśmiał.

- All?

- Hmm?

- Czy mogłabyś powtórzyć tę kwestię po tym, co u moich rodziców? – poprosił delikatnie. Był świadomy, że wreszcie muszą poruszyć ten temat. Jak się również spodziewał, blondynka odwróciła głowę, cały czas uciekając spojrzeniem. Nakrył więc jej dłoń swoją, dodając otuchy.

- All…

- Ugh, bo bez ciebie to nie to samo, wiesz? Często łapię się jeszcze na tym, że zbieram się do ciebie, a tak naprawdę nie ma cię nawet obok. Brakuje mi naszych rozmów, wspólnych wyjść. Nie jesteś dla mnie, tak jak kiedyś. I czasami chciałabym, żebyś mi założył ten francowaty łańcuch na zębatkę, bo ja nadal nie potrafię tego robić. I chcę znowu zrobić ci spektakularną pobudkę, jeszcze efektywniejszą niż ta, kiedy skończyło się na zadrapaniu przez kota – wysapała na wdechu, jakby te słowa były najbardziej morderczym wysiłkiem. Czuła, jak w kącikach oczu zaczęły zbierać się łzy. – Tęsknię za tobą, Zayn.

I wtedy spojrzał na nią jak na bezbronne dziecko, które zostawił w rodzinnej miejscowości kilka lat temu. Wtedy musiała zacząć radzić sobie sama. Bez niego u boku. Pogładził palcem wierzch jej dłoni i kiedy już miał się odezwać, ona go uprzedziła.

- A opowiadałam ci, co ostatnio zrobił Dan? Myślałam wtedy, że padnę. Zaczęło się od ostatniej zbiórki pod namiotami… - zaczęła opowiadać, jakby słowa wypowiedziane przez nią parę chwil wcześniej zupełnie nie miały znaczenia. Tak naprawdę miały, i to ogromne, ale Ally stwierdziła, że nie może teraz doprowadzić do sytuacji, kiedy Zayn zadręczałby się jeszcze bardziej. W końcu po coś teraz u niego była. Miała mu pomóc, tak jak zawsze.

On pozwolił jej trajkotać, nie wtrącając się ani słowem. Tak naprawdę nie skupiał się na treści przedstawianej historii. Samą radość czerpał z obecności dziewczyny, od której często był odgradzany. Podświadomie też tęsknił. Nie potrafił jednak jeszcze tego do siebie dopuścić. Dlatego teraz chłoną ją całą, tak jak potrafił najlepiej. 

Sklejał swoje zmęczone komórki ciała, naprawiał uczucia, budował wiarę.

Rozmowa trwałaby dalej, gdyby grupka osób, która przysiadła nieopodal nich nie powiększała się. Szepty wśród których można było usłyszeć imię i nazwisko, a także nazwę zespołu chłopaka były coraz głośniejsze, co przykuło uwagę przyjaciół. I właśnie w tamtej chwili pękła cała radość ze wspólnie spędzonego czasu. Ludzie zaczęli rozpoznawać Zayna, budził coraz większą ciekawość, wśród otaczających go. W takich warunkach nie dało się siedzieć, a co dopiero rozmawiać. Znowu coś im przerwało. Znowu nie mogli dokończyć. Chcieli nacieszyć się jedynie krótką chwilą anonimowości, która nie była im dana.

Brunet spojrzał przepraszająco na swoją zmieszaną towarzyszkę i widząc jej reakcję, ponownie zaczął odczuwać wyrzuty sumienia. Znowu stawiał ją przed jej lękiem.

- Przepraszam, Ally – bąknął, wstając z miejsca. – Chodź, ucieknijmy stąd. – Podał jej rękę, którą ufnie ścisnęła i mijając obcych ludzi, zniknęli w jednej z uliczek.

Szukali spokoju i ciszy i właśnie takie warunki dały im zawiłe uliczki miasta. Wielokrotnie strach przebiegł im po plecach, gdy musieli przemierzyć jakieś ciemne zakamarki, jednak ostatecznie wyszło z tego więcej zabawy niżeli obaw. Między śmiechami i opowieściami zatracił się czas, dlatego też dotarli do hotelu około drugiej w nocy, po pościgu za ostatnim autobusem i pokonaniu drogi od przystanku do ich miejsca zakwaterowania.

Ledwo unosząc się na zmęczonych nogach pokonywali oświetlony słabym światłem korytarz.

- Nie wiem czy ci się to podoba czy nie, ale jutro idziesz ze mną na bankiet – oświadczył dziarsko Zayn, w zasadzie stawiając zaskoczoną niebieskooką przed faktem dokonanym.

- Słucham?

- Biorę cię jako osobę towarzyszącą. I z góry mówię, że jeansy odpadają – uprzedził szybko, powodując, że mina Ally jeszcze bardziej wykrzywiła się w grymasie.

- Jesteś bezduszny – wyrzuciła.

*
Woń męskich perfum roznosiła się po holu głównym z niesamowitą intensywnością, łechcąc tym samym zmysł węchu. Atmosfera przed wielką uroczystością była niezwykle luźna, a ostatnie poprawki wykonywane były na świeżo. Zayn poprawił zgięcie mankietu, podśpiewując sobie pod nosem.

- A ten co się tak uśmiecha jak głupi do sera? – zapytał zaczepnie Louis.

- Ty lepiej chodź tutaj i dawaj ten krawat, a nie zajmuj się jego humorem – zagroziła Caroline, chwytając palcami aksamitny materiał.

- Ally przyleciała – wtrącił Niall, rozsiadając się na jednej z kanap.

- Albo to, albo on rzeczywiście jest bipolarny – skwitował ze śmiechem Louis.

Rzeczywiście, w przeciągu czterech dni postawa Zayna zmieniła się diametralnie. Nie chodził już przybity, miał większy zapał do wszystkiego, dzięki czemu wszystkim zrobiło się lżej. Ogólna atmosfera się rozrzedziła i nikt już nie dusił się w oparach kłótni.

Sam chłopak jednak tego nie dostrzegał. Dla niego jedyne co się zmieniło, to liczba przespanych nocy i ilość papierosów w paczce. Czuł się lżej, pozytywniej, bezpieczniej.

Wymiana spekulacji trwałaby pewnie dłużej, gdyby nie dźwięk oznajmiający przybycie windy, z której wysiadły dwie kobiety.

...
*

Zawołaj mnie z piasku w wiatr.



a/n: Zostawię Was dzisiaj dość brzydko, bo bez jakiegokolwiek słowa. Powiem tylko, że się dużo dzieje, co nie zawsze jest dobre. I tak tylko zapytam, czujecie tę jesień w powietrzu?

#WakeMeUpFF

2 komentarze:

  1. Zapomniałam jak świetny jest blogspot.........
    nie zapomniałam za to jak świetne jest to opowiadanie nooo...
    napiszę jak gimbus "I <3 Wake me up! czekam na neksta" hahahahhaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Wake Me Up doczekało się pierwszego komentarza! Właśnie żałuję, że większość ludzi zapomniała już o tej platformie, bo tutaj super się publikuje. Dzięki, Mila, że tu zaglądasz i komentujesz i jesteś najlepsiejszym #ZallyShipper na świecie. Czekaj, czekaj, gimbusie! <3

      Usuń